TOP 5: Największe filmowe rozczarowania 2016 roku


Kilka dni temu zaprezentowaliśmy nasze subiektywne zestawienie najlepszych filmów, które miały swoją premierę w 2016 roku. Niestety, w kinach pojawiło się również mnóstwo bardzo kiepskich produkcji. Cześć z nich znalazło się w specjalnym podsumowaniu przygotowanym przez naszych redaktorów!

Ghostbusters. Pogromcy duchów, reż. Paul Feig

Odświeżona wersja Pogromców duchów od początku nie należała do najbardziej oczekiwanych powrotów klasyka z nomen omen zaświatów. Film na długo przed premierą spotkał się z ostrą falą krytyki, która przybrała apokaliptyczne rozmiary po wypuszczeniu pierwszego zwiastuna. Twórcy bronili się jak mogli, a wszystkie ataki odpierajali argumentem, że internetowi hejterzy to szowiniści niezadowoleni z faktu, że tym razem duchy łapią panie, a nie panowie.

Niestety tego filmu nie ratuje nic – scenariusz nie porywa, żarty częściej żenują niż bawią, a w konfrontacji z oryginalnymi Pogromcami duchów kobieca załoga wypada bardzo blado... Wyraźnie widać, że twórcy starali się żerować na nostalgii fanów, a niestety nawet to nie wyszło im zbyt dobrze. Bardzo starałem się znaleźć jakieś zalety nowych Ghostbusters, ale jest to sztuka ponad moje siły.

Michał Ostiak

Zachęcamy do zapoznania się z naszą recenzją!

 

Smoleńsk, reż. Antoni Krauze / Historia Roja, reż. Jerzy Zalewski

Honorowe – choć niekoniecznie zaszczytne – miejsce w naszym zestawieniu przypadło filmom, które w dobiegającym końcu roku wywołały nad Wisłą niemałe kontrowersje. Zarówno Smoleńsk Antoniego Krauzego, jak i Historia Roja Jerzego Zalewskiego już samą tematyką wydawały się zaprogramowane na wzbudzenie emocjonalnej dyskusji. Jak się okazało, szum wokół obu tytułów zdecydowanie przerósł jakościowo same produkcje.

Miażdżące recenzje i oceny (Smoleńsk w serwisie IMDB może się „poszczycić” rekordowym 1,1/10) mówią same za siebie…

Joanna Biernacik

Zachęcamy do zapoznania się z naszą recenzją!

 

Pięćdziesiąt twarzy Blacka, reż. Michael Tiddes

Ekranizacja książki E.L. James od początku nie wzbudzała mojego zainteresowania. Przyznaję, że wcześniej udało mi się przeczytać pierwszy tom, ale nie zmieniło to mojej postawy. Podobnie jak produkcja w reżyserii Sam Taylor-Johnson. Nieco inne podejście miałem w przypadku szykowanej parodii, nad którą czuwał scenarzysta Marlon Wayans. Niezrażony średnimi opiniami swoich poprzednich produkcji (dylogia A Haunted House), zdecydował się na skopiowanie wybranych scen z thrillera erotycznego, dodając amerykańskiej pikanterii i głupoty. Christian Black w wykonaniu właśnie Wayansa miał zagwarantować sukces filmu. Prócz dwóch, może trzech zabawnych scen, resztę lepiej przemilczeć. I zapomnieć.

Adrian Warwas

 

Batman v Superman. Świt sprawiedliwości, reż. Zack Snyder

Film Zacka Snydera jest widowiskowy, ale kompletnie nie klei się fabularnie i ewidentnie próbuje złapać za dużo srok za ogon. Warner Bros. za wszelką cenę chciał dogonić MCU i potknął się o własne nogi.

W kwestii założeń fabularnych (przynajmniej jeśli idzie o główny wątek), oprawy wizualnej czy efektów specjalnych ten obraz nie jest zły. Nie jest też jednak niczym specjalnym. Ot, taki epicki blockbuster drugiej ligi, o którym można by szybko zapomnieć. Problem stanowi to, że twórcy BvS chcieli w jednym filmie zmieścić fabułę Powrotu Mrocznego Rycerza Franka Millera, dodać do tego Wonder Woman, Lexa Luthora, Doomsdaya i zalążek Ligi Sprawiedliwości w postaci najmniej subtelnych występów gościnnych, jakie można sobie wyobrazić. To się nie mogło udać.

Damian „Nox” Lesicki

Zachęcamy do zapoznania się z naszą recenzją!

Neon Demon, reż. Nicolas Winding Refn

Piękna dziewczyna postanawia przyjechać do miasta, o którym marzy wielu. Neonowa dżungla daje wiele szans na zrobienie kariery nawet podczas jednej nocy. Prędzej czy później pojawia się chłopak, którego fascynacja dziewczyną jest przeogromna. Z czasem poznaje też dziewczyny pomagające głównej bohaterce w drodze do sławy. W końcu dostaje pracę mało osiągalną dla mało kogo. Marzenie spełnione? Czasami jednak marzenia lubią się obracać w koszmary…

Neon Demon to kolejny film o American dream. Pogoń za swoimi marzeniami daje nam potężnego kopa do codziennego działania. Jesteśmy gotowi na każdą propozycję, która może nas doprowadzić do zadowolenia samego siebie. Jednak czasami w pogoni za marzeniami piękne sny stają się koszmarami. Film podejmuje ciekawy temat, aczkolwiek sama koncepcja - w zestawieniu z jej realizacją - dała dość karykaturalny produkt finalny, jakim jest produkcja Refna. Sama estetyka filmu także jest dość kuriozalna. Generalnie patrząc całościowo na Neon Demon można odnieść wrażenie braku pomysłu na zlepienie wszystkich problemów oraz tematów zawartych w obrazie.

Kamil Żółkiewicz

Blisko zestawienia były również X-Men: Apocalypse, Diabelski młyn i Pitbull. Nowe porządki



blog comments powered by Disqus