O filmie "2012"

Pomysł na film 2012 przyszedł do głowy scenarzyście, producentowi i kompozytorowi Haraldowi Klosererowi, który od dawna pracował z Rolandem Emmerichem jako współautor scenariuszy. "Każda cywilizacja na Ziemi posiada swoje mity związane z wszechogarniającym kataklizmem", mówi Kloser. "Sprawy zaczynają nagle przybierać zły obrót, społeczeństwo coraz mniej wytwarza, a planeta zaczyna na nowo swój bieg. I tylko niektórzy z nas otrzymują drugą szansę na to, aby zapoczątkować nową kulturę, nowe społeczeństwo, nową cywilizację."

Pomysł na scenariusz zaczął się krystalizować w chwili, kiedy Kloser i Emmerich odkryli fascynujący temat, na którym mogli oprzeć swoją historię. Jak się okazuje, kalendarz Majów został ustawiony tak, aby zakończyć swój 13 cykl w dniu 21 grudnia 2012 roku - po tej dacie nie ma już nic. Nasuwa to oczywiście jednoznaczne pytanie - jeśli kalendarz nie jest kontynuowany, co nastąpi potem? "Miliony ludzi zajmujących się różnymi dziedzinami, wierzy w to, że w 2012 roku nastąpi jakaś zasadnicza zmiana w społeczeństwie," mówi Kloser. Właśnie różnorodność teorii, jakie pojawiły się na ten temat dostarczyła inspirację dla Emmericha i Klosera w trakcie pisania scenariusza 2012.

Kluczowym zadaniem dla reżysera dobrze znanego z takich przebojów kasowych jak Dzień Niepodległości (Independence Day) czy Pojutrze (The Day After Tomorrow) było znalezienie sposobu na wyróżnienie 2012 spośród innych filmów katastroficznych. "Im więcej rozmawiałem o tym z Haraldem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę z tego, że nasz scenariusz posiada elementy, do których współcześni widzowie mogą się z łatwością odnieść. Jest w nim mnóstwo nawiązań do filozofii i polityki, które będą świetnym dodatkiem do filmu katastroficznego."

Podstawowym wyzwaniem dla scenarzystów było stworzenie bohaterów, którzy doświadczą tych filozoficznych i politycznych niepokojów prowadzących w efekcie do kataklizmu na ogromną skalę. John Cusack wciela się w rolę Jacksona Curtisa, pisarza, który całkowicie poświęca się swojej być może błyskotliwej, ale nie odnoszącej żadnych sukcesów powieści, przez co niszczy swoje małżeństwo. Pozostaje jednak lojalnym tatą i w krytycznym momencie udowodnia, że jest w stanie zrobić wszystko dla ocalenia rodziny. Amanda Peet gra byłą żonę Jacksona, Kate, utrzymującą z nim przyjacielskie stosunki, zbyt zmęczoną jednak konkurowaniem o uwagę męża z jego pracą. Kiedy płyty tektoniczne Ziemi zaczynają się przemieszczać - niszcząc tym samym Los Angeles - Jackson i jego rodzina rozpoczynają desperacką podróż, która być może pozwoli im przetrwać i ujrzeć nowy świat.

W międzyczasie, na szczytach władzy rodzi się plan. Członkowie rządu wiedzą, że nie będą w stanie ocalić całej rasy ludzkiej, ale być może uda im się ocalić garstkę ludzi, którzy otrzymają szansę stworzenia nowego społeczeństwa. Grany przez Danny'ego Glovera, prezydent Thomas Wilson bardzo szybko zdaje sobie sprawę z kryzysu, z jakim będzie musiał zmierzyć się świat - i równie szybko decyduje się utrzymać tę informację w tajemnicy, aby zapobiec zbiorowej histerii. Jego doradcy naukowemu Adrianowi Helmsleyowi - w tej roli Chiwetel Ejiofor - udaje się natomiast rozszyfrować wiadomości, jakie wysyła Ziemia i stawia sobie za cel ocalenie tak wielu ludzi, jak to tylko jest możliwe. Carl Anheuser, szef personelu prezydenta grany przez Olivera Platta, chociaż wydaje się pompatyczny i porywczy, jest równie zdeterminowany, aby ocalić jak największą część społeczeństwa - a przynajmniej tych, którzy mogą sobie na to pozwolić. Córka prezydenta Laura (Thandie Newton) jest zszokowana tym, co rząd jej ojca ukrywa przed światem, a tak naprawdę jedynym człowiekiem, który ma pojęcie o tym, co może się wydarzyć jest gospodarz programu radiowego (i być może prorok) Charlie Frost (Woody Harrelson), który przekazuje swoje przepowiednie słuchaczom.

Scenariusz napisany przez Klosera i Emmericha opowiada historię, która swoją skalą przewyższa wszystko to, co kiedykolwiek zrealizował Emmerich. Aby można go było przenieść na ekran należało wykorzystać efekty specjalne i wizualne w taki sposób, aby reżyser miał całkowitą swobodę wyboru podczas realizowania poszczególnych scen. "Naszym celem było to, aby widz nie był w stanie stwierdzić, co zostało zbudowane na potrzeby filmu, a co jest efektem wizualnym wykreowanym przez komputer," wyjaśnia scenograf Barry Chusid.

Ekipa realizacyjna wybudowała na przykład kilka gigantycznych obiektów scenograficznych umieszczonych na ruchomych platformach. "Cała ulica z drzewami palmowymi, fasadami domów znajdowała się na olbrzymiej platformie, a Roland powiedział po prostu, 'Macie biec, wsiąść do samochodu i odjechać,'" mówi Cusack. "Na planie 2012 grałem zresztą w wodzie, ogniu, obłokach popiołu i starałem się wyjść obronną ręką z każdej możliwej katastrofy. Było to trochę zwariowane."

To, czego nie można było zbudować na planie, tworzyli animatorzy komputerowi, wizję Emmericha mogły bowiem oddać tylko komputerowo generowane obrazy. "Kiedy przychodziłem na plan pojawiał się przede mną ocean niebieskiego ekranu," mówi Cusack. "Nie było jednak tak trudno, jak sobie to wyobrażałem. Roland wszystko dokładnie opracował i pokazywał nam tylko końcowe efekty naszej pracy. Zabawne było móc sobie wyobrażać, to co on."

"Wszystkie elementy 2012 są dla mnie bardzo atrakcyjne," mówi koproducent filmu Marc Weigert zajmujący się także efektami wizualnymi. "Na ponad połowę filmu składają się efekty wizualne. Roland po prostu znalazł sposób na pokazanie na ekranie prawie każdego naturalnego kataklizmu, jaki można sobie tylko wyobrazić. Już na 30 stronie scenariusza Los Angeles zostaje zniszczone przez trzęsienie ziemi o skali 10.5, a Park Yellowstone pokrywa lawa płynąca strumieniem szerokim na 30 mil. Głównym jednak powodem, dla którego praca z Rolandem daje tyle satysfakcji jest to, że wnosi on coś zupełnie nowego do każdej sceny. Można by sobie pomyśleć, 'Widziałem już tyle filmów o trzęsieniu ziemi.' Odpowiedź jest prosta: 'Nie widziałeś."

2012 jest gigantyczną produkcją nawet jak na skalę, do której przyzwyczaił nas Emmerich. Tak o filmie opowiada aktor John Cusack, "Rozmiary tej produkcji są imponujące. Na każdej stronie scenariusza znajdowała się scena, podczas czytania której zastanawiałeś się, co Roland ma na myśli, wydawała się bowiem taka ambitna. Tym, co jest interesujące w przyglądaniu się Rolandowi na planie jest to, że nigdy nie wyrywa sobie włosów z głowy. Może znajdować się pośrodku olbrzymich dekoracji czy tuż przed zielonym ekranem, ale zawsze ma wszystko w głowie. Dokładnie wie, jak dana scena powinna wyglądać i jest w stanie dowodzić armią ludzi konieczną, aby ją zrealizować. To istne szaleństwo."


blog comments powered by Disqus