Czeka nas chała

plakat filmu Czeka nas chała

Kino rozrywkowe musi być widowiskiem - taka jest jego cecha podstawowa. Nie przypominam sobie jednak, aby jego jednoczesnym założeniem była kompletna głupota i nabrzmiały patetyzm. Zack Synder, kręcąc klasyczny już dziś komiks Franka Millera, stworzył na ekranie obraz dynamiczny i dopieszczony wizualnie, całkowicie przy tym pozbawiony dramaturgii. 300 to beznamiętny banał, nadający się jedynie na film propagandowy dla US Marines.

Podstawą dla scenariusza jest komiksowe ujęcie wydarzeń z przesmyku Termopile, gdziew 480 roku p.n.e., siedmiotysięczna armia grecka, stanęła naprzeciwko stutysięcznych wojsk perskich, pod wodzą króla Kserksesa. W momencie krytycznym bitwy, świadomi klęski żołnierzy zdecydowali się na odwrót - na polu bitwy pozostał jedynie trzystuosobowy odział Spartan dowodzony przez króla Leonidasa. Zdarzenia historyczne stanowią tu jedynie fundament opowieści, która w produkcji Syndera, nie opowiada właściwie niczego. Jest trochę paplaniny o honorze, krótki przegląd Kamasutry, zdrada, znowu trochę honoru, lekcja odwagi i patriotyzmu oraz banalna próba przedstawienia świata polityki. No i bitwa - stanowiący osiemdziesiąt procent filmu konkurs na jak najbardziej finezyjne pozbawienie życia Persa. Wszystko to mocno zakrapiane patetyzmem i mdłymi przemówieniami Leonidasa na tematy właściwie niezmienne: honor, odwaga, wolność. Całe szczęście film Syndera wyposażono w całkiem spory ładunek dynamizmu - w przeciwnym razie można by czuć się jak na pokazie filmów instruktażowych z przysposobienia obronnego, czy pogadance na wychowaniu patriotycznym z ministrem edukacji.

Wymowa 300, chociaż bez wątpienia w filmie zawarta, przekazywana jest w sposób traktujący widzów jak ćwierćinteligentów. Obraz nic nie pozostawia w domysłach, wykładając wszelkie przesłanie jak szkolnych zajęciach. Nawet wewnętrzne przemyślenia Leonidasa tłumaczone są zawczasu przez głos zza kadru, co by się widzowie przypadkowo nie pogubili, gdyby któryś opuścił na moment salę kinową. Bo z filmem Zacka Syndera jest podobnie, jak z telewizyjnymi taśmowcami - możesz przegapić kilka odcinków (czy w przypadku 300 - kilka minut projekcji) nie tracąc przy tym nic specjalnego z fabuły. 300 to świetna produkcja dla nałogowych palaczy czy też ludzi z zapaleniem pęcherza -  ze spokojem można zrobić sobie przerwę.

Osobnym tematem jest sposób realizacji filmu. Sprawdzona przy Sin City technika stała się dla twórców 300 wyraźnym punktem wyjścia. O ile jednak w przypadku Miasta Grzechu komputerowa kreacja świata znakomicie budowała duszny i mroczny klimat fabuły, o tyle w produkcji Syndera urasta do rangi niepotrzebnej przesady. Momentami całość zbyt mocno upodabnia się do gry komputerowej, znika też komiksowy charakter dzieła. 300 jest widowiskiem, ale nagromadzenie komputerowych upiększeń powoduje, że przestajemy je doceniać. Co więcej, stają się one po prostu irytujące.

Nie można powiedzieć, żeby film Syndera mocno nadwyrężał nerwy - dynamiczne tempo akcji wzmacniane ciekawie wmontowaną muzyką pozwala obejrzeć 300 bez specjalnego znudzenia. Nie jest to jednak kino warte polecenia: ani ze względu na głęboką wartość, ani jako solidne widowisko. Jeśli natomiast oglądać, to tylko na dużym ekranie, choć i tak mam wątpiliwość czy nie szkoda pieniędzy na bilet.

Podyskutuj o tym filmie na forum!


blog comments powered by Disqus