Recenzja filmu "Annabelle"

Zaspokojenie apetytu na dobry horror jest dużym wyzwaniem. Lubimy horrory, ale mamy z nimi problem, bo w większości przypadków nie wiadomo czy się ich bać, czy należy się z nich śmiać z politowania. Co zatem zrobić, żeby horror, który nie okaże się wystarczająco przerażający nie przeszedł bez echa? Wystarczy stworzyć ciekawych bohaterów, których będziemy chcieli oglądać nawet w przypadku, gdy sam film zawodzi..

Z wielu powodów film Annabelle w reżyserii Johna R. Leonetti jest lepsze od Obecności. Widzowie, którzy pokochali dzieło Wana nie zawiodą się, natomiast nowych fanów można określić mianem szczęściarzy, ponieważ mogą film obejrzeć jako indywidualne dzieło. Obie produkcję pomimo fabularnego powiązania różnią się od siebie pod względem estetyki, stylistyki, samej fabuły, czy przede wszystkim zakończenia, któremu znacznie bliżej do kina gatunkowego niż Obecności.

Gdybym miała jednoznacznie określić film Annabelle, to powiedziałabym, że jest komoda z dużą ilością szuflad, w której widz co chwilę może zaglądać do innej. Najważniejszym z wątków jest historia młodego małżeństwa, które spodziewa się swojego pierwszego dziecka. To sprawnie naszkicowany portret postaci, które dają się lubić, a jednocześnie nie są przesadnie przesłodzone (jak to często bywa w tego typu produkcjach). Główna bohaterką obrazu jest Mia. To perfekcjonistka, która do swojego życia nie dopuszcza zbędnych emocji. Wraz z mężem wspierają się we wszystkich aspektach życia i rozwiązują wspólnie problemy korzystając z głosu zdrowego rozsądku - być może, dlatego tak trudno siłom zła przejąć kontrolę nad ich życiem (inaczej niż to było w Obecności, gdzie jak wiadomo matka dziewczynek została opętana przez diabła). Bohaterowie są więc przykładem postępowania, które pomaga uniknąć zła, co obrazuje znamienny cytat w filmie, że diabeł atakuje ,,słabych i chwiejnych''.

W innej szufladzie obserwujemy tytułową Annabelle, która prawie od początku towarzyszy małżeństwu i nie odstępuje ich do końca. Jeszcze w innej, sektę - wyznawców szatana ( tę samą, która była odpowiedzialna za śmierć ciężarnej żony Romana Polańskiego - Sharon Tate). W kolejnej szufladzie znajdujemy samego diabła, którego wybitnie przedstawiony wizerunek w filmie nie pozostawia wątpliwości, że ów władca ciemności w rzeczywistości istnieje. Postać szatana jest tu najbardziej sugestywna, ze wszystkich jego obliczy filmowych, jakie poznałam. Aż przechodzą ciarki po plecach.

Wiele osób zarzucało Obecności, że jest zbyt religijna. Annabelle również obfituje w wątek religijny - walkę człowieka z siłami zła, które go nie odstępują przez całe życie. Niesie ze sobą także przesłanie, że ,,wielką rzeczą jest oddać życie za swoich przyjaciół''. Ludzie, którzy w nic nie wierzą, niczego się nie boją - giną. Strach jest potrzebny, ostrzega przed niebezpieczeństwem, które może nadejść. Jest jak ból, który zapowiada chorobę. Kiedy uśmierzymy jedno i drugie - możemy zginąć bez ostrzeżenia.

Produkcja zawodzi jednak pod względem wizualnym, a przede wszystkim w kwestii montażu, przez co filmowi wyraźnie brakuje płynności. Główną wadą obrazu jest jednak to, że widz nie zostaje wepchnięty w ślepy zaułek, z którego aż do końca seansu nie potrafiłby znaleźć wyjścia. W filme funkcjonuje natomiast zasada: ,,ratunek w ostatniej chwili''. Za każdym razem, gdy bohaterka wpada w tarapaty - w ostatniej chwili ratuje się z opresji, w związku z czym cały strach i adrenalina opada.

Annabelle to solidne kino i bardzo dobry horror. Bez obaw postawiłabym ten film na jednej półce z Dzieckiem Rosemary Romana Polańskiego, głównie ze względu na estetykę i wątek fabularny. To również obraz godny polecenia znajomym. Opracowany w szczegółach i pozbawiony tak charakterystycznego dla gatunku kiczu. Leonetti nakręcił produkcję zrównoważoną, zarówno względem formy, jak i treści. Annabelle przywołuje momentami na myśl filmy Bergmana ze swoim moralizatorstwem dotyczącej religii i obecności w naszym życiu siły wyższej. Twórcom nie do końca udało się oddanie epoki lat 60 tych, a zwłaszcza scenografii i kostiumów, które rażą uproszczeniami oraz niedokładnością.

Na uwagę zasługuje genialna Annabelle Wallis, która wciela się w Mię. To jej bohaterka poddana zostaje próbie własnego charakteru i wychodzi z niej zwycięsko, nawet mieszkając pod jednym dachem z siłami zła. Mia dzielnie staje do pojedynku z samym szatanem, nawet wtedy, gdy może wiązać się to z zagrożeniem dla bezpieczeństwa życia jej dziecka.

Siłą obrazu Leonettiego jest jego scenariusz, oparty na prawdziwych wydarzeniach. Lalka Annabelle istnieje na prawdę. Jest zamknięta w muzeum i trzy razy w miesiącu ksiądz przychodzi ją skropić święconą wodą. Jeśli diabeł tkwi w szczegółach – to Annabelle jest na to doskonałym przykładem. Jeśli lubicie się bać, to tegoroczny „straszak” z lalką należy uznać jako pozycję obowiązkową.


 


blog comments powered by Disqus