Różni ludzie, jedna impreza...

Autor: aDiego
plakat filmu Różni ludzie, jedna impreza...

Z piątku na sobotę, to rodzaj kina, gdzie widz porywany jest w wir intelektualnej rozrywki. Innymi słowy - kino ambitne. Osobiście bardzo lubię filmy europejskie, ponieważ jest ono mi - jako Polakowi - znacznie bliższe, niż hollywoodzka papka. Odnajduję w nim o wiele więcej wspólnych cech naszej kultury z pozostałymi, europejskimi, niż w przypadku kina zza Oceanu. Można by było o tym pisać i pisać, ale temat ten może rozwinę innym razem. Dzisiaj przyszedł czas na "porozmawianie" o filmie Z piątku na sobotę Toma Barmana - twórcy niezwykle wszechstronnego.
Na początku lat 90 (a dokładnie w 1993 roku) zadebiutował wraz ze swoim zespołem "dEUS", co też spowodowało, że musiał zrezygnować ze studiów w szkole filmowej. Swoje zamiłowanie do kina kontynuował jednak, przy okazji reżyserowania wideoklipów zespołu. Po roku 1999, który okazał się krótką przerwą w żywocie "dEUSa", Tom Barman skoncentrował się na swoim debiutanckim filmie, którego recenzję będzie mieli okazję za chwilę przeczytać;) Przy okazji zdążył zagrać kilka koncertów z nowym zespołem "Magnus". "dEUS" natomiast powróci na estradę jeszcze w tym roku...
Jeśli chodzi o kino belgijskie, to moje dziewictwo skończyło się wraz z obejrzeniem filmu Barmana. Nigdy wcześniej nie miałem okazji oglądać kina z tego kraju. Pierwszy raz też na własne uszy usłyszałem, jak brzmi język flamandzki. Muszę przyznać, że jest ciekawy i chyba zacznę się go uczyć...;)
Akcja Z piątku na sobotę rozgrywa się w Antwerpii. Jest, to opowieść o ósemce, praktycznie nieznających się ludzi - zwykłych zjadaczy chleba, którzy borykają się z typowymi problemami współczesnego świata. Problemy z pracą, z uczuciami, a nawet z policją... Łączy ich jedna noc. Niezapomniana impreza, w której wszyscy się jednoczą, opowiadają o swoim życiu, wspólnie bawią się i zapominają, chociaż na te kilka godzin o szarej rzeczywistości.
Czy, to oznacza, że jest to film typowo "imprezowy"? Oczywiście, że nie. Impreza jest jedynie momentem kulminacyjnym. To właśnie na niej oddzielnie opowiadane historie splatają się w jedną całość. Impreza jest też miejscem, gdzie obcy sobie ludzie poznają się wzajemnie, zwierzają się i wspólnie postanawiają zmienić swoje dotychczasowe życie...
Wszystko to okraszone elektroniczną muzyką, równie ambitną jak sam film. Bardzo spodobała mi się twórczość belgijskich muzyków. Szczególnie polecam utwory zespołu Magnus, którego solistą jest sam reżyser! Nie wiem, czy Z piątku na sobotę bez tak dobrej ścieżki muzycznej byłby tak interesującym filmem. Połączenie obrazu z dźwiękiem w tym wypadku stworzyło niezwykłą symbiozę.
Więcej szczegółów nie będę zdradzać. Trzeba samemu zobaczyć, jak wiatr może zahipnotyzować człowieka, czy jak powinno wykonywać się taniec pingwina;)
Nie każdemu pewnie film się spodoba, bo to specyficzne kino. Warto jednak obejrzeć Z piątku na sobotę i posmakować kino belgijskie - kino europejskie, ale jakże odmienne od francuskiego, czy niemieckiego. Film Toma Barmana z pewnością będzie ciekawą odmianą i doświadczeniem.
A więc - pod wiatr!


blog comments powered by Disqus