Śmieciowisko wtórne

Autor: aDiego

Mówią, że polski rynek kina domowego się psuje. Winne temu są tzw. “gazetowce”, które bez najmniejszych przeszkód zaprzyjaźniły się z rodzimym konsumentem. Jednak bum na filmy dołączane do gazet już dawno minął. Wydawnictwa już tak się nie reklamują, również mniej jest “bublowatych premier” w miesiącu. Ale niestety po śmieciach trzeba posprzątać. Aukcje internetowe już nie wystarczają, więc odpady te lądują na straganach.

Pełne filmów z gazet stoiska zalały m.in. centrum stolicy. Wystarczy przejść się koło przystanków tramwajowych okalających Rotundę i można wybierać między dziesiątkami tanich tytułów. Wszystkie w tekturowych opakowaniach, nie przypominające niczym wartościowych nośników w profesjonalnej oprawie technicznej. Starsze (takie sprzed roku) po “piątalu”, zaś bardziej gorące już między “ósemką”, a “dyszką”. I nie ważne, że prawo zabrania odsprzedaży płyt dołączanych (teoretycznie) bezpłatnie do czasopism. Nikt tym procederem się nie przejmuje, a w gąszczu przechodniów, pośpiesznie udających się do pracy, zawsze znajdzie się ktoś zainteresowanym tanim filmem.
Na Stadionie X-lecia nie byłem odkąd przed wejściem na koronę zawisła tabliczka o jednej z najbardziej ironicznych treści w Warszawie. Zakazuje ona bowiem sprzedaży nielegalnych nośników. No tak, a „piwo jest bezalkoholowe” i świstak siedzi... za straganem z “gazetowcami”. “Upominków” od czasopism w obecnej chwili jest chyba znacznie więcej niż spiraconych nowości dostępnych na “bazarze”.
Można powiedzieć, że powstało wielkie wysypisko, gdzie większość znajdujących się na nim rzeczy jest nic nie warta. Bo na ”ile” można wycenić film z gazety?
Ostatnio pewna moja znajoma zakupiła Nigdy w życiu na płycie jednowarstwowej, bez dodatków i oczywiście w kopertce. Nie działało... Nośnik był zdeformowany, a wymienić nie da się niestety jak... Pięknie! Ale my nadal oszczędzamy i podobnie jak używane samochody rodem z Niemiec, wolimy tańsze, pozbawione kontroli jakości podczas masteringu i tłoczenia, “gratisy gazetowe”.
Niestety po kosmetykach, torbach, płytach z pięcioma przebojami – płyty DVD stały się kolejnym śmieciem dołączanym do gazet i kolorowych pisemek. I podobnie jak na innych gadżetach, ludzie również na płytach DVD próbują zarobić najzwyczajniej odsprzedając je. I nie chodzi mi tutaj tylko o łamanie prawa. Przecież do ponownego zbytu trafiają rzeczy małowartościowe, które w sklepie można kupić za 2-3 razy wyższą kwotę, ale z gwarancją jakości.
Proponuję więc przejść się do pierwszego lepszego hipermarketu i tam poszukać tytułów, które teraz oferowane są w “sklepach pod chmurką”. Czasem warto wydać ciut więcej i mieć pewność, że to co zakupiliśmy jest pełnowartościowym produktem...
Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jeden z dystrybutorów wpadł na genialny pomysł wydawania z pismem filmów na DVD w pełnych wersjach. Nową i pozytywną modę zapoczątkowały „Premiery”, a od września 2005 kontynuować ma ją również „PlayDVD”. W pierwszym przypadku co miesiąc dostajemy dwa filmy za niecałe 16 złotych, w drugim zaś za niecałe 10 złotych. Miejmy nadzieję, że po tych dwóch miesięcznikach przyjdzie kolej na inne, które pójdą w ślad za pierwowzorem.
A swoją drogą procederem odsprzedaży “gazetowych” DVD powinien się jednak ktoś zająć. Zarówno ze względu na przepisy prawne, jak i również na estetykę. Stolica (jak zresztą każde inne miasto w Polsce) powinna jakoś wyglądać, a szpecące je stragany w samym centrum nie upiększają jej.

Wypowiedz się na forum, weź udział w dyskusji!



blog comments powered by Disqus