30.09-02.10. - Z małego na duży ekran

Autor: Przemek

Najpopularniejszą nowością minionego weekendu okazał się obraz pt. „Serenity", będący kinową wersją serialu science-fiction. Jedną z premier był także „Oliver Twist". Film Romana Polańskiego nie zainteresował jednak amerykańskich widzów.

„Serenity" podczas inauguracyjnego weekendu zdołał zarobić 10,1 miliona dolarów. Wystarczyło do zajęcia drugiej pozycji na kinowej liście przebojów za Oceanem, ale rezultat nie jest oczywiście zbyt imponujący (koszt produkcji wyniósł 39 milionów dolarów). Korzystając z okazji, że „Serenity" należy do filmów o telewizyjnym rodowodzie, poświęćmy tego typu produkcjom trochę uwagi. A moment ku temu jak najbardziej odpowiedni, gdyż nadchodzący rok może stać się „areną" wielkich triumfów filmów, których droga prowadzi z małego na duży ekran.

Na lato 2006 zaplanowane są bowiem premiery obrazów, które będą kinową wersją, bijących w Stanach rekordy oglądalności, seriali telewizyjnych. Mowa tutaj o filmach „Miami Vice" (w głównych rolach Colin Farrell jako Sonny Crockett i Jamie Foxx) oraz trzeciej części „Mission: Impossible" (oczywiście z Tomem Cruisem). Ponadto wkrótce powinna ruszyć produkcja kinowej wersji słynnego „Dallas", której casting budzi za Oceanem nie mniejsze emocje niż swego czasu w Polsce wybór obsady do „Potopu".

O ile stopień popularności „Miami Vice" jest pewną niewiadomą, to „Mission: Impossible III" wydaje się być pewnikiem. Pierwsze dwie części tego filmu stały się przecież wielkimi przebojami. W 1996 roku obraz wyreżyserowany przez Briana De Palmę zarobił 181 milionów dolarów (plus aż 275,5 miliona poza USA) i stał się w Stanach trzecim przebojem sezonu. Jeszcze lepiej sprzedał się film w reżyserii Johna Woo. „Mission: Impossible II" z 2000 roku zebrał w Ameryce 215,4 miliona dolarów (także trzeci wynik sezonu), a na pozostałych kontynentach dorzucił ponad 330 milionów (najlepszy rezultat roku). I właśnie ten obraz jest największym przebojem pośród kinowych filmów o telewizyjnym rodowodzie w ostatnich 25 latach. Na trzeciej pozycji znajduje film De Palmy. „Misje" rozdzielił jedynie „Ścigany" z 1993 roku (183,9 miliona dolarów w USA). Bardzo dużą popularnością cieszyły się również m.in. „Aniołki Charliego" (zawłaszcza część pierwsza – 125,3 miliona), „S.W.A.T." (116,9 miliona), „Rodzina Adamsów" z 1991 roku (113,5 miliona), „Maverick" (101,6 miliona dolarów). Szczególne miejsce należy się tutaj serii „Star Trek". To ona zapoczątkowała modę na kinowe adaptacje telewizyjnych przebojów, ponadto towarzyszyła widzom przez ponad 20 lat. Po raz pierwszy „Star Trek" na dużym ekranie pojawił się w 1979 roku. Film Roberta Wise’a zarobił w Stanach 82,3 miliona dolarów, co po uwzględnieniu inflacji daje nam około 220 milionów dolarów wpływów. W sumie dziesięć kinowych części „Star Treka" zarobiło za Oceanem (nie uwzględniając inflacji) 755 milionów dolarów. Jednak ostatni odcinek cyklu z 2002 roku „Star Trek: Nemesis" sprzedał się bardzo słabo (43,3 miliona dolarów wpływów przy 60 milionach budżetu), co postawiło pod dużym znakiem zapytania realizację kolejnych epizodów. Ale mamy tutaj raczej na myśli trochę dłuższą przerwę pomiędzy kolejnymi częściami, niż definitywne zaniechanie produkcji jednej z najbardziej kultowych serii w historii amerykańskiej telewizji i kina.

W tym roku z telewizji na duży ekran trafiła już „Czarownica", która jednak sprzedała się poniżej oczekiwań (62,3 miliona przy kosztach sięgających 85 milionów dolarów; otwarcie – 20,1 miliona) oraz „Diukowie Hazzardu". Komedia z Jessicą Simpson zaprezentowała się znacznie lepiej – przy budżecie wynoszącym 50 milionów dolarów była w stanie zarobić w Ameryce 79,5 miliona dolarów (otwarcie – 30,7 miliona).

Dodajmy jeszcze, że „Serenity" jest kinową wersją serialu zatytułowanego „Firefly" (reżyserem obu filmowych projektów jest Joss Whedon) wyświetlanego w Stanach w 2002 i 2003 roku. W tym przypadku wystarczyło zaledwie 15 odcinków, aby producenci zdecydowali się przenieś pomysł i bohaterów na duży ekran.

Pierwszą pozycję na weekendowej liście kinowych przebojów obroniła nowość sprzed tygodnia „Plan lotu". Obraz z Jodie Foster podczas drugiego weekendu udowodnił, że wprawdzie nie stanie się takim przebojem, jak „Azyl" (96,4 miliona), „Kontakt" (100,9 miliona) czy też „Maverick" (101,6 miliona dolarów), ale uzyska w Stanach bardzo solidny wynik. Po 10 dniach 45,9 miliona dolarów, a w miniony weekend 14,8 miliona i tylko 40% spadek wpływów. Najpopularniejszy obraz września „Egzorcyzmy Emily Rose" (o 5,5 miliona lepsze otwarcie od „Planu lotu") w ciągu drugiego weekendu zarobił 14,9 miliona dolarów po 51% spadku frekwencji. Obecnie „Egzorcyzmy..." mają na koncie 68,5 miliona dolarów (w miniony weekend siódma pozycja – 4,4 miliona dolarów wpływów).

Na trzecim miejscu „Gnijąca panna młoda Tima Burtona". Niestety, mimo bardzo dobrych recenzji, ta niezwykła animacja nie radzi sobie w amerykańskich kinach zbyt dobrze. Przed tygodniem otwarcie filmu było wprawdzie zadawalające (19,1 miliona dolarów), jednak podczas drugiego weekendu obraz Burtona stracił 48% widowni i był w stanie zgarnąć już tylko 10 milionów dolarów. To niewiele więcej niż w analogicznym czasie zarobiło „Miasteczko Halloween" (w reżyserii Henry’ego Selicka, Burton był producentem, scenarzystą i scenografem tego filmu), które po stosunkowo skromnym otwarciu (6,2 miliona), w kolejny weekend zwiększyło wpływy do 8,2 miliona dolarów i zdołało nawet awansować na pierwszą pozycję weekendowego box office’ (którą zresztą utrzymało podczas następnego notowania). W sumie „Miasteczko Halloween" uzyskało w Stanach 50 milionów dolarów. „Gnijąca panna młoda" najprawdopodobniej osiągnie słabszy wynik. Po 10 dniach na jej koncie 33,2 miliona dolarów.

W poprzedni weekend osiemnasta pozycja, dziś już na miejscu czwartym. „Historia przemocy" Davida Cronenberga przedpremierowo wyświetlana była w 14 kinach i uzyskała bardzo wysoką średnią na lokalizację – 36,9 tysiąca dolarów. W sumie dość niespodziewanie, gdyż filmy Cronenberga, choć często określane jako kultowe, w kinach (na całym świecie) zarabiają bardzo skromne kwoty. Dystrybutor szybko zareagował na zaistniałą sytuację i w miniony weekend „Historia przemocy" (bardzo wysoko oceniana przez krytyków) trafiła do 1 340 kin (ale do rekordzisty weekendu bardzo daleko - „Jak w niebie" grany był w 3 543 lokalizacjach). I tak obraz Davida Cronenberga od piątku do niedzieli zarobił 8,1 miliona dolarów (przy najwyższej średniej na kino w tym tygodniu – 6 tysięcy dolarów). W sumie 8,9 miliona dolarów. Już teraz jest to kwota, która prezentuje się imponująco na tle większości poprzednich filmów kultowego reżysera. Ostatni z nich „Pająk" (2002) z Ralphem Fiennesem zarobił w Stanach jedynie 1,6 miliona dolarów. W 1999 roku „eXistenZ" zgarnął 2,9 miliona, „Crash" (1996) – 2 miliony, „Nagi lunch" (1991) – 2,6 miliona dolarów. Duże pieniądze zarobiła natomiast w 1986 roku „Mucha" – 40,5 miliona dolarów wpływów.

Na piątej pozycji zadebiutował „Into the Blue". Film akcji z Paulem Walkerem („Szybcy i wściekli") oraz z Jassicą Albą zaprezentował się słabo. W ciągu trzech pierwszych dni wyświetlania zarobił 7,1 miliona dolarów (przy średniej 2,5 tysiąca dolarów; „Serenity" uzyskało średnią o ponad dwa tysiące dolarów wyższą). Jessica Alba i tak będzie jednak bieżący rok wspominać znakomicie. Wcześniej wystąpiła bowiem w dwóch głośnych i cieszących się dużą popularnością produkcjach. Najpierw u Roberta Rodrigueza w „Sin City – Miasto grzechu" (w Stanach 74,1 miliona dolarów i obecnie 20. wynik sezonu), a kilka miesięcy później w „Fantastycznej czwórce" (153,8 miliona i miejsce w pierwszej dziesiątce sezonu). Porażka „Into the Blue" nie powinna więc osłabić pozycji młodej aktorki, która bez wątpienia stała się jedną z największych gwiazd 2005 roku.

Na powierzchni utrzymuje się romantyczna komedia „Jak w niebie" (w trzeci weekend 37% spadek popularności i 6,1 miliona dolarów wpływów – szóste miejsce), ale po przeciętnym otwarciu obraz z Reese Witherspoon stać jedynie na przeciętny wynik końcowy. Po 17 dniach wyświetlania – 38,4 miliona dolarów.

Na dziewiątej pozycji zadebiutował „The Greatest Game Ever Played". Sportowy dramat, którego akcja rozgrywa się w środowisku graczy w golfa, zaprezentował się nienajgorzej (plus dobre recenzje krytyków). Z tysiąca kin uzyskał wpływy w wysokości 3,7 miliona dolarów. Warto zwrócić uwagę, że reżyserem filmu jest Bill Paxton ulubiony aktor Jamesa Camerona. Paxton wystąpił w „Terminatorze", „Obcym – decydujące starcie", „Prawdziwych kłamstwach", „Titanicu", a także w „Twisterze", „Apollo 13", „Granicach wytrzymałości". W 2001 roku wyreżyserował wysoko oceniony przez widzów i krytyków thriller pt. „Ręka Boga".

Pierwszą dziesiątkę weekendu zamyka „40-letni prawiczek" (3,1 miliona dolarów). Ponownie najmniejszy spadek frekwencji (28% - tyle, co przed tygodniem) spośród tytułów z czołówki box office’u. Komedia ze Stevenem Carellem jest trzynastym tytułem bieżącego roku, który zarobił w Stanach ponad 100 milionów dolarów. Przypomnijmy – jej budżet to tylko 26 milionów dolarów.

Na koniec, niestety, gdyż to oznacza daleką pozycję na liście (osiemnaste miejsce), o filmie Romana Polańskiego. „Oliver Twist" za Oceanem sprzedaje się bardzo źle. W miniony weekend zarobił jedynie 889 tysięcy dolarów. Średnia na kino słabiutka – zaledwie 1,1 tysiąca dolarów. Jego los w amerykańskich kinach jest już raczej przesądzony. Obraz lepiej zapewne zaprezentuje się na pozostałych kontynentach (pytanie – o ile lepiej?). Podobnie jak wcześniejsze filmy Polańskiego. „Pianista" w Stanach zarobił 32,6 miliona dolarów, poza Ameryką zaś 87,5 miliona. „Dziewiąte wrota" analogicznie 18,7 miliona i 39,7 miliona dolarów. „Oliver Twist" od minionego weekendu wyświetlany jest już także w polskich kinach.

Premiery następnego tygodnia: „Wallace i Gromit: Klątwa królika" – zdobywcy Oscara w pełnometrażowej produkcji; „Siostry" – komedia z Cameron Diaz i Shirley MacLaine; „Two for the Money" – thriller z Alem Pacino i Matthew McConaughey’em; „The Gospel" – dramat.



blog comments powered by Disqus