"Obcy: Przymierze" - recenzja wydania DVD filmu

Autor: Monika Kokowska
Korekta: Damian "Nox" Lesicki
20 stycznia 2018

W kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku

 

Czterdzieści lat po klasycznym już dzisiaj futurystycznym horrorze Obcy – Ósmy pasażer Nostromo Ridley Scott wraca do korzeni i próbuje odtworzyć niezapomniany klimat z pierwszej części. Dopisując kolejny rozdział do tajemniczej historii obcego, zabiera nas w podróż w nieznane i dotychczas niezbadane części kosmosu. Akcja Przymierza rozgrywa się dziesięć lat po wydarzeniach, które zostały ukazane w Prometeuszu z 2012 roku.

 

Początkowo na statku kosmicznym Przymierze panuje cisza i spokój. Jedyną „osobą” czuwającą nad cała misją jest lojalny android Walter (Michael Fassbender), którego głównym zadaniem jest dbanie o członków załogi. Cel wyprawy to odległa planeta Origae-6, która ma stać się drugą ziemią. Załoga żywi nadzieję zbudowania tam nowej cywilizacji całkowicie od podstaw niczym mityczni bogowie. Łagodność lotu zostaje przerwana przez nieoczekiwane turbulencje. Walter, by z powodzeniem zakończyć misję, zmuszony jest do szybszego wybudzenia członków zespołu. Niestety kapitan Jacob (James Franco) ginie, a jego miejsce zmuszony jest zająć Christoper ( Billy Crudup), który emocjonalnie nie do końca nadaje się do roli przywódcy. W tych zadaniach wspiera go żona zmarłego kapitana Danielsa (Katherine Waterson). Jej postać wzorowana jest – i nie da się tego nie zauważyć – na walecznej Ripley z pierwszej części, którą grała niezastąpiona Sigourney Weaver.

 

W obszernej książce dołączonej do wydania DVD możemy między innymi przeczytać słowa reżysera: „To będzie kino dla dorosłych i poleje się sztuczna krew.” Z dużą przykrością można zauważyć, że właśnie chyba to postanowienie zgubiło Scotta, a co za tym idzie – całą produkcję. Rzeczywiście krwi jest dużo, podobnie jak efektów specjalnych oraz, co najgorsze, wyskakujących niczym króliki z kapelusza magika obcych. Pomimo tego, że ksenomorfy są świetnie dopracowane przez ekipę filmową, to Przymierze stało się bardziej filmem akcji niż psychologicznym horrorem, który miał przerażać swoim klimatem. Najpiękniejsze w pierwszej części było to, że postać obcego była niemal cały czas w cieniu. Potwór pojawiał się bardzo rzadko, a gdy już go widzieliśmy, to rzeczywiście mroził krew w żyłach. Cała magia polegała na niewiadomej. Co to było, skąd się wzięło i kiedy znowu zaatakuje? Niestety w Przymierzu tego obcego jest tyle, że w pewnym momencie to nudzi, a nie starszy.

 

 

Ciekawym posunięciem jest dobór postaci. Wszyscy z nich tworzą pary, tylko jeden Walter jest ostoją samotności. Dzięki temu reżyser sprawił,że nie chodzi już tylko o przetrwanie jednostki, ale o drugą osobę. Jest to pewien rodzaj intymności, którego zastosowanie mogło trochę ocieplić atmosferę w filmie, ale nie uratowało całej historii. Waleczna Daniels aż za bardzo wydaje się być kopią Ripley. Silna, niezależna, pragnąca za wszelką cenę przetrwać. Obraz takiej kobiety jest bardzo wyraźny w kinie Scotta, lecz mógłby tę bohaterkę trochę odświeżyć, a nie kopiować już gotowe wzorce. Na pewno na uwagę zasługuje budowa całego statku. Jak możemy doczytać w książce do wydania DVD jego elementy były całkowicie zbudowane od podstaw przez ekipę Ridley Scotta z uwzględnieniem najmniejszych szczegółóe. Czujemy się jak w prawdziwym pojeździe kosmicznym, a nie na atrapie bądź obrazku z greenboxa. Autor zdjęć Dariusz Wolski odpowiada za sceny rozgrywające się na nieznanej planecie, na której ląduje docelowo Przymierze. Zdjęcia zostały nakręcone w Milford i halach Fox Studios gdzie rzeczywiście stworzono niezwykłe krajobrazy.

 

Wydanie DVD obfituje również w całą masę niewykorzystanych i rozszerzonych scen, co dla fanów serii o obcym na pewno będzie bardzo ciekawym dopełnieniem całej historii. Dostępny jest także komentarz samego reżysera w wersji audio, który też jest gratką dla jego fanów.

 

Scott tą produkcją ogromnie pragnął wrócić do korzeni sprzed czterdziestu lat, lecz klimat pierwszej części z 1979 roku odleciał bezpowrotnie. Uwspółcześniona wersja, naładowana efektami, straciła to co najważniejsze – atmosferę strachu, izolacji, nieznanego, a przede wszystkim – tajemniczej głębi kosmosu. Film Obcy:Przymierze wiele wyjaśnia w kwestii historii obcego – tego skąd się wziął i czym jest. Pozostawienie momentami nutki niedopowiedzenia daje lepszy efekt niż wyjawienie wszystkiego od początku do końca. I tego najbardziej zabrakło w nowym/starym Obcym Ridley Scotta.

 

 



blog comments powered by Disqus