Pyrkon 2017 - relacja Gildii Filmu

Autor: Damian "Nox" Lesicki
Korekta: Joanna Biernacik
3 maja 2017

Pyrkon zrobił to po raz kolejny. Organizatorzy zapewnili miłośnikom fantastyki (w niemal każdej jej postaci) trzy dni wyśmienitej zabawy. A przy okazji pokazali, że słuchają głosów krytyki i wyciągają wnioski z błędów, żeby poprawić, co tylko się da.

Pyrkon zaczął się dla mnie już kilka miesięcy temu, kiedy zacząłem szykować materiały do prowadzonych konkursów oraz do mojego (niskobudżetowego, ale jednak) cosplayu. W czwartek wieczorem przyjechałem na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich, by odebrać wejściówkę. Pierwsze, co rzuciło się w oczy po wejściu do budynku, to absolutny brak kolejek. Odebranie pakietu startowego, niezależnie od rodzaju akredytacji, zajmowało nie dłużej niż dwie minuty. Stan ten utrzymywał się praktycznie przez cały czas trwania konwentu. Jedynym momentem, w którym ukształtował się tradycyjny „kolejkon” były wczesne godziny poranne w piątek, gdy przed wejściem wschodnim MTP pojawili się pierwsi uczestnicy, a bramki jeszcze nie były otwarte. Uruchomienie kas od dwóch stron Targów okazało się świetnym rozwiązaniem, a system przedsprzedaży sprawdził się w stu procentach. Szczere, gorące brawa dla organizatorów! Oby tak było już zawsze.

Niestety wygląda na to, że na Pyrkonie ostatecznie i nieodwołalnie zrezygnowano z tradycyjnej książeczki z opisami punktów programu – trochę szkoda. Powtórzę to, co pisałem w zeszłym roku: może warto przygotować chociaż kilka tysięcy sztuk papierowych programów, które chętni mogliby odebrać w Biurze Festiwalowym?  O  ile aplikacja Eventory była dobrze przygotowana i całkiem wygodna, to jednak należy pamiętać, że: a) nie wszyscy posiadają smartfony (serio!), b) nie każdy wie o aplikacji i ją zawczasu instaluje, c) nie zawsze naładowany telefon jest pod ręką, d) książkowy program to fajna pamiątka. Wyszukiwanie atrakcji, sprawdzanie opisów i dodawanie punktów programu do „mojej agendy”  w aplikacji było dość proste i skuteczne. Gorzej z powiadomieniami o zmianach – te wyświetlały się w formie nagłówków, jednak po kliknięciu na któryś z nich, zamiast pełnej treści newsa, pojawiały się tylko dwie pierwsze informacje opublikowane w aktualnościach. Ale może tylko u mnie wystąpił taki problem?

Pyrkon 2017 kolejka kolejkon kasy

Żeby dokładnie opisać to, co działo się na Pyrkonie, trzeba by poświęcić kilkadziesiąt (albo i więcej) stron, więc po szczegóły odsyłam do oficjalnej strony i programu. Tutaj napiszę tylko, że Festiwal to jakby kilka imprez scalonych w organiczną całość. Trzydniowy maraton planszówek i gier elektronicznych – jest; nieustające LARP-y i sesje RPG – są; targi z masą małych i dużych wystawców (warto wspomnieć stoisko Warsaw Comic Conu z DeLoreanem z Powrotu do przyszłości oraz AT-ST z Powrotu Jedi) – w osobnym wielkim pawilonie; pokazy i warsztaty sztuk walki oraz tańców – odhaczone; wystawy modeli (fabryka maszyn kroczących AT-AT z LEGO i naturalnej wielkości wrak TIE Fightera), zdjęć, rysunków i plakatów (oryginalne polskie plakaty do kultowych filmów fantastycznych) – proszę bardzo; wioski tematyczne (od średniowiecza, przez steampunk po postapokalipsę) – jak najbardziej; prelekcje popularnonaukowe (teraz już zapamiętam, jak wyglądał herb Jagiellonów i jak brzmiała ich dewiza), filmowe, komiksowe i literackie, spotkania autorskie oraz multum konkursów (sponsorzy chyba dopisali, bo można się było w tym roku nieźle obłowić) – oczywiście. A do tego jeszcze rozmaite aktywności integracyjne jak zombie walk, Angry Birds na żywo, kilkumetrowej średnicy wersja Neuroshimy Hex, zabawy z Kitowcami czy rozmaite meet pointy dla fanów różnych serii i uniwersów. Atrakcji starczyłoby i na tydzień.

Tym razem nie zjawiło się chyba więcej uczestników, niż w zeszłym roku – chyba było ich nawet nieco mniej. Z pewnością jest to zasługą niezbyt fortunnego (choć z punktu widzenia organizatorów jedynego możliwego) terminu – początek majowego długiego weekendu oraz zbliżające się matury zapewne pokrzyżowały plany części potencjalnych pyrkonowiczów. Wrażenie niższej frekwencji pogłębiało również bardzo dobre rozplanowanie stoisk na hali wystawców. Alejki pomiędzy nimi w końcu były na tyle szerokie, że zwiedzanie nie równało się walce o przeżycie wśród napierającego tłumu. Można było swobodnie przejść pomiędzy sklepikami, nie przeszkadzając osobom, które się przy danym stoisku zatrzymały, żeby popodziwiać, poprzebierać i ponabywać wszelkie możliwe dobra (od komiksów i książek, przez poduszki o mniej lub bardziej nieprzywoitych zastosowaniach, po rysunki i rękodzieło).

Gorzej sprawa miała się z salami prelekcyjnymi, ale trudno o to mieć pretensje do organizatorów. Od dłuższego czasu mówią oni, że Targi nie są w stanie zapewnić konwentowi więcej dużych sal prelekcyjnych. Z tego powodu w prelekcjach z bloku naukowego, fantastyki dalekowschodniej czy filmowo-serialowego mogła uczestniczyć ledwie połowa zainteresowanych, a w kolejce do wejścia należało ustawić się godzinę przed rozpoczęciem atrakcji (albo i wcześniej). Miejmy nadzieję, że za rok dostępny będzie pawilon, w którym znajdzie się nieco większa przestrzeń. Może rozwiązaniem byłaby hala ze sceną i krzesłami, jak na jednej z poprzednich edycji?

Fantastycznym rozwiązaniem było za to zapewnienie transmisji na żywo z Maskarady. Chętnych, by zobaczyć konkurs strojów zawsze jest dużo więcej, niż może pomieścić widownia. Wyświetlanie go na telebimie ustawionym pomiędzy halami oraz na telewizorach w hali 15 było kapitalnym rozwiązaniem, podobnie jak streaming poprzez facebooka. Kolejny krok naprzód, którego nie można nie docenić!

Program standardowo nieco zamierał po 22, co podobno związane jest z tym, że część pawilonów musi być na noc plombowana przez pracowników MTP (chociaż nie wiem, czy faktycznie dotyczy to również hal, w których nie ma stoisk wystawowych). Trochę szkoda, bo gdy pogoda nie sprzyjała i na dziedzińcu nie odbywały się żadne pokazy ani koncerty, często odczuwało się niedosyt atrakcji. W nocy wciąż jednak działały sala poświęcona Dalekiemu Wschodowi (niestety jedna z mniejszych) oraz games room. Sami uczestnicy również przejmowali inicjatywę, organizując mniej lub bardziej szalone zabawy. W tym roku podobno miały one jakiś związek z pewnym ananasem...

Na koniec jeszcze trochę pomarudzę na całkiem prozaiczną sprawę, jaką jest jedzenie. Na Pyrkonie zaplecze gastronomiczne od lat jest dość podobne i nie należy do wybitnych. Uczestnicy do wyboru dostają całkiem fajne, choć mało sycące podpłomyki, niezbyt wysokiej jakości pizzę oraz drogie kanapki. Biorąc pod uwagę liczbę knajp, restauracji, street foodów i kawiarni w Poznaniu – słabo. Może czas się przyjrzeć temu aspektowi konwentu? Przykładem może być chociażby zeszłoroczny Polcon, który – pomimo wielu wad – pod tym względem był niezwykle udany. Odbywający się po sąsiedzku w tym samym czasie festiwal food trucków sprawił, że uczestnicy wrocławskiej odsłony konwentu nie musieli zamawiać jedzenia na dowóz i spożywać go na korytarzach lub zadowalać się kiepskiej jakości masówką.

Ale nie ma co się skupiać na drobiazgach. Ostatecznie Pyrkon 2017 był konwentem jak najbardziej udanym. Nadal pozostają pewne niedociągnięcia do poprawienia, ale widać, że organizatorzy co roku coś ulepszają, biorąc sobie do serca błędy poprzednich edycji. Mimo że trudno zaskoczyć i zachwycić osobę, która od prawie 10 lat odwiedza poznański konwent, Pyrkon wciąż ma w sobie to coś, co sprawia, że chce się na niego wracać. A dla kogoś, kto za rok przyjedzie na Festiwal Fantastyki po raz pierwszy, może to być doświadczenie prawdziwie magiczne.

Więcej zdjęć z tegorocznego Pyrkonu znajdziecie w naszej facebookowej galerii.



blog comments powered by Disqus