Najlepsze filmy 2012 roku według redakcji

Autor: Redakcja
Korekta: Hagath
7 stycznia 2013

Przygotowaliśmy dla was zestawienie najlepszych, według nas, filmów 2012 roku.

 

Pityez:

Rok 2012 był dla mnie zdecydowanie obfitujący w najróżniejsze wydarzenia i atrakcje, więc nie miałam czasu obejrzeć wszystkiego, co w ciągu tych dwunastu miesięcy weszło na ekrany polskich kin. Mój przegląd jest zatem bardzo ograniczony (przyznaję z bólem).

Dziewczyna z tatuażem – sukces tego filmu to niewątpliwie w dużej mierze sukces nieżyjącego już pisarza Stiega Larssona. Trzeba jednak przyznać, że twórcy ekranizacji bardzo dobrze się spisali, zwłaszcza, że już wcześniej została wyprodukowana szwedzka (i bardzo dobra) adaptacja powieści. Zimny, trochę drewniany Daniel Craig idealnie odnajduje się w roli Mikaela Blomkvista, a Rooney Mara jest niesamowita w roli Lisbeth Salander. To właśnie obsada, dużo bardziej pasująca do książkowego przedstawienia postaci, sprawia, iż amerykańska wersja zdecydowanie wygrywa w moim mniemaniu ze szwedzką.

Hobbit: Niezwykła Podróż – film krytykowany przez wielu, na taką krytykę nie zasłużył (chyba że oceniają go ci, którzy nie przeczytali książki). Peter Jackson z niedużej powieści dla dzieci tworzy trylogię filmów, które ukazują Śródziemie od nieznanej wcześniej strony. Kraina Tolkiena jest bardziej swojska, może nawet bardziej klimatyczna niż w patetycznym Władcy Pierścieni. Ogromny plus za obsadę, charakteryzację i muzykę (chociaż krasnoludy zasługują na własny motyw, doceniam ciągłość obu serii).

Diaz – ta francusko-włosko-rumuńska produkcja dosłownie mnie zmiażdżyła. Głównie dlatego, że przedstawia prawdziwe wydarzenia w bardzo realistyczny sposób. Oprócz tego, mimo wielu skrajnie brutalnych scen, jest po prostu „ładna” oraz dobrze zagrana. Diaz to film, który utkwił mi w pamięci na wiele dni i chociażby dlatego zasługuje na miejsce w mojej czołówce tego roku.

Skyfall – jeden z lepszych, według mnie, Bondów. I to nawet nie ze względu na niesamowite zdjęcia czy jakąś specjalną intrygę. Agent 007 okazuje się być po prostu człowiekiem - Daniel Craig zdejmuje czasami swoją maskę twardziela, a takie odwołanie do przeszłości i uczuć Bonda nie zdarzało się często, więc robi wrażenie.

Róża – to ten film z naszego polskiego podwórka, a nie głośne Pokłosie najbardziej mnie zachwycił. Dzieło Smarzowskiego i Szczerbica jest wstrząsające, ale jednocześnie nieprzesadzone (w polskim kinie ostatnich lat zdecydowanie za dużo było patosu). Zarówno Agata Kulesza, jak i partnerujący jej Marcin Dorociński pokazali wielką klasę oraz umiejętności. Można żartować, że Smarzowski robi tylko takie filmy, które zbierają wiele nagród. Coś w tym jednak jest.

Nietykalni – komedia duetu Nakache &Toledano to jeden z najbardziej pozytywnych, a także najsmaczniejszych filmów ostatnich lat. Z prawdziwej historii twórcy zrobili dzieło nieporównywalne z jakimkolwiek innym. A dodając do tego świetnych aktorów i niesamowitą ścieżkę dźwiękową, otrzymujemy film z serii „must watch”.

Igrzyska Śmierci – rzadko się to zdarza, ale ekranizacja wypadła dużo lepiej od powieści. Powstał bardzo dobry film dla młodszych widzów. Jest w nim wszystko: akcja, nowe technologie, niesamowite charakteryzacje, wątek miłosny i drugie dno. Przy czym wszystko jest bardzo dobrze ze sobą skomponowane, uczucia ograniczone do sugestii, a nie wykrzykiwane w świetle księżyca. Film jest również wystarczająco wierny książce. Igrzyska Śmierci zapoczątkowały trylogię i miejmy nadzieję, że dwa kolejne filmy utrzymają poziom pierwszej  części.

Cosmopoliswedług niektórych drętwy i sztuczny, mnie poraził. Na początku niezrozumiała historia docierała powoli, momentami przerażała, a momentami wprawiała w osłupienie. Specyficzny nastrój, przyzwoite aktorstwo oraz muzyka też zrobiły swoje.Cosmopolis nie jest może największym dziełem Cronenberga, ale zdecydowanie stanowi odpowiedź na potrzeby widza, który szuka odejścia od schematu i oczywistości.

Frankenweenie – aby ocenić ten film trzeba zapomnieć, że Burton po raz drugi opowiada tą samą historię. Fabuła zresztą sama w sobie jest dosyć schematyczna i przewidywalna, ale przecież Frankenweenie z założenia był kierowany do młodszego widza. Starszym jednak też przypada do gustu ze względu na swój estetyczny urok (czarno-biała rewelacyjna animacja w 3D – czego można chcieć więcej?), figlarne połączenie infantylności z mrocznym i melancholijnym nastrojem całego filmu, niepowtarzalny humor, a także liczne nawiązania, które dodają mu smaczku. Frankenweenie przede wszystkim jednak daje nadzieję, że zobaczymy jeszcze Burtona w jego najlepszej formie.

Marley – obraz króla reagge z perspektywy jego najbliższych to pozycja obowiązkowa dla wszystkich wielbicieli gatunku. Zwłaszcza, że składa się z perfekcyjnie zmontowanych wywiadów i archiwalnych nagrań. Marley to taka niestandardowa biografia bez wybielania czy usprawiedliwiania muzyka, która jednak sprawia, że chce się wrócić do jego dzieł.

Mogło być lepiej:

Kilka hucznie zapowiadanych produkcji mnie jednak rozczarowało. Pierwszy przykład: Mroczny Rycerz Powstaje – być może przez porównanie z drugą częścią cyklu, a może dlatego, że Nolan & Nolan momentami potraktowali widzów jak skończonych idiotów, którzy nic nie potrafią zrozumieć. Oczekiwań nie spełnił też Tim Burton (z jednym wyjątkiem, ale o tym później). Jego Mroczne Cienie nie tylko miały typową dla reżysera obsadę, ale też poniosły porażkę na polu fabularnym i estetycznym. Lincoln: Łowca wampirów, wyprodukowany właśnie przez Burtona, był nużący, zapadał w pamięć tylko dlatego, że żal było poświęconego mu czasu. W 2012 roku zawiódł także Woody Allen (Zakochani w Rzymie), albo inaczej mówiąc: Allen znowu pozytywnie nie zaskoczył. Już od lat robi w gruncie rzeczy ten sam film, zmieniając tylko scenografię orazobsadę. Ostatnie rozczarowanie to Atlas Chmur – film, w którym twórcy sami się pogubili i,mimo wspaniałych charakteryzacji, tak naprawdę nie wiadomo, o co chodzi.

 

Radosiewka:

Rok 2012 upłynął mi zdecydowanie na oglądaniu seriali. Filmów było zdecydowanie mniej, rzadziej chodziłam do kina, a częściej korzystałam z opcji nagrywania tego, co leci w tv i oglądaniu tych produkcji w wolnej chwili. Ponownie obejrzałam Gwiezdne Wojny, Powroty do Przyszłości, Jurassic Park. Ale udało mi się również obejrzeć kontrowersyjny grecki film Kieł i produkcje krajowe. Szczególnie polecam Matkę Teresę od kotów, Dom zły (tylko dlaczego w polskim kinie zawsze dialogi są niewyraźne?), Ciszę oraz krótkometrażową animację Kinematograf.

Duże zaległości w nowych produkcjach sprawiły, że moja lista najlepszych tytułów tego roku składa się głównie z blockbusterów:

Musimy porozmawiać o Kevinie - Tilda Swinton to niezwykle ciekawa aktorka, która doskonale wybiera role. Tak jest i tym razem - opowieść o trudnych relacjach matki z synem, braku zrozumienia społeczeństwa wobec jej uczuć. Film naprawdę skłania do zastanowienia się, reżyserka cały czas dba o to, aby to sam widz zadecydował, co tak naprawdę spowodowało takie, a nie inne zdarzenia. I grany przez Ezrę Millera bohater potrafi wzbudzić w widzu niepokój.

Skyfall - Daniel Craig zawsze był dla mnie najlepszym Bondem. Zamiast kosmicznych gadżetów, mamy człowieka z krwi i kości. Chociaż Quantum of Solace było sporym zawodem, Skyfall okazuje się znacznie lepszą produkcją. Piosenka tytułowa i towarzyszące temu animacje wypadają rewelacyjnie, podobnie jak pierwsza scena. Nie jest to jednak film bez wad - w pewnym momencie zaczyna brakować akcji i wkrada się znużenie. Trudno mi ocenić, czy bardziej przypadł mi do gustu Skyfall, czy może Casino Royale (pamiętacie świetne sceny z kartami oraz kamienicą w Wenecji?)

Avengers - film epicki - ogromne oczekiwania, budżet, znani aktorzy wcielający się w niezwykle popularnych superbohaterów. O dziwo udało się tak napisać scenariusz, że każda postać ma swoje pięć minut i nikt nie wybija się ponad szeregi.

Niesamowity Spider-Man - film, który doskonale wypada pod względem relacji między bohaterami, ale w scenach akcji potrafi razić naiwnością. Chociażby scena walki w szkole jest wetknięta na siłę i nie wnosi nic do fabuły – tak jakby pod koniec stwierdzono, że przydałaby się jeszcze jedna walka.

Iron Sky - Naziści w kosmosie. Pomysł szalony, film tworzony przez pasjonatów. Ale efekt końcowy przyjemny.

Dziewczyna z tatuażem - nadal nie jestem w stanie zdecydować się, która wersja ekranizacji podobała mi się bardziej - amerykańska czy też szwedzka. Film Finchera zyskuje dzięki doskonałemu użyciu muzyki oraz odpowiedniego montażu.

Igrzyska śmierci - początkowo nie rozumiałam całego hype’u towarzyszącemu książkom Collins i ekranizacji. Film okazał się być niezły, jedynie Josh Hutcherson nie pasuje mi do roli Peety - nie tak go sobie wyobrażałam czytając książkę. Ale najbardziej czekam na ekranizację trzeciej części, według mnie, najlepszej. Przed twórcami będzie duże wyzwanie i czy może nie spłycą niektórych wątków?

Połów szczęścia w Jemenie - film zainteresował mnie obsadą (lubię zarówno McGregora, jak i Blunt), ale dopiero niedawno miałam okazję go zobaczyć. I pierwsze zaskoczenie - świetna drugoplanowa rola Kristin Scott Thomas, wcielającej się w osobę odpowiedzialną za PR premiera. Miłośnicy typowych amerykańskich komedii romantycznych mogą czuć się zawiedzeni - reżyser w spokojnym tempie pokazuje rozwój relacji pomiędzy bohaterami, zamiast gwałtownych namiętności otrzymujemy powolne przechodzenie z przyjaźni do miłości. Nominacje do Złotych Globów dla McGregora oraz Blunt trochę mnie zaskoczyły (nie sądziłam, że głosujący będą pamiętali o tej produkcji), ale szkocki aktor bardzo dobrze spisuje się w roli lekko zamkniętego w sobie, posiadającego prawdopodobnie zespół Aspergera, miłośnika rybołóstwa.

Spadkobiercy - George Clooney może nie zagrał tutaj “roli życia”, ale wszystkich przyćmiła Shailene Woodley w roli córki głównego bohatera.

Dredd 3D - szłam na ten film bez większych oczekiwań, ale nie był to stracony czas. Dobre sceny akcji oraz użycie zwolnionego tempa.

Mogło być lepiej:

Mroczne cienie - ostatnio czuję przesyt Tima Burtona i duetu Depp - Bonham Carter. W tym filmie to nie oni są najciekawszymi postaciami, a grana przez Evę Green wiedźma Angelique. Gdy tylko pojawia się na ekranie, od razu robi się ciekawiej. Całość pozostawia jednak pewien niedosyt.

Rock of Ages - lubię musicale, a ten miał duży potencjał, chociaż wybór Toma Cruise’a wydawał się dość dziwny. Produkcja jest to bólu sztampowa, główny wątek to historia dwojga młodych ludzi, przyjeżdżających do Los Angeles aby spełnić swoje marzenia. Zanim im się to uda, muszą trochę pośpiewać, rozstać się i tak dalej. Film bronią jednak piosenki oraz postacie grane przez Cruise’a, Akerman, Baldwina oraz Catherine Zeta-Jones. Mogło być świetnie, wyszło “tylko” dobrze.

Królewna Śnieżka i Łowca - Największą zaletą tego filmu są rewelacyjna Charlize Theron w roli Złej Królowej oraz świetne efekty specjalne i kostiumy. Theron kradnie wszystkie sceny, w których się pojawia, przez większość czasu to właśnie jej kibicowałam, a nie Śnieżce (Kristen Stewart).  I łatwiej polubić ją niż postać graną przez Stewart - pewnie dlatego, że twórcy zadbali o to, abyśmy poznali powody, dlaczego została złą królowa.  O ile Stewart wypada nieźle w scenach akcji (pewnie jest zastępowana przez kaskaderów), to gdy musi odegrać jakieś emocje albo np. zachęcić tłum do walki i swoich racji, wypada niewiarygodnie wręcz groteskowo.

Mroczny Rycerz Powstaje - to udany blockbuster, ale niedorównujący poziomem swoim poprzednikom. Solidne sceny akcji, dobre aktorstwo i materiał źródłowy to wystarczająco, aby stworzyć dobry tytuł. Zabrakło jednak tego „czegoś”, co można było odczuć przy poprzednich efektach współpracy Christiana Bale’a z Christopherem Nolanem. Momentami odnosi się wrażenie, że reżyser obraża inteligencję widzów, decydując się na przesadną niedbałość – uwięzieni przez dłuższy czas policjanci idą od razu do walki w czyściutkich mundurach, na ulicach nie ma przesadnych zniszczeń… Mieszkańcy miasta najwidoczniej kryją się ciągle w budynkach, a ewakuacja dotyczy tylko jednego autobusu z dziećmi.

 

Agniecha

Jak dla mnie filmowy rok 2012 był raczej przeciętny. Dużo było fajnych filmów, aczkolwiek żaden nie porwał mnie bez reszty (chyba też dlatego), że nie obejrzałam Hobbita. Ten tytuł przyjdzie mi już nadrobić w nowym roku. Kilkanaście razy odwiedziłam kino, aczkolwiek w zdecydowanej większości były to raczej te najbardziej widowiskowe produkcje. Z wypraw kinowych najbardziej pożałowałam Ghost Ridera 2, a także Resident Evil: Retrybucja. Oba tytuły darzyłam wielką sympatią, dlatego tak bardzo zabolała mnie kiszka, którą spotkałam na ekranie. Natomiast największym pozytywnym zaskoczeniem było dla mnie Dom w głębi lasu oraz Operacja Argo.

Zdecydowanie najwięcej czasu spędziłam przed ekranem telewizora, gdzie nadrabiałam kilka zaległości, jak Casablankę oraz Oscara w wersji francuskiej. Największe wrażenie zrobił na mnie powtórny seans Przeminęło z wiatrem. Patrząc na drugą stronę, żałuję, że jakieś licho podkusiło mnie i sięgnęłam po Jacka i Jill oraz Pirania 3DD - chyba zawsze będę tego żałować.

W moim mniemaniu jednymi z najlepszych produkcji 2012 roku są:

Mroczny rycerz powstaje  - Wielki finał całej serii okazał się być różnorodny, a przy okazji zaskakujący, upadek przejmujący, a odrodzenie napawało nadzieją.

Niesamowity Spider-Man - Nowe spojrzenie na znaną historię okazało się być odświeżające, kiedy to skupiono się na wewnętrznej walce Petera Parkera, niżeli jego zewnętrznych przeciwnikach.

Dom w głębi lasu - Fabuła niejednokrotnie zaskakuje i pełna jest zwrotów akcji, co czyni ją jeszcze ciekawszą. Film przede wszystkim intryguje śmiałością twórców, której kwintesencją jest mocny, ale jakże przekombinowany finał.

Jiro śni o sushi- To droga do doskonalenia nie tylko swojego sushi, które i tak jest już znakomite, ale przede wszystkim o ciągłej nauce oraz przekazywaniu pałeczki. Produkcja bardzo spójna i piękna. Oprószona humorem, a także życiowymi mądrościami.

Operacja Argo - Świetne dialogi podparte dynamiczną akcją w wykonaniu najlepszych aktorów. Pełen napięcia obraz, który w poruszający sposób prezentuje dramat pojedynczego człowieka cechującego się niezwykłą odwagą i inicjatywą, aby ocalić innych.

Przetrwanie- Choć pełen napięcia, brutalności i krwi, potrafi być także niezwykle delikatny. Urywki z pamięci Ottwaya czy emocjonalne podejście do swojej rodziny to małe iskierki światła i radości w tej produkcji.

Hugo i jego wynalazek - Niezwykła przygoda, którą jest nasze życie, a każda kolejna jej postać jest ciekawsza i bardziej inspirująca od poprzedniej. Wspaniały pod względem fabularnym oraz niemalże niezwykły, czarodziejski z powodu swojej oprawy. Wzbudza podziw, a także sentymentalizm u widza.

Merida Waleczna  - Jest to bardzo dobrze napisana historia. opowiedziana w niezwykle barwny i magiczny sposób. Legenda, która porusza serca, ale również bawi. Animacja, urzekająca nie tylko rudymi czuprynami czy szkocką kratką, ale również muzyką z pogrzmiewającymi dudami.

Kronika-Twórcy rozsądnie łączą wypełniającą swoistą dramaturgię z rewelacyjnymi efektami, które nie przytłaczają całości. A dzięki pracy kamer, obraz nabiera zupełnie innego wymiaru, ładując w niego potężną dawkę oryginalności i realności.

Projekt X - To nie tylko pełen humoru i seksualności świat amerykańskiej młodzieży, ale też intrygująca zdolność wykorzystywania marketingu, aby rozkręcić małą imprezę. Z zaskoczeniem i lekką obawą przyglądamy się rozwojowi wydarzeń, aczkolwiek gdzieś pomiędzy może pojawić się także odrobina respektu dla trójki bohaterów.

Mogło być lepiej:

Iron Sky  - W zasadzie to możemy się zmęczyć tymi licznymi dowcipami, które niekiedy w ogóle pozbawione są sensu, aczkolwiek trzeba przyznać, że pokazuje się nam zupełnie inne spojrzenie na nazistowskie Niemcy.

Epoka lodowcowa 4. Wędrówka kontynentów- Nie jest to jakieś przezabawne kino, a choć  przygoda jest pierwszorzędna, to jednak akcja poprowadzona dość niemrawo.

Co sprawiło zawód:

Rec 3: Geneza  - Wyrwanie kamery z ręki weselnika okazało się nie być zbyt dobrym pomysłem. Przez to film stracił cały klimat, choć być może właśnie takie było zamierzenie twórców.

Resident Evil 5: Retrybucja - Niestety, cudowny Plac Czerwony w radzieckiej rzeczywistości czy też bardzo dobrze wyćwiczone sceny walk nie czynią tej produkcji zjadliwą. Wielkie rozczarowanie, które zapowiada kolejną odsłonę.

Straż sąsiedzka - Spodziewałam się naprawdę odjechanej komedii ze sporą dawką science ficiton, a dostałam za to jakąś niedorobioną półprodukcję, w której priorytetami są lokalne orgie oraz walka o większą ilość jednoznacznych i niesmacznych żartów.

 

Redil

Rok 2012 generalnie zawiódł moje oczekiwania. Nie ukrywam, że po takich twórcach jak Christopher Nolan czy Wes Anderson spodziewałem się znacznie więcej. Nie znaczy to wcale, że był to kiepski filmowy okres, bowiem kilka filmów naprawdę robi wrażenie. Mimo wszystko dominowała przeciętność i pozostaje jedynie mieć nadzieję, że w tym roku będzie lepiej.

Mój ranking filmów wyświetlanych w polskich kinach w 2012 roku:

1. Mistrz

Paul Thomas Anderson niewątpliwie jest jednym z najlepszych amerykańskich reżyserów. Jego Mistrz to olśniewający wizualnie i perfekcyjnie zagrany obraz okiełznania oraz fascynacji. Pełna niedopowiedzeń i tajemnic historia wykolejeńca, który wpada pod skrzydła charyzmatycznego przywódcy religijnego, hipnotyzuje oraz wstrząsa. Zdecydowanie film roku.

2. Artysta

Ubiegłoroczny zdobywca Oscara, to jeden z najprzyjemniejszych filmów wyświetlanych wówczas w naszych kinach. Prawdziwy wehikuł czasu przenoszący nas do lat 20’ ubiegłego wieku. Zabawny i wzruszający, pełen pozytywnych wartości, ewidentnie zrodzony z pasji. Magia kina w najczystszej postaci.

3. Koń turyński

Ostatni film węgierskiego mistrza Béli Tarra prezentuje prawdopodobnie najmniej spektakularny filmowy koniec świata, jaki widziałem. To na swój sposób przerażający obraz stopniowego rozkładu, pozostawiającego po sobie jedynie apatię i brak chęci do walki. Długi, stonowany, klimatyczny, paraliżujący wręcz.

4. W ciemności

Rozgłos wokół filmu Agnieszki Holland nie był bezpodstawny. Reżyserka bez zbędnego patosu czy podniosłych scen stworzyła obraz prawdziwie ludzkiego bohatera, którego historia tym mocniej porusza i chwyta za serce, im mniej jest wyidealizowana.

5. Hobbit: Niezwykła podróż

Hobbit ma wiele wad i daleko mu do Władcy Pierścieni, ale sam w sobie stanowi znakomitą rozrywkę o jaką w dzisiejszych czasach coraz trudniej. Szkoda, że rozerwany na kilka części. Jednak zabawa w trakcie oglądania pierwszej jest gwarantowana.

6. Skyfall

Sam Mendes nakręcił idealnego Bonda. Znakomicie połączył nowoczesność z klasyką. Bond o twarzy Craiga w Astonie Martinie przywołującym odległe wspomnienia od razu wzbudza uśmiech na twarzy. Dużo humoru, dużo dobrej rozrywki i znakomity Javier Bardem na dokładkę. Czego chcieć więcej?

7. Mroczny Rycerz powstaje

Mimo, że ostatnia część trylogii zdecydowanie zawiodła moje oczekiwania i ostudziła nieco moją sympatię do Nolana, to jednak w dalszym ciągu stanowi interesujące oraz trzymające w napięciu kino. Patos i kilka niezwykle głupich rozwiązań fabularnych nie są w stanie doszczętnie zepsuć przyjemności płynącej z seansu.

8. Bestie z południowych krain

Wspaniałe, pozytywne kino, niosące ze sobą prostą, ale bardzo ważną treść. Połączenie realizmu z fantastyką w tym wypadku daje znakomity efekt. Ale film trzeba obejrzeć przede wszystkim dla małej bohaterki. Hushpuppy to zdecydowanie jedna z najciekawszych postaci, jakie przewinęły się przez zeszłoroczne filmy.

9. Argo

Najnowszy film Afflecka to solidny kawał rzemieślniczej roboty. Fabuła od początku do końca trzyma w napięciu, a na dodatek mamy tu ciekawą satyrę na Hollywood. Mimo to brakuje mocniejszego zaangażowania w samą historię, które towarzyszyło mi przy wcześniejszych filmach Afflecka.

10. Dziewczyna z tatuażem

Fincher stworzył niezapomniany klimat, ale nie do końca potrafił oddać moc tkwiącą w książce. Miejscami brakowało napięcia, całość niszczy też kiepskie zakończenie. Mimo wad, film jest świetnie zagrany i ciągle stanowi rzetelny kryminał.

Co zawodzi?

Co prawda praktycznie wszystkie filmy z powyższego zestawienia nie spełniły moich oczekiwań, ale jednak najbardziej zawiodły mnie: Prometeusz, Miłość oraz Mroczne cienie. Ridley Scott niestety poszedł na łatwiznę, zarabiając na wspominaniu Aliena i nie robiąc nic w kierunku stworzenia dobrego science-fiction, jakim niewątpliwie mógł okazać się Prometeusz. Film Michaela Haneke zraził mnie swoim zakończeniem, które niweczyło wszystko, co obraz przedstawiał wcześniej. A Burton zawodzi mnie już od kilku lat. Mroczne cienie pokazują tylko w jak kiepskiej formie znajduje się obecnie reżyser. Miejmy nadzieję, że całkiem udany Frankenweenie będzie stanowił dobry znak na przyszłość.



blog comments powered by Disqus