Powrót do odległej galaktyki – kilka spojrzeń na "Mroczne widmo"

Autor: Damian "Nox" Lesicki, Mateusz Michałek, osti
Korekta: Joanna Biernacik
21 listopada 2015

Już 18 grudnia w naszych kina zadebiutują Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy, dlatego specjalnie dla Was przygotowaliśmy niezwykły cykl, który pozwoli na nowo (i z pespektywy czasu) przybliżyć czytelnikom wszystkie epizody sagi George’a Lucasa. Na pierwszy ogień poszło oczywiście Mroczne Widmo. Zapraszamy do lektury!

Niestety, Mroczne Widmo nie należy do szlachetnego grona filmów, które starzeją się niczym dobre wino. Gdy miałem okazję oglądać Epizod I po raz pierwszy na kinowym ekranie, początek nowej trylogii wydawał się czymś niesamowitym. Multum nowych planet, ras, pojazdów i postaci, powrót starych bohaterów w młodszych wersjach, dużo bardziej efektowne bitwy na ziemi i w kosmosie oraz pojedynki na miecze świetlne – na jedenastolatku robiło to ogromne wrażenie. Co więcej, nawet wersja z dubbingiem dała się oglądać. Do czasu…

Każdy kolejny powrót do Mrocznego Widma łączył się z coraz większym bólem i świadomością porażki Lucasa. Starszego widza irytuje ewidentne skierowanie Epizodu I do najmłodszych odbiorców. Drażnią też niedostatki fabularne i scenariuszowe przekombinowanie (proroctwo, midichloriany?!), którym wcale nie pomagają wstawki humorystyczne i drewniane aktorstwo. Z czasem rzuca się też w oczy charakterystyczne dla końca lat 90. zachłyśnięcie się komputerowymi efektami specjalnymi, które wcale nie były tak doskonałe, jak się wówczas wydawało. Koniec końców okazuje się, że choć Mroczne Widmo potrafiło na przełomie wieków oczarować dziecięcą widownię, to nie wytrzymało próby lat – zarówno tych, które minęły od premiery, jak i tych, których przybyło odbiorcom – Damian "Nox" Lesicki

Mroczne widmo ukazało się dwa lata po tym, kiedy po raz pierwszy obejrzałem "starą" trylogię (od odświeżonej edycji, która wyświetlana była w kinach w 1997 roku, zaczęła się moja fascynacja kinem w ogóle), a więc Gwiezdne wojny były dla mnie i moich rówieśników ciągle czymś świeżym, fascynującym i nowym. Efekty specjalne, choć dziś już się zestarzały, wtedy powalały na kolana, a muzyka (i ogólnie udźwiękowienie) do dziś robi na widzu kolosalne wrażenie. Niestety, świat chyba oczekiwał tego filmu za bardzo, przez co niemożliwym było zadowolić wszystkich.

Fabularnie Epizod I jest bardzo oddalony od reszty sagi, początki zawiłej intrygi politycznej kontynuowanej później w Ataku Klonów i Zemście Sithów obserwujemy tu głównie z perspektywy małego chłopca. Wszyscy spragnieni przyjemnego Kina Nowej Przygody byli  zawiedzeni, gdyż w "nowych" epizodach Lucas rezygnuje z prostego podziału na dobrych (Rebelia) i złych (Imperium). Mroczne widmo to przede wszystkim genialny pojedynek z Darth Maulem, obłędny wyścig podracerów na Tatooine oraz doskonały Liam Neeson w roli Qui-Gon Jinna. Niestety znalazł się tutaj także Jar Jar Binks, a miejsce budzących grozę szturmowców zajęły nijakie roboty… – osti

Mroczne widmo jest jak nieudana pierwsza randka z nowo poznaną dziewczyną. Jeśli zaciśniesz zęby, podejdziesz do jej wad z dystansem i dasz tej osobie kolejną szansę – a nuż coś z tego będzie. W innym wypadku będzie to wasze pierwsze i ostatnie spotkanie. Podobnie było w moim przypadku, gdy po raz pierwszy obejrzałem Epizod I.

W przeciwieństwie do większości moich znajomych, to właśnie z Mrocznym Widmem straciłem swoje "starwarsowe" dziewictwo. Pierwszy raz, tym razem, może nie był zbyt udany, ale pozwolił mi zakochać się w tej niezwykłej sadze. Wielokrotnie fani stwierdzają, że ten obraz jest zbyt dziecinny i kiczowaty. To prawda, ale nie zapominajmy o tym, że po wielu latach widzowie ponownie mogli wkroczyć w to uniwersum, poznać nowych/starych bohaterów, zobaczyć pełną gamę kolejnych planet oraz przyjrzeć się najlepszym czasom Coruscant i zakonu Jedi. Scenariusz filmu wygląda jakby był napisany na kolanie, ale to przecież ciągle Gwiezdne wojny!

Pomimo pewnych braków, kiepskich i nachalnych efektów specjalnych, topornych wątków i Jar Jar Binksa (mnie on aż tak nie przeszkadzał), Mroczne widmo jest niezbędnym elementem układanki, który pozwala nam zrozumieć wydarzenia z Zemsty Sithów oraz Nowej Nadziei. Warto zatem przymknąć oko na wady Epizodu I, aby w pełni cieszyć się z seansów kolejnych odsłon sagi George’a Lucasa – Mateusz Michałek



blog comments powered by Disqus