Esencja miłości platońskiej

plakat filmu Esencja miłości platońskiej

Człowiek, który podbił Persję, Syrię, Egipt i Itran, dotarł również do Indii, był piewacą greckiej kultury w ówczesnym świecie, zbudował szereg miast na swoją cześci i podobno nie przegrał żadnej bitwy. Aleksander III Macedoński, zwany Wielkim. Kto dostąpił zaszczytu wcielenia się w jego postać? Colin Farell. Oj błąd panie Stone, duży bład. Farell jest dobrym aktorem, co już nam udowodnił wielokrotnie, jednak zbyt małym na taką rolę. I jeszcze Stone uważa, że w tych blond włosach mu do twarzy. Oj drugi błąd. Aleksander w jego wykonaniu jest małym chłopcem, który musiał stać się mężczyzną, lecz nadal nie jest w stanie poradzić sobie z osobostymi problemami, wiecznie rozdarty między ojcem a matką. Jest mężczyzną wrażliwym i dobrym wodzem, który solidaryzuje się ze swoimi żołnierzami walcząc u ich boku i płacze po ich stracie. Wszystko rozumiem, ale czy wielki wódz był rzeczywiście osobą tak "płaczliwą"? Czy Pan Świata miał minę zranionej gazeli? Można oczywiście zrzucić winę na to, że był biseksualistą, który kochał swego przyjaciela Hefajstiona (Leto nawet niczego sobie). Lecz jeśli ktoś oczekuje scen rodem ze Złego wychowania Almodovara, to jest w błędzie. Stone ukazał niemalże esencję miłości platońskiej, czystej, która nie czekuje nic w zamian. Niestety niekórym trudno jest przyjąc, że istnieje coś takiego jak miłość pomiędzy dwoma mężczyznami lub kobietami stąd nieprzychylne komantarze w stylu "nie lubię filmów o pedałach". A właśnie uczucie łączące Aleksandra i Hefajstiona jest dużą zaletą filmu. Niestety jedną z niewielu...

Rola matki Olimpias z Epiru przypadł Angelinie Jolie. Aktorka nawet udźwignęła tę rolę: kobiety mrocznej, desperacko walczącej o przetrwanie. Jednak nie dasię zapomnieć, że w rzeczywistości pomiędzy nią a Farellem jest tylko rok różnicy, a przecież matka powinna być o wiele starsza. Panie Stone, mógł pan zrezygnować z Jolie i jej "rosyjskiego" akcentu na rzecz aktorki "dojrzałej fizycznie i psychicznie", która dałaby sobie ze wszystkim radę: z akcentem, z wężami, z ukazaniem bezgranicznej, matczynej miłości... Oj trzeci błąd!

Aleksandrowi doskwiera także niespójność fabuły - to ciągłe skakanie w czasie: "8 lat wcześniej, 8 lat później...". Przez co film staje się momentami przydługi i nużący. Kolejny błąd.

Film nie pozbawiony jest także znanego amerykańskiego patosu i wielkich słów. Spomiędzy tej fali filmów o starożytności, która pojawiła się w kinach ostatnimi czasy: Gladiator, Troja, Spartacus i Aleksander - właśnie Gladiator Ridleya Scotta zdaje się być najbardziej autentycznym i wiarygodnym. Aleksander wypada blado, niczym jakaś kserówka czy dopiero zaczęty szkic. jak próba, którą Stone zechce kiedyś powtórzyć  i poprawić ucząc się na własnych błędach. A może zostawi w kształcie jaki jest i poczeka na chwalebne recenzje. Cóż... "fortuna sprzyja odważnym".


blog comments powered by Disqus