TOP5: Najlepsze fantastyczne sequele

Autor: Mateusz Michałek, osti
Korekta: Damian "Nox" Lesicki
10 kwietnia 2016

Wielokrotnie słyszymy, że sequle są gorsze od pierwszych części filmowych serii. W wielu przypadkach faktycznie tak jest, a kolejne kontynuacje istnieją wyłącznie na zasadzie odcinania kuponów od sukcesu pierwowzoru. Redaktorzy Gildii Filmu przygotowali jednak dla Was zestawienie, w którym znalazły się sequele lepsze od swoich kinowych poprzedników.
 
 
 
Jeśli Terminator z 1984 roku okazał się sporą niespodzianką i trampoliną, która pozwoliła wystrzelić w górę karierom Jamesa Camerona i Arnolda Schwarzeneggera, to jego kontynuacja stała się prawdziwą rewolucją. Terminator 2 jest jednym z tych nielicznych sequeli, które nie tylko nie były gorsze od oryginału, ale przebiły go pod każdym względem.
 
W Dniu sądu zagrały ze sobą wszystkie elementy – od efektów specjalnych, przez świetny scenariusz, grę aktorską, niewymuszone poczucie humoru, aż po kultową muzykę. Nie trzeba być też fanem science fiction, żeby docenić geniusz filmu, który traktując m.in. o zmiennokształtnych robotach z przyszłości, nie jest równocześnie kompletnie durny. Terminator 2 odniósł spektakularny sukces, bez porównania większy, niż nieco bardziej niszowa "jedynka". Położyło to podwaliny pod serię, która niestety z każdą częścią rozmienia się na drobne, zabijając powoli ducha Dnia sądu.
 
 
 
Pierwszy (czyli tak naprawdę czwarty) epizod gwiezdnej sagi powstawał w bólach, jako niskobudżetowy film, któremu nie wróżono zbyt dużego sukcesu. O przyczynach tego stanu rzeczy poczytać można w artykule Jak Gwiezdne wojny stały się legendą. Część I. George Lucas wierzył jednak w swoje dzieło życia i, jak dobrze wiemy, miał rację. Popularność, jaką zdobyła Nowa nadzieja zaskoczyła nawet jej twórcę. Po oszałamiającym sukcesie Gwiezdnych wojen kinowy świat zamarł w oczekiwaniu na kontynuację...
 
...i otrzymał więcej niż można się było spodziewać. Imperium kontratakuje miało większy budżet, a co za tym idzie – kosmiczny (dosłownie) rozmach. Znacznie wzbogacono też historię, pogłębiając więzi między bohaterami i wprowadzając odrobinę szarości do świata podzielonego do tej pory grubą kreską na dobrych i złych. Ujawnienie tożsamości Dartha Vadera jest bodaj największym twistem fabularnym w historii kina, a Epizod V wielu uważa za najlepszą część Gwiezdnych wojen.
 
 
 
 
Peter Jackson, zanim nakręcił Hobbita, został okrzyknięty współczesną reinkarnacją Tolkiena. Pierwsze dwie części Władcy Pierścieni to absolutne arcydzieło filmowej fantastyki, które wyznaczyło nowe standardy i horyzonty w kinie. W zasadzie obie kontynuacje ekranizacji dzieła Tolkiena mogły znaleźć się w naszym zestawieniu, ponieważ Jackson udowodnił swoimi obrazami, że można nakręcić trylogię, w której każdy kolejny film jest jeszcze lepszy od poprzedniego.
 
Władca Pierścieni: Powrót Króla to obraz kompletny. Znajdziemy w nim spektakularne i pełne rozmachu sceny batalistyczne, wciągającą widza historię, sprawną narrację, ciekawie poprowadzone wątki fabularne oraz przede wszystkim niezwykły i zapierający dech w piersiach obraz Śródziemia. Ostatnia odsłona trylogii Jacksona to niewątpliwie jedna z lepszych ekranizacji filmowych (z czym nie zgadza się mój redakcyjny kolega osti), a zarazem najlepszy przedstawiciel kina gatunkowego spod znaku fantasy.
 
 
 
Mam dwóch swoich faworytów w tym zestawieniu, na seansach których najlepiej się bawiłem. Jednym z nich jest druga odsłona trylogii Christophera Nolana. Wielu z widzów z pewnością już zapomniało w jakiej atmosferze debiutował ten obraz i jak wielki wpływ na produkcję miała niespodziewana śmierć Heatha Ledgera
 
Mroczny rycerz to rozrywka na najwyższym poziomie, w której znajdziemy fantastyczny scenariusz, geniusz reżyserski, świetnie napisane dialogi, pełne rozmachu sceny akcji, a przede wszystkim nieszablonowe i fenomenalnie napisane postacie. Czego można chcieć więcej? W obrazie o Batmanie, to Joker kradnie cały film. Czekamy na każdą scenę udziałem Heatha Ledgera kreującego jedną z najlepszych i najważniejszych ról w historii kina rozrywkowego. Czasem zastanawiam się czy jego genialny występ zostałby doceniony również w sytuacji, gdyby aktor nadal żył. Odpowiedź, niestety, wydaje się mocno skomplikowana…
 
 
 
To druga z najlepszych produkcji, jakie miałem możliwość zobaczyć w kinie. Gore Verbinski udowodnił Piratami z Karaibów: Klątwą Czarnej Perły, że pijani piraci i kino rozrywkowe to doskonały mix. Skrzynia umarlaka natomiast jest idealnym przykładem udanego przepisu na sequel: mocniej, lepiej, zabawniej.
 
Verbinski okazał się bardzo sprawnym i inteligentnym reżyserem, który wzmocnił w Skrzyni umarlaka zalety pierwszej części serii (widowiskowe sceny akcji, charakterystyczny humor, świetnie napisane postacie oraz komiczne relacje pomiędzy nimi), jeszcze lepiej wykorzystał potencjał Johnny’ego Deppa (wówczas wciąż szalenie świeżego i zabawnego, a nie irytującego i wtórnego, jak teraz) oraz stworzył ciekawych i wielowymiarowych  filmowych antagonistów. 
 
Piraci z Karaibów: Skrzynia umarlaka to fantastyczna rozrywka dla każdego kinomaniaka oraz jeden z tych filmów, które z przyjemnością oglądamy bez względu na nasz wiek, czas mijający od premiery i ilość dotychczasowych seansów.
 
 
 
Warto również wspomnieć o filmach, które były blisko znalezienia się w zestawieniu. A były to m.in.: Obcy:Decydujące starcie, X-Men 2, Powrót Batmana, Ultimatum Bourne'a, Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz, Toy Story 2, Indiana Jones i ostatnia krucjata, Martwe zło II, Rodzina Addamsów II i Spider-Man 2. Co Waszym zdaniem powinno znaleźć się TOP 5? Zachęcamy do dyskusji!
 



blog comments powered by Disqus