Król lwiej skały nadal na tronie - relacja z koncertu Hansa Zimmera w Berlinie

Autor: osti
Korekta: Agnieszka Bukowczan-Rzeszut
27 kwietnia 2016

Hansa Zimmera chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Niemiec jest autorem tylu kultowych ścieżek dźwiękowych, że samo wymienianie ich zajęłoby absurdalnie dużo czasu. Koncerty, na których wykonuje się aranżacje jego utworów, przyciągają całe rzesze fanów i od dobrych paru lat cieszą się niesłabnącą popularnością – również w Polsce. Nic dziwnego więc, że po ponad 30 latach Hans Zimmer sam postanowił pojawić się na scenie.

W weekend majowy kompozytor zagra dla polskiej publiczności aż trzykrotnie. Hans Zimmer Live on Tour to cała seria występów na kilkunastu arenach w całej Europie. My nie czekaliśmy, aż muzyk dotrze do kraju nad Wisłą, tylko postanowiliśmy sprawdzić, jak zagra na własnym boisku. Po trzech godzinach podróży autostradą dojechaliśmy do stolicy Niemiec, gdzie stoi imponująca Mercedes-Benz Arena.

Mieszczący 17 tysięcy osób obiekt zapełnił się bardzo szybko i nie sposób było zobaczyć choćby jednego wolnego miejsca. 10 minut po wyznaczonym czasie zgasły wszystkie światła, a na scenie pojawił się przywitany gorącą owacją Hans Zimmer. Zaczęło się bardzo spokojnie, wręcz kameralnie. Gwieździe wieczoru towarzyszyło raptem kilka osób, z którymi wykonał lekki i przyjemny motyw z Wożąc panią Daisy. W pewnym momencie kurtyna z tyłu sceny podniosła się, ukazując liczącą kilkudziesięciu artystów orkiestrę, która zagrała charakterystyczną melodię z Sherlocka Holmesa.

Rozochocona publiczność zaczęła wręcz szaleć, gdy okazało się, że za kolejną kurtyną, podniesioną na potrzeby soundtracku z Madagaskar, krył się cały chór! Później nastąpił krótki przerywnik, w trakcie którego Hans przywitał się z widzami. Nie krył zadowolenia z faktu, że może mówić w swoim ojczystym języku, niezrozumiałym dla reszty muzyków przebywających na scenie. Po kilku anegdotkach dotyczących komponowania muzyki dla chóru, na sali rozbrzmiały dźwięki z filmów Karmazynowy przypływ i Kod Da Vinci.

Naprawdę gorąco zrobiło się, gdy Hans wraz z ekipą wykonali oscarowe kompozycje z Króla Lwa. Wyciskające łzy utwory z Gladiatora zabrzmiały kameralnie w porównaniu z bardzo długą i porywającą mieszanką motywów muzycznych ze wszystkich części Piratów z Karaibów. Po nieco ponad godzinie ostrego grania zapowiedziano dwudziestominutową przerwę.

Stosunkowo lekka pierwsza część koncertu prawie odeszła w zapomnienie, gdy Mercedes-Benz Arena wypełniła się głębokimi basami kina superbohaterskiego. Jak sam przyznał, Hans Zimmer spędził ostatnie kilkanaście lat głównie na pisaniu motywów przeznaczonych dla Batmana i Supermana. Odbiło się to na całej jego twórczości (przez co wielu złośliwców zarzuca mu wtórność). Genialne aranżacje muzyki z filmów Batman: Początek, Mroczny Rycerz, Mroczny Rycerz powstaje, Człowiek ze stali i oczywiście Batman v Superman: Świt sprawiedliwości absolutnie zapierały dech w piersiach. Nie zabrakło też oczywiście utworu Aurora i wzruszającej opowieści o tym, jakimi przeżyciami były dla Hansa Zimmera śmierć Heatha Ledgera i strzelanina w centrum handlowym Aurora Town podczas premiery Mroczny Rycerz powstaje. Bardzo nostalgiczny nastrój wzbudziło też wykonanie ścieżki dźwiękowej z Interstellar.

Koncert zwieńczyło wykonanie utworu Time z filmu Incepcja. Jest to aktualnie najpopularniejszy motyw muzyczny w repertuarze Hansa, to on też przyniósł mu status megagwiazdy. Chyba dopiero usłyszenie go na żywo uzmysłowiło niektórym, dlaczego Zimmer jest tak ubóstwiany przez fanów. W wypełnionej po brzegi sali nie dało się usłyszeć najmniejszego szmeru, kiedy Hans na pianinie wykonywał ostatnie nuty utworu. Później była już tylko burza braw, bardzo długa i gorąca owacja, która odprowadziła gwiazdę wieczoru do wyjścia. 

Prawdopodobnie zostało jeszcze do kupienia kilka wejściówek na najbliższe koncerty z serii Hans Zimmer Live on Tour w Polsce. Wzięcie udziału w takim wydarzeniu to niezapomniane przeżycie – fani twórczości sympatycznego Niemca będą w muzycznym niebie, a przeciwnicy i malkontenci narzekający na powtarzalność jego utworów prawdopodobnie zamkną usta zmiażdżeni potęgą nut, które na żywo brzmią bez porównania lepiej, niż na choćby najlepszym domowym sprzęcie grającym. Oskarżać Hansa o wtórność, to trochę tak, jakby mieć pretensje do piłkarza, że ciągle strzela bramki nogą.



blog comments powered by Disqus