Recenzja filmu "300: Początek imperium"

Autor: Hagath

300: Początek imperium to chyba jeden z najbardziej oczekiwanych filmów tego roku. Produkcja, będąca zarazem prequelem i sequelem 300, nie okazała się, jak niektórzy podejrzewali, totalną porażką, jednak nie wybija się również ponad przeciętny poziom. To po prostu przesiąknięte efektami specjalnymi widowisko w technologii 3D.

Film oparty jest na komiksowej historii autorstwa Franka Millera zatytułowanej Kserkses. Ukazuje zarówno wydarzenia sprzed 300, jak i to, co się działo, gdy Spartanie bili się pod Termopilami, a także zakończenie wielkiej potyczki Greków z Persami. Wątków jest więc sporo, akcji jeszcze więcej.

Początkowo widz będzie miło zaskoczony. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to oczywiście niezwykłe zdjęcia i widowiskowe efekty specjalne. Kolejne sceny cieszą oczy i mogą zachwycić niejednego miłośnika tego typu rozrywki. Następnie widz powinien zwrócić uwagę na niesamowitą muzykę, która jest jednym z najmocniejszych elementów tego filmu. Świetnie uzupełnia akcję, cudownie miesza motywy nowoczesne i kojarzące się ze starożytnością, a także dodaje całości unikalnego klimatu. Wreszcie  wzrok przykuwają dwie aktorki. Najpierw Lena Headey, wcielająca się w Królową Gorgo, która wprowadza widza w całą historię, a następnie grająca Artemizję, utalentowana Eva Green – to właśnie ona dominuje na ekranie i sprawia, że końcowa ocena filmu musi być wyższa. 300: Początek imperium to jedna z tych produkcji, które są dość przeciętne, ale zostają uratowane przez jedną uzdolnioną, charyzmatyczną osobę – najbardziej nasuwa się tutaj skojarzenie z Królewną Śnieżką i Łowcą, która bez genialnej Charlize Theron byłaby po prostu ładnym, ale kiepskim filmem.

Niestety, kiedy widz ochłonie już po tych wszystkich pozytywach, zacznie dostrzegać minusy. Najpierw w kwestii efektów specjalnych, które choć zasadniczo zapierają dech w piersiach, czasem są po prostu niedopracowane – szczególnie widać to przy niektórych scenach na morzu. Mieszane uczucia można mieć też względem sztucznej krwi. Ponownie miała ona dodać filmowi komiksowego klimatu, jednak po tych wszystkich latach, jakie minęły od premiery 300, wydaje się, że twórcy mogli się czegoś nauczyć chociażby od serialu Sparatakus, który udoskonalił sposób prezentowania starożytnych walk.

Ponadto, ponieważ role kobiece zostały naprawdę świetnie obsadzone, męscy bohaterowie wypadają na ich tle strasznie niemrawo i drętwo. To po prostu dobrze umięśnione ciała, które cieszą oczy, dopóki się nie odezwą. Większości aktorów brak jest charyzmy i wyrazistości, przez co ich postacie wypadają niezwykle blado przy tak przekonujących bohaterkach jak Artemizja czy Królowa Gorgo. Może jedynie postać Kserksesa jest w stanie z nimi konkurować.

Fani filmu o Leonidasie powinni wyjść z seansu raczej zadowoleni. 300: Początek imperium to dobre widowisko wprost stworzone do technologii 3D. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że obraz nie jest niczym więcej. Ładne zdjęcia i dynamiczne sceny walki nie odwrócą  uwagi od aktorów bez wyrazu i ich drętwych wypowiedzi. Produkcję tak naprawdę ratuje przede wszystkim mściwa płeć piękna oraz niesamowita, klimatyczna muzyka i tylko dla nich warto się wybrać na ten film do kina.


blog comments powered by Disqus