15.07-17.07. - Johnny i fabryka niezwykłości

Autor: Przemek

Świetnym startem popisał się w miniony weekend obraz adresowany głównie do młodych widzów pt. „Charlie i fabryka czekolady” (56,2 miliona), który jest kolejnym wspólnym projektem fabryki niezwykłości Tima Burtona i Johnny’ego Deppa.

„Charlie i fabryka czekolady” jest już czwartym filmem Tima Burtona, w którym w głównej roli wystąpił Johnny Depp. Dodajmy od razu, że współpraca obu oryginalnych artystów ma już swój ciąg dalszy, gdyż we wrześniu na ekrany amerykańskich kin wejdzie animacja pod uroczym tytułem „Gnijąca panna młoda” (tudzież „Zwłoki panny młodej”) w reżyserii Tima Burtona, dla potrzeb której głosu użyczył Johnny Depp. To w niedalekiej przyszłości. Tymczasem cofnijmy się do 1990 roku.

Piętnaście lat temu Tim Burton miał już na koncie dwie kasowe produkcje (1985: „Pee-Wee’s Big Adventure” – 40,9 miliona dolarów, 1988: „Sok z żuka” – 73,7 miliona i miejsce w pierwszej dziesiątce sezonu) oraz jeden gigantyczny przebój – „Batmana” z 1989 roku, który w Stanach zarobił 251,2 miliona dolarów (numer jeden sezonu). Natomiast Johnny Depp mógł się tylko pochwalić drugoplanową rolą w kultowym horrorze „Koszmar z ulicy Więzów” (1984) oraz epizodem w słynnym filmie Olivera Stone’a „Pluton” (1986). Burton ponoć nie miał jednak żadnych wątpliwości, że to właśnie Depp jest idealnym kandydatem do głównej roli w „Edwardzie Nożycorękim”. Film ten spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem zarówno ze strony widzów (56,4 miliona dolarów wpływów i miano filmu kultowego), jak i krytyków (m.in. nominacja do Złotego Globu dla Deppa).

Kolejnym obrazem Tima Burtona był „Powrót Batmana” (1992). Ponownie wielki komercyjny (ale i artystyczny) sukces. Film uzyskał w Ameryce 162,8 miliona dolarów. Tymczasem kreowany przez media na idola nastolatków Johnny Depp niespodziewanie nie nawiązał bliższej znajomości z popularnych kinem. Już w 1990 roku drwi ze swojego wizerunku w filmie Johna Watersa „Beksa” (premiera miesiąc przed „Edwardem Nożycorękim”). W 1993 roku występuje w obrazie „Benny and Joon” (kolejna nominacja do Złotego Globu) oraz zatrudnia się w skromnym projekcie europejskiego twórcy Lasse Hallstroma pt. „Co gryzie Gilberta Grape’a?”. Tim Burton musiał więc być pewny, że Depp będzie zaszczycony rolą w ambitnym, czarno-białym, skazanym na małą widownię, uroczym filmie o „najgorszym reżyserze wszech czasów”. „Ed Wood” zarabia w Stanach tylko 5,9 miliona dolarów, ale twórcy filmu po raz kolejny zbierają świetne recenzje (Depp otrzymuje trzecią w swej karierze nominację do Złotego Globu, zaś film zdobywa dwie statuetki Oscara).

Drogi obu artystów rozchodzą się na pięć lat. W tym czasie Burton realizuje tylko jeden film pt. „Marsjanie atakują!”, który spotyka się z chłodnym przyjęciem zarówno ze strony krytyków, jak i widzów (wpływy w USA – 37,8 miliona dolarów). Natomiast Depp staje się w tym czasie gwiazdą... kina niezależnego. Zagrał u Emira Kusturicy w „Arizonie Dream” (1995), u Jima Jarmuscha w „Truposzu” (1996) i Terry’ego Gilliama w „Las Vegas parano” (1998). Próbuje także swoich sił po drugiej stronie kamery (1997 - „Odważny”). Kino komercyjne omija szerokim łukiem. Od „Edwarda Nożycorękiego” największą popularnością cieszy się „Donnie Brasco” z 1997 roku (41,9 miliona dolarów wpływów).

Wielkim przebojem okazał się natomiast efekt trzeciego spotkania Johnny’ego Deppa z Timem Burtonem. Nastrojowy horror „Jeździec bez głowy” w 1999 roku zarobił w Stanach Zjednoczonych 101,1 miliona dolarów, zaś poza Ameryką dorzucił jeszcze 105 milionów. Był to właściwie pierwszy film w karierze Deppa, który stał się prawdziwym komercyjnym hitem. Nie wpłynął on jednak na dobór kolejnych ról. Johnny’ego Deppa spotykamy więc w filmie Romana Polańskiego „Dziewiąte wrota”, ponownie u Lasse Hallstroma w „Czekoladzie” (duży sukces finansowy – 71,5 miliona w USA i 81 milionów poza Ameryką) oraz w „Zanim zapadnie noc”, „Blow” i w „Człowieku, który płakał” Sally Potter. W 2001 roku aktora wystąpił w filmie pt. „Z piekła rodem”, po którym zniknął z ekranów kina na dwa lata. W tym czasie pracował nad dwoma filmami, z których jeden stał się ogromnym przebojem i chyba tym razem pchnął Deppa w silny nurt kina komercyjnego.

„Piraci z Karaibów: Klątwa czarnej perły” zarobił w Ameryce aż 305,4 miliona dolarów, co było 3. wynikiem w 2003 roku (obraz pokonał m.in. obie części „Matrixa”, „X-Mena 2” oraz trzecią część „Terminatora”). Poza Stanami popularność produkcji Jerry’ego Bruckheimera okazała się jeszcze większa (348,5 miliona dolarów). Depp otrzymuje czwartą w swojej karierze nominację do Złotego Globu i wreszcie zostaje także dostrzeżony przez członków Akademii Filmowej. Skończyło się na nominacjach, choć pojawiło się wówczas wiele głosów, mówiących, że warto było nagrodzić Jacka Sparrowa – jedną z najoryginalniejszych postaci wśród popularnych, komercyjnych produkcji w historii kina.

Johnny Depp hollywoodzką gwiazdą stał się już na początku lat dziewięćdziesiątych. Przez piętnaście kolejnych lat unikał jednak ról w komercyjnych produkcjach. Ale klątwa czarnej perły w końcu go dopadła. Zgodził się wystąpić w dwóch sequelach „Piratów z Karaibów”, których realizacja już się rozpoczęła (filmy szykowane są na 2006 i 2007 rok). Niemniej, w jego przypadku można być raczej spokojnym, że rwący nurt komercji nie zepchnie go na jakąś mieliznę. Depp nie mógłby chyba żyć bez takich ról, jak chociażby w „Marzycielu”, za którą otrzymał drugą z rzędu nominację do Oscara, czy nawet w „Sekretnym oknie”.

„Charlie i fabryka czekolady” to kolejna perełka w filmografii aktora. Johnny Depp i Tim Burton stworzyli kolejną niezwykłą opowieść (w 2001 roku Burton, mimo sukcesu finansowego, rozczarował swoich wielbicieli „Planetą małp”, poprawił się dwa lata później „Dużą rybą”). Historia oparta na prozie Roalda Dahla zbiera bardzo wysokie oceny u krytyków (na Rottentomatoes 83% pozytywnych recenzji). Podbiła także serca widzów. Podczas inauguracyjnego weekendu zarobiła aż 56,2 miliona dolarów (pierwsza pozycja w tym tygodniu). Jest to najlepszy wynik otwarcia w karierze Deppa. Dotychczasowy jego rekord wiązał się oczywiście z „Piratami z Karaibów” (46,6 miliona dolarów). Dla Tima Burtona rekord otwarcia pozostał przy „Planecie małp” (68,5 miliona), która, jak pamiętamy, w kolejnych tygodniach notowała jednak duże spadki frekwencji (w sumie 180 milionów wpływów).

„Charlie i fabryka czekolady” uzyskał 5. rezultat otwarcia pośród lipcowych premier w historii. Przed tygodniem „Fantastyczna czwórka” zebrała na starcie 56,1 miliona dolarów. Lepszym w tym roku otwarciem od filmu Burtona popisały się jedynie „Zemsta Sithów” oraz „Wojna światów”. „Charlie i fabryka czekolady” podczas trzech pierwszych dni wyświetlania osiągnął lepszy wynik od największego przeboju 2000 roku w Stanach, filmu z Jimem Carreyem „Grinch. Świąt nie będzie” (55,1 miliona, a w sumie 260 milionów dolarów). „Charlie” pokonał także „Kota” (38,3 miliona – w sumie 101,1 miliona dolarów) oraz „Serię niefortunnych zdarzeń” z ubiegłego roku (30,1 miliona – w sumie 118,6 miliona dolarów). Na dzisiaj plan minimum dla filmu Tima Burtona to 170 milionów dolarów.

Bardzo dobrze sprzedała się w miniony weekend także druga nowość tygodnia, romantyczna komedia dla dorosłych widzów pt. „Polowanie na druhny”. W ciągu trzech dni wyświetlania obraz ten zarobił 33,9 miliona dolarów (druga pozycja), przy wysokiej średniej na kino (ponad 11,5 tysiąca dolarów). „Polowanie na druhny” uzyskało 19. wynik otwarcia w historii pośród filmów z kategorią wiekową R. W głównych rolach wystąpili popularni w Stanach aktorzy: Owen Wilson i coraz częściej występujący w komediach Vince Vaughn. Wilson wystąpił ostatnio w przeboju „Starsky i Hutch” (otwarcie 28,1 miliona – w sumie 88,2 miliona dolarów). Vince Vaughn także pojawił się w tej komedii, a podobne rezultaty osiągnął jeszcze filmami: „Zabawy z piłką” (28,4 i 85,3 miliona dolarów) oraz „Old School” (17,5 i 75,6 miliona dolarów). W sprzyjających warunkach „Polowanie na druhny” może sięgnąć nawet 100 milionów dolarów. Komedia Davida Dobkina uzyskała 5. wynik otwarcia pośród filmów, które podczas debiutu nie znalazły się na czele weekendowego box office’u.

Wiele emocji wiązało się w tym tygodniu z „Fantastyczną czwórką”. Wszyscy analitycy rynku filmowego zastanawiali się, jaki spadek popularności przydarzy się najnowszej adaptacji komiksu. Kilka tygodni wcześniej „Batman – Początek” podczas drugiego weekendu stracił jedynie 43% widowni. Ale nikt chyba nie miał wątpliwości, że „Fantastyczna czwórka” nie będzie w stanie uzyskać podobnego wyniku. Nienajlepsze recenzje filmu skłaniały nawet do przypomnienia o klęsce „Hulka”, który w 2003 roku stracił aż 70% widowni. Tak potężny cios ominął jednak „Fantastyczną czwórkę”, ale spadek wpływów okazał się jednak spory – 59%. W tej sytuacji film zarobił 22,8 miliona dolarów (trzecia pozycja). W sumie 100,2 miliona dolarów. „Fantastyczna czwórka” jest 21. adaptacją komiksu w historii, która zarobiła w Stanach ponad 100 milionów dolarów. Uczyniła to 10 dnia dystrybucji, czyli w tym samym czasie, co „Hulk” „Batman – Początek”, Madagaskar” czy wspomniani już dziś „Piraci z Karaibów”. Trudno jednak liczyć, że komiksowa opowieść pójdzie śladem trzech ostatnich filmów (spodziewane są raczej dość duże spadki popularności), ale i tak powinno być wyraźnie lepiej niż w przypadku „Hulka” (w sumie 132,2 miliona dolarów).

Na czwartej pozycji „Wojna światów”. Po raz drugi spadek popularności powyżej 50%. Film Stevena Spielberga „długowieczny” raczej więc nie będzie. Podczas trzeciego weekendu na jego konto wpłynęło 15,2 miliona dolarów. Dzięki świetnemu otwarciu „Wojnie światów” brakuje już jednak niecałych 8 milionów do przekroczenia dwustumilionowego pułapu, który w bieżącym sezonie pokonała jak na razie jedynie „Zemsta Sithów”. Poza Ameryką film Spielberga dwustumilionową granicę już przekroczył.

Na trzecie miejsce na liście kinowych przebojów 2005 roku awansuje w najbliższych dniach „Batman – Początek”. Obraz Christophera Nolana po miesiącu posiada na koncie 183,1 miliona dolarów i do „Madagaskaru” brakuje już mu niewiele ponad milion dolarów. Najnowszy „Batman” podczas minionego weekendu zarobił 6 milionów dolarów (piąta pozycja), zaś komputerowa animacja już tylko 2,3 miliona (dziesiąte miejsce).

Pierwszą piątkę kinowych przebojów bieżącego roku zamyka jedyny już w tym gronie tytuł spoza letniego sezonu - „Hitch” (179,4 miliona dolarów). Ale i on wkrótce pożegna się ze ścisłą czołówką. Stanie się tak za sprawą filmu „Mr. and Mrs. Smith”, który zebrał w sumie 168,3 miliona dolarów, a w miniony weekend ponownie zaimponował małym spadkiem popularności (33%), co pozwoliło mu zarobić 5,2 miliona dolarów (szósta pozycja).

Wielkiej kariery nie zrobił w Stanach horror „Dark Water – Fatum”. Po słabym starcie przed tygodniem, kropkę nad „i” postawił miniony weekend – 54% w dół. Wpływy spadły do 4,6 miliona dolarów (siódme miejsce). W sumie 18,9 miliona.

Na jedenastej pozycji „Gwiezdne wojny: cześć III – Zemsta Sithów”. Utarg już tylko 1,7 miliona dolarów, ale pozwolił on wyprzedzić filmowi George’a Lucasa „Spider-Mana 2” (373,6 miliona dolarów), który na liście przebojów wszech czasów zajmował 8. pozycję.

Premiery następnego tygodnia: „Wyspa” – wysokobudżetowy thriller fantastyczno-naukowy; „The Bad News Bears” – komedia w reżyserii Richarda Linklatera; „The Devil’s Rejects” – horror Roba Zombie; „Hustle & Flow” – dramat muzyczny.

tabelka 



blog comments powered by Disqus