Asterix w wersji soft

plakat filmu Asterix w wersji soft

O Asteriksie często mówi się, że jest jedyną postacią komiksową, która naprawdę bawi ludzi niezależnie od wieku. Równie często wskazuje się go jako najpopularniejszego i najbardziej rozpoznawalnego europejskiego bohatera rysunkowego. Skąd wziął się ten fenomen Asteriksa i niepowtarzalna wręcz popularność? Przede wszystkich z uniwersalnego humoru, jakim przez lata wykazywał się Rene Goscinny. Żarty, którymi naszpikowane były wszystkie jego komiksy adresował do czytelników w każdym wieku. W kolejnych odcinkach, oprócz humoru zrozumiałego dla najmłodszych pojawiało się mnóstwo sarkazmu i błyskotliwych aluzji odnoszących się do faktów historycznych lub ośmieszających cechy europejskich narodów. Do sukcesu przyczynił się również charakterystyczny styl rysowania Alberta Uderzo, który uczynił swoich bohaterów niepowtarzalnymi. Nic dziwnego, że już od 1967 roku (8 lat od ukazania się pierwszego albumu z Asteriksem) co kilka lat ktoś zabiera się za ekranizację którejś z części. Najnowsza produkcja niedawno weszła na ekrany kin i jest filmową adaptacją komiksu Asteriks i Normanowie.

Tym razem dzielnym Galom przyjdzie zmierzyć się z Wikingami, którzy walecznością nie ustępują im ani na jotę. Co więcej, ich odwaga sięgnęła pewnego górnego progu, za którym stoi zwykłe szaleństwo, które pchnęło ich do wyruszenia na wyprawę w celu poznania strachu. W tym szaleństwie jest metoda, choć zrozumiała wyłącznie dla nich. Skoro nawet najsłabsze plemiona wiedzą co to strach, to i oni muszą go poznać, tym bardziej że podobno dodaje skrzydeł, co może uczynić Normanów niezwyciężonymi. Tymczasem do wioski Galów przybywa bratanek Asparanoiksa, Trendiks. Na prośbę brata wodza, mają oni zrobić z niego prawdziwego wojownika. Zadania podejmują się Asteriks i Obeliks, którzy rozpoczynają trening „mistrza strachu”.

Jednak tylko do tego momentu film Asteriks i Wikingowie można uznać za adaptację komiksu. W dalszej części scenarzysta stworzył swoją własną fabułę, powracając do oryginału pod sam koniec. Główną zmianą jest przeniesienie akcji z galijskiej wioski na skute lodem wybrzeża Skandynawii. Siłą rzeczy fabuła musiała trzymać się z dala od pomysłów Goscinnego. Trudno jednak uznać to za wielką wadę filmu będącą wynikiem zbyt dużych ambicji scenarzysty. Skoro film miał opierać się na komiksie liczącym niespełna 50 stron, to można było albo zapchać go możliwie największą ilością gagów, albo rozbudować fabułę. To drugie wyjście wydaje się dużo rozsądniejsze i powinno być usprawiedliwione przez fanów serii. Zupełnie inną sprawą jest sposób, w jaki tę fabułę rozszerzono. Otóż twórcy postanowili zaadresować tego Asteriska głównie do dzieci, co widać w praktycznie każdej scenie mającej miejsce poza Galią. Otrzymujemy więc piękny i odrobinę dramatyczny wątek miłosny, oraz dobrych Gallów walczących z wstrętnymi Wikingami. Pal sześć tą miłość Trendiksa do Abby, ale szkoda trochę Normanów. W komiksie byli sympatyczni i trochę głupkowaci. Teraz w większości są nijacy, a najczęściej pojawiający się Olaf jest typowym czarnym charakterem – tępym i groźnym.

Pomimo, że bajka ta jest adresowana głównie do dzieci, nadal potrafi bawić również starszych widzów. Podobnie jak w filmowym Asteriks i Kleopatra, tu również postawiono częściowo na nawiązania do współczesności. Niektóre aluzje są tak sprytnie poukrywane, że warto obejrzeć film ponownie, żeby wszystkich się doszukać. Mimo wszystko dominuje jednak humor uniwersalny, łatwy do zrozumienia dla najmłodszych. Ogromnym plusem filmu jest również muzyka. W tym przypadku twórcy wykorzystali przewagę jaką posiada ekranizacja nad komiksem i zrobili z niej kolejny element humorystyczny niemożliwy do oddania na papierze. Sceny, takie jak trening Trendiksa przy muzyce Eye of the tiger znanej z Rocky’ego, albo taniec Obeliksa do piosenki Get down on it bawią do łez. Wreszcie widz ma również okazję usłyszeć balladę Kakofoniksa.

Asteriks i Wikingowie powinien być postrzegany przede wszystkim jako bajka dla dzieci, i z tego punktu widzenia naprawdę nie da się mu nic zarzucić. Zarówno zabawni Gallowie, jak i groźni Normanowie z pewnością bez trudu trafią do wyobraźni najmłodszych. Co więcej, ta część wypada bardzo korzystnie na tle poprzednich rysunkowych ekranizacji. Choć nie jest najśmieszniejsza, z pewnością wyróżnia się płynną i bardziej dopracowaną animacją, oraz idealnie dobraną muzyką. W porównaniu z poprzednią animacją serii – Asteriks podbija Amerykę z 1994 roku można by nawet zaryzykować stwierdzeniem, że jest to odbicie się od dna. Mimo wszystko film pozostawia pewien niedosyt. Przede wszystkim zatracił swoją uniwersalność. Chociaż twórcy starali się oddać humor typowy dla komiksów, w dalszym ciągu to nie jest to. Brakuje żartów pojawiających się na styku dwóch kultur, co było ulubioną domeną Goscinnego. Mimo to, ostra krytyka tej produkcji byłaby niesprawiedliwa. Po pierwsze ze względu na fakt, że jest adresowana głównie do dzieci, a po drugie dlatego, że twórcy nie ograniczyli się do skopiowania komiksu i przy tak dużym odejściu od pierwowzoru udało im się w znacznym stopniu oddać klimat oryginalnego Asteriksa.


blog comments powered by Disqus