Recenzja filmu "Après mai"

Après mai to pod wieloma względami film idealny na lato: są tu młodość i słońce, idealistyczna wiara w lepsze jutro i mnogość zachwycających krajobrazów. W tę piękną widokówkę w klimacie retro wdziera się jednak nuta goryczy: dorastanie, jak zwykle, smakuje cierpko. Olivier Assayas nie oszczędza swoich bohaterów i szkicuje wierne portrety młodych ludzi, którzy – zagubieni gdzieś między prozą życia i wiarą w górnolotne hasła – muszę skonfrontować się z tym, czego oczekuje od nich świat. Prezentowany na tegorocznym Festiwalu Filmowym OFF Plus Camera obraz zawiera w sobie wszystko to, czego oczekiwać można od Francuzów, w tym brak pruderii, lekkość formy i emocjonalną bezpretensjonalność.

Lata 70. ubiegłego wieku, okolice Paryża. Pochodzący z dobrze sytuowanej rodziny nastoletni Gilles (Clément Métayer) i jego przyjaciele angażują się w ruchy sprzyjające rewolucji. Jakie dokładnie hasła głoszą i o co walczą – to dla odbiorcy nieobeznanego z historią kontrkultury może pozostać niejasne, jednak może to i lepiej. Ostatecznie w natłoku dumnie brzmiących sloganów oraz wykrzyczanych z mocą haseł pojęcia i definicje tracą ostrość i trudno oprzeć się wrażeniu, że taki właśnie jest cel reżysera. Grupa uczniów ze szkoły średniej dojrzewa na oczach widza, podejmując kolejne decyzje, a wraz z tym zmieniają się systemy wartości, nierzadko w sposób, który nie zadowala ich samych. Czy na tym właśnie ma polegać dorastanie?

W sylwetkach bohaterów zderza się mnogość światów, na granicy których funkcjonują oni z wyboru lub z przymusu. Dzieci dobrych, zamożnych rodzin, spętani konwenansami uczniowie – próbują znaleźć drogę ucieczki z systemu poprzez artystyczną ekspresję (Gilles), hippisowski styl życia (Laure – piękna Carole Combes) lub polityczne zaangażowanie (Christine – Lola Créton). Dla tych, którzy chcieliby jednak wierzyć w happy end, Assayas ma w zanadrzu sole trzeźwiące: wolność nie jest równoznaczna z brakiem odpowiedzialności. Eskapizm nie jest odpowiedzią, niezależnie od tego, jak brzmi pytanie.

Pod zwiewną formą, pięknymi widokami francuskich lasów i włoskich wsi oraz przesyconymi radością letnimi scenami reżyser chowa nienachalną refleksję o stawaniu się dorosłym i pozwala swoim podopiecznym na obranie różnych ścieżek, jakby sugerując, że nie ma nic naturalnego w błądzeniu i poszukiwaniu. Świetnie wystylizowane Après mai sprawia wrażenie pocztówki wysłanej z epoki, która odeszła i pozostawiła trwały ślad w myśleniu o wolności. Naznaczone silnie ideologią dyskusje na tle jeszcze mokrych od farby obrazów splatają się tu z potrzebą sięgania po używki, chęcią udowodnienia sobie – oraz światu – tego, że jest się w stanie osiągnąć coś więcej, a typowy dla młodych, nieskażonych jeszcze trudami życia, idealizm nie uznaje kompromisów. Przynajmniej do czasu.

Kiedy pojawiają się pierwsze poważne zobowiązania i powinności, świat Gillesa, Christine, Alaina (Felix Armand) i Leslie (India Menuez) zaczyna się zmieniać, niekoniecznie zgodnie z ich wyobrażeniami i planami. Nagle okazuje się, że nie wszystko można rozwiązać za pomocą zaangażowanych filmów, patetycznych przemów, rozwieszanych nocą plakatów i koktajli Mołotowa. Czy to tylko brak determinacji czy pragmatyczne wybory – tego Assayas nie osądza, pozwalając widzowi samodzielnie skonfrontować się z własnym wewnętrznym buntownikiem, młodym hippisem, który kiedyś marzył o tym, żeby zmieniać świat, a dzisiaj spędza całe dnie za korporacyjnym biurkiem. Chociaż swoim bohaterom pozostawia wciąż otwartą furtkę, wie doskonale, że pewnych rzeczy nie można już cofnąć, a ustalone w zaciszu własnej głowy priorytety trudniej zamienić miejscami niż przezwyciężać realne przeszkody. Koniec końców, to nie życie sprawia, że musimy stać się dorośli, że musimy zabić w sobie marzyciela. To my sami podejmujemy decyzje, które uważamy za najbardziej rozsądne. Nawet, jeśli odbieramy sobie w ten sposób szansę na to, żeby zrealizować sny.


blog comments powered by Disqus