TOP 5: Najlepsze filmy 2016 roku


Grudzień to czas podsumowań. W kinach rządziły przede wszystkim kolejne ekranizacje komiksów oraz sequele, choć jakość większości z nich pozostawiała wiele do życzenia. Redakcja Gildii Filmu przygotowała dla Was zestawienie najlepszych filmów 2016 roku!
 
 
Bardzo lubię filmy o superbohaterach, ale ich nadprodukcja w ostatnim czasie powoduje, że gubię się w kolejnych częściach Kapitana Ameryki i nie ogarniam, w których produkcjach znajdę Batmana albo Jokera i kto ich tym razem będzie grać. Na pewno nie jestem jedyna i między innymi dla takich jak ja powstał Deadpool, który zaprzecza wszystkiemu, co mogliśmy dotychczas oglądać na ekranie. Tytułowy superbohater nie sili się na patetyczne przemowy, nie zawsze jest miły dla uciśnionych i też nie zawsze im pomaga. Właściwie ciężko go nawet nazwać superbohaterem, ale ma w sobie wystarczającą cząstkę „super”, żeby obejrzeć jego wyczyny.
 
 
Deadpool to pozornie prosta historia o zakochanym mężczyźnie, który dowiaduje się, że jest nieuleczalnie chory i postanawia poddać się pseudorządowemu eksperymentowi, który zamienia go w ledwie żywego, ale jednocześnie samoregenerującego się superbohatera pragnącego zemsty. Grany przez Ryana Reynoldsa (znakomita rola i zasłużona nominacja do Złotego Globu) Deadpool cały czas łamie konwencje, mówiąc z ekranu bezpośrednio do widzów, krytykując współczesny show-biznes i naigrywając się z innych superbohaterów. Trwający niecałe 2 godziny film daje mnóstwo powodów do śmiechu, nie nudzi ani przez chwilę i - mimo niskiego budżetu - zachwyca umiejętnym wykorzystaniem efektów specjalnych. Deadpool stanowi bardzo dobre odświeżenie dla filmów o superbohaterach, a jednocześnie sam w sobie jest rozrywką wysokiej klasy. Żaden zachwyt nie jest przesadzony. Zdecydowanie polecam!
Zachęcamy do zapoznania się z naszą recenzją!
 
 
Nowe Gwiezdne wojny nie zapowiadały się moim zdaniem zbyt ciekawie i nie wiązałem z tym filmem zbyt wielkich nadziei. Jednak moje wewnętrzne dziecko skakało z radości przez cały seans! Dzięki Łotrowi 1 poczułem się tak samo jak prawie 20 lat temu, kiedy w kinie po raz pierwszy zobaczyłem odświeżony Epizod IV.
 
 
Fabuła spin-offu bardzo zgrabnie wprowadza widza do „starej” trylogii Lucasa. Nawet mimo tego, że nowi bohaterowie w większości są... przeciętni, to film ogląda się kapitalnie. Robot K-2SO jest przezabawny, Michael Giacchino umiejętnie oddał ducha oryginalnej ścieżki dźwiękowej, a efekty specjalne po prostu wgniatają w fotel (szczególnie w IMAXie). Łotr 1 to synonim świetnej zabawy – czyli jest dokładnie tym, czego chciał dla serii George Lucas
Zachęcamy do zapoznania się z naszą recenzją!
 
 
Jak dobrze wszyscy wiemy, bociany przyniosły każdego z nas do rodziców - wrzuciły kominem lub zostawiły przed drzwiami na wycieraczce. W filmie animowanym owe ptaki znalazły sobie nową fuchę. Tym razem zajmują się także dostarczaniem przesyłek globalnego giganta Cornerstore.com. Czarnym koniem w całej firmie jest Junior. Oczekuje na awans, dlatego stara się jeszcze bardziej, a jego wydajność już dawno przestała wynosić tylko 100%. Jednak każdy może zaliczyć wpadkę… główny bohater przypadkowo uruchamia Maszynę Produkującą Dzieci. Wskutek tego na świecie pojawia się piękna dziewczynka. Co ma zrobić bocian? Musi podrzucić komuś dziecko, aby szef nie widział, co się stało. W ten sposób Junior wraz ze swoją towarzyszką Tulip rusza w misję “narodziny”. Dzięki temu bociany wracają do zajęcia, którym powinny się zajmować. 
 
 
Film pokazuje, że każdy ma swoje przeznaczenie. Porusza bardzo prostą wartość w naszym życiu. Wszyscy mamy przypisane sobie role - jesteśmy po coś stworzeni. Nie można nam tego odebrać i zrobić z nas kogoś innego, tylko dlatego, że firma dostanie za to pieniądze. To jest błędne myślenie. Należy docenić fakt, że autorzy obrazu postanowili skupić się na tradycyjnej konstrukcji filmu animowanego - poruszeniu podstawowych problemów i wartości. Jako ludzie doskonale o wszystkim wiemy… ale pamięć jest zawodna i zazwyczaj z naszej głowy ulatują te elementarne informacje, które są właśnie fundamentem społeczeństwa.
 
 
Susan Morror, w tej roli znakomita Amy Adams, ma idealne życie. Bogatego i przystojnego męża, wymarzoną pracę właścicielki galerii sztuki, piękny dom, ekskluzywne ciuchy - czego chcieć więcej? Jest to życie, o którym zawsze matka Susan dla niej marzyła i życie, które uderzyło bohaterce do głowy i - zanim się zorientowała - stała się głęboko nieszczęśliwa. Praca przestała dawać jej satysfakcję, a jej małżeństwo stało się już tylko formalnością. W tym ciężkim okresie dostaje ona powieść napisaną przez jej byłego męża, dedykowaną specjalnie dla niej. Jest to sporą niespodzianką, ponieważ nie mieli ze sobą kontaktu od prawie dwudziestu lat. Gdy Susan zagłębia się w kolejne karty powieści, coraz bardziej wytrąca ją to z równowagi i czuje, że ta historia w jakiś sposób jest jej bliska.
 
 
Reżyser Tom Ford nie próżnuje, pokazując rzeczywistość taką, jaka jest. Nic nie upiększa ani nic nie podkręca. Dzięki temu dostajemy już od pierwszych minut filmu obrazy, które jednocześnie fascynują i wzbudzają wstręt. Zaaranżowane do tego stopnia, że nie sposób odwrócić wzroku od ekranu. A im dalej podążamy w głąb, tym lepiej, mroczniej i bardziej niepokojąco. Zostajemy wciągnięci w świat literackiej fikcji, który miesza się z rzeczywistością. Główna bohaterka momentami nie wie, gdzie zaciera się ta granica. Historia serwowana przez Toma Forda jest mocna i zdecydowanie skupia się na oddziaływaniu na nasze emocje oraz zmysły. Chwilami robi są naprawdę duszno. Klimat ten jest idealnie uchwycony przez przepiękne zdjęcia, jakie dostajemy w Zwierzętach nocy. Bezbłędne ujęcia podkręcają tę przepełnioną chęcią zemsty opowieść.
Zachęcamy do zapoznania się z naszą recenzją!
 
 
Disney znowu złapał wiatr w żagle. Od Zaplątanych, z każdą kolejną księżniczką, twórcy spod znaku Myszki Miki oddalają się od utartych schematów, klisz i archetypów. Tym razem główna bohaterka bardziej przypomina protagonistki z filmów Studia Ghibli niż przeciętną disnejowską dziarską panienkę, która niby to jest samodzielna, ale koniec końców potrzebuje księcia, żeby się zrealizować w pełni. 
 
 
Vaiana to przede wszystkim cudna animacja (ocean i lawa robią ogromne wrażenie), chwytliwe piosenki („Drobnostka” ma szansę stać się „Hakuna matata” tej dekady) i bardzo przyjemny dubbing, w którym słyszymy kilka nowych głosów. No i humor! Może czasem niezbyt wysokich lotów, ale co poradzę, że akcje kogucika Heiheia powodowały, że niemal popłakałem się ze śmiechu. Widocznie czasem najprostsze żarty są najskuteczniejsze.
Zachęcamy do zapoznania się z naszą recenzją!
 
Warto wyróżnić również kilka filmów, które ostatecznie nie znalazły się w naszym zestawieniu: Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów, Wołyń, Zwierzogród, Ostatnia rodzina.



blog comments powered by Disqus