Recenzja filmu "2 dni w Paryżu"

Autor: Pityez

Jak rozumieć sytuację, gdy powstaje film, którego scenariuszem, reżyserią, montażem i muzyką zajmuje się jedna osoba? Jak rozumieć sytuację, gdy ta sama osoba gra także główną rolę kobiecą? Julie Delpy tworząc 2 dni w Paryżu po prostu miała wizję.

Marion i Jack, Francuzka i Amerykanin przyjeżdżają do Paryża po nieudanym pobycie w Wenecji. Nieudanym, ponieważ Jacka (w tej roli genialny Adam Goldberg) dopadła biegunka, a Marion (Delpy) nie przeżyła z nim romantycznych uniesień, o których marzyła od miesięcy. Miasto zakochanych okazuje się dla pary miejscem niezwykłej próby.

Film 2 dni w Paryżu wywołuje skrajne emocje. Ta francusko-niemiecka komedia romantyczna ma wielu wielbicieli, ale i przeciwników. Doceniona przez krytyków, często nie zachwyca widzów (podobnie jak niedawne O północy w Paryżu). Jest to film dialogów, sprzeczek i nieporozumień. Właśnie rozmowy mają w nim największe znaczenie, zupełnie przesłaniając fabułę. Historia jest przecież prosta: para przyjeżdża do rodziców/teściów, a tam za każdym rogiem czają się byli ukochani głównej bohaterki. Naiwne – można powiedzieć, gdyby nie to, że wydarzenia miały być tylko pretekstem dla analizy ludzkich relacji okraszonej niezwykle inteligentnym humorem i świetnym wykorzystaniem stereotypów. Romantyczni zwykle i sentymentalni Francuzi okazują się owszem artystami, ale i bezpruderyjnymi erotomanami. Amerykanie są pasjonatami amerykańskiej kultury i… amerykańskiego jedzenia, a taksówkarze zdają się nigdy nie milknąć.

Taką dynamikę dialogów, jaka występuje w filmie Delpy, się spotyka niezwykle rzadko. Żywiołowość reakcji bohaterów, ich riposty i paleta uczuć sprawiają, że widz ma wrażenie, że obserwuje rozmowę z kilkucentymetrowego oddalenia, ukryty przed oczami bohaterów. Prawdopodobnie na taki kształt filmu miał wpływ bardzo luźny scenariusz, który wymuszał na aktorach prowadzenie dialogów „na żywo”. Dodatkowo ich relacje (rodziców Marion, grają rodzice reżyserki) uwiarygadniają filmowe emocje. Czasami jednak (jak w przypadku siostry głównej bohaterki) wypowiedzi są tak sztuczne i wydumane, że nie wiadomo, co tak właściwie jest ich celem.

2 dni w Paryżuto film, któryma wadę najgorszą z możliwych.  Wydaje się, że Delpy nie miała pomysłu na takie zakończenie, dorównujące reszcie filmu. Powstała zatem scena, przerażająca swoją przewidywalnością i naiwnością, w którejwypowiadane przez narratorkę patetyczne zdania wydają się nijak nie pasować do wcześniejszych wydarzeń i wcześniejszego humoru. Po takiej końcówce, mimo wspaniałego środka i początku, widz zastanawia się, czy w ogóle warto sięgać po sequel (2 dni w Nowym Jorku).

Trzeba tu jednak wspomnieć też o cesze, o której wielu zapomina. W swoim filmie Delpy ukazuje Paryż takim, jakim ona sama go widzi – bez znaczenia są światowej sławy zabytki, na ulicach chodzą w większości ludzie, którzy nie są zakochani, a paryska sztuka nie zawsze zasługuje na swoją sławę. Paryż jest w tym filmie taki, jaki w dużej mierze jest w rzeczywistości, choć niektóre jego cechy są przejaskrawione (czyżby nie istniały rzeźnie i sklepy mięsne?). Traci przez to na swojej wyjątkowości, jako miasta zakochanych, ale wydaje się bardziej ludzki, a zarazem odmienny od innych stolic europejskich.

Ogólnie mówiąc, 2 dni w Paryżu to film mogący zachwycić, jeżeli zakończymy go kilka minut wcześniej niż chce tego reżyserka i jeżeli nie nastawiamy się ani na kolejną głupiutką komedię romantyczną, która jest łatwa, lekka i przyjemna, ani na dzieło wybitnie wymagające i zmuszające widza do refleksji nad życiem. 2 dni w Paryżu to film, który bez wyrzutów sumienia obejrzałam dwa razy i nadal potrafi mnie rozśmieszyć. Komedia Julie Delpy będzie bardzo dobrą formą relaksu na późny wieczór, gdy ciężko już skupić się na trudniejszej tematyce. Do tego wspaniałe widoki i genialna gra aktorska – warto poświęcić czas. 


blog comments powered by Disqus