Karuzela z posągami

plakat filmu Karuzela z posągami

Dzięki najnowszej superprodukcji Władmira Chotinienki Amerykanie mogą się pocieszyć – znalazł się wreszcie ktoś, kto przebija ich filmy wojenne pod względem patosu. I dla nas, Polaków, znajdzie się coś na osłodę – rosyjski reżyser zdołał stworzyć dzieło równie niezrozumiałe dla za granicy, co nasze Ogniem i mieczem.

Doniosłe wydarzenia historyczne, migawki prywatnych wspomnień bohatera, przeplatane zdjęciami i symboliką rodem z Władcy Pierścieni – tego misz-maszu dopełniają krótkie, skokowe ruchy kamery, od których już w pierwszych minutach może się zakręcić w głowie. Ten udawany dynamizm odzwierciedla chyba chęć reżysera, aby wcisnąć do swojego dzieła co się tylko da. Film został po prostu przeładowany efektami, które przemieniają go w drętwe, posągowe widowisko; gubi się główna fabuła i losy pojedynczych bohaterów, których jest zwyczajnie za dużo. Co gorsza, nie ma w nim ani odrobiny humoru (a ten z kolei świadczy o dystansie do tematu) i nieliczne zabawne momenty, które mogłyby wpuścić odrobinę powietrza, są tak nieśmiałe, jakby ich wcale nie było.

Prawdziwą zmorą jest powracający jak biegunka widok tłumu. Ten kolektywny bohater miał, zdaje się, uosabiać lud carskiej Rosji. Niestety próba zmieszczenia na pasku ekranu jak największej liczby ludzi okazała się po prostu fatalna w skutkach, bo kolejne przemarsze licho ogaconej biedoty są zwyczajnie dziwne. Zupełnie niezrozumiała jest też uwaga, którą poświęca reżyser postaciom, które swoją obecnością nic widzowi nie mówią (przykładem jest jasnowłosa walcząca dziewczyna, która przez cały film nie wypowiedziała ani jednej kwestii, a z tajemniczego powodu pojawia się dwukrotnie). Scenom batalistycznym towarzyszy podniosła muzyka, a ponieważ jest ich mnóstwo, to podniośle jest przez cały czas.

Ten pompatyzm sprawia, że bohaterowie nie przypominają ludzi, ale kamienne figury, które nie miewają słabości, ani człowieczych przywar; dobrzy i źli są jednakowo woskowi i nieprawdopodobni. Trudno też dociec kto jest głównym bohaterem – najemnik Andriejka, czy ogólnie - Rosja, do której pojawia się mnóstwo odniesień . Carewna Ksenia, którą prosty chłop wielbi jak boginię, jest w najlepszym razie nijaka. Sugestywne ujęcia, mające świadczyć o ich uczuciu przeplatają się z dywagacjami o ojczyźnie i obowiązku, co sprawia, że cały romantyzm pryska. Nic dziwnego, że ich perypetie wzbudzają jedynie obojętność, skoro przywiązanie do stanu i polityczna poprawność nie pozwalają im na choćby jeden prędki pocałunek.

Najciekawsza ze wszystkiego jest słowiańska ludowość.  Wiara w talizmany, wróżki i magów absurdalnie połączona z silną religijnością to bodaj najbarwniejszy wątek. Szkoda, że najbardziej okrojony. Trochę na wyrost były oskarżenia Żebrowskiego o zdradę, za to, że zagrał polski schwarz-charakter. Bzdurne jest też twierdzenie, że 1612 jest antypolskie. Ale, niestety, wiele do dialogu polsko-rosyjskiego ten film także nie wniesie, bo jest śmiertelnie nudny.

Podyskutuj o tym filmie na forum!

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus