Powrót do odległej galaktyki – dwa skrajne spojrzenia na "Zemstę Sithów"

Autor: Mateusz Michałek, osti
Korekta: Joanna Biernacik
7 grudnia 2015

Premiera Gwiezdnych wojen: Przebudzenia mocy tuż, tuż, a my prezentujemy trzecią odsłonę naszego cyklu mini-recenzji. Tym razem oceniamy Zemstę Sithów!

Do dzisiaj zastanawia mnie, jak to się stało, że po dużym zawodzie, jaki stanowiły Mroczne Widmo i Atak Klonów, cały świat nadal czekał z zapartym tchem na Epizod III. Ta część „nowej” trylogii Lucasa doczekała się chyba najcieplejszego przyjęcia, jednak po dziesięciu latach wzbudza we mnie bardzo mieszane uczucia. Przede wszystkim wydaje się nieco nudnawa, do tego efekty specjalne zestarzały się wręcz straszliwie.

Kiedy dobrze już poznamy intrygę Zemsty Sithów, każde kolejne odtworzenie filmu zamienia się w oczekiwanie na jedną scenę – epicki pojedynek między Obi-Wanem i Anakinem. Scena otwarcia, walka Kenobiego z Generałem Greviousem oraz bitwa o Kashyyyk również są świetne, jednak wszystkie bledną w porównaniu z bratobójczym starciem na Mustafar. Mimo wszystko warto - Michał "Osti"  Ostiak

Zemstę Sithów kocham jak przeboje Queen, pomimo kilkudziesięciu odtworzeń nigdy mi się nie znudziła. Zwieńczenie nowej trylogii George’a Lucasa należy uznać za produkcję kompletną, a nawet wyróżniającą się na tle całej sagi.

Trzecia część Gwiezdnych Wojen znacząco odbiega od pozostałych epizodów klimatem i rozwiązaniami fabularnymi. W filmie zabrakło miejsca dla charakterystycznego humoru (choć bohaterowie nadal powtarzają „I have a bad feeling about this”) oraz elementów kina przygodowego. Zemsta Sithów jestnajmroczniejszą odsłoną sagi, w której (w nieco uproszczonej wersji) poznajemy kulisy przejścia Anakina na Ciemną Stronę Mocy. Lucas widzi w Skywalkerze bohatera tragicznego, który każdą swoją decyzją sprowadza na siebie i bliskich rychłą zagładę. Pewnym symbolem obrazu jest genialna scena powrotu Anakina (już wówczas Vadera) do Świątyni Jedi. Jej ponura i przerażająca wymowa wstrząsnęła niejednym widzem.

Gwiezdne wojny: Zemsta Sithów to moja ulubiona odsłona sagi oraz produkcja, która wraz z wiekiem nie traci na wartości artystycznej. Po latach jej kolejny seans sprawia taką samą przyjemność, co w 2005 roku. Polecam! – Mateusz Michałek



blog comments powered by Disqus