"Atomic Blonde" - recenzja wydania DVD

Autor: osti
Korekta: Damian "Nox" Lesicki
5 lutego 2018

Prawdziwa Wonder Woman!

 

Choć czasami odnoszę wrażenie, że w kwestii zimnowojennych filmów szpiegowskich kino pokazało nam już niemal wszystko, raz na jakiś czas obejrzeć możemy prawdziwą perełkę. Tak, Atomic Blonde jest jedną z takich błyskotek.

 

Fabuła nie jest może najmocniejszą stroną obrazu, ale każdemu fanowi niebanalnych postaci i zwrotów akcji powinna przypaść do gustu. Charlize Theron tworzy prawdziwie wybuchowy duet z Jamesem McAvoyem, a na ekranie towarzyszy im prawdziwa aktorska śmietanka. Jakby tego było mało, praktycznie każda postać gra na dwa albo trzy fronty – albo przynajmniej stawia własny interes nad dobro ojczyzny.

 

Intryga opiera się na powieści graficznej Anthony'ego Johnsona The Coldest City i zabiera nas do zimnowojennego Berlina. Tytułowa blondynka jest utalentowanym członkiem brytyjskiego wywiadu, przerzuconym do komunistycznej części stolicy Niemiec aby odzyskać skradzioną listę podwójnych agentów. Liczne meandry fabuły nie angażują widza jakoś specjalnie i stanowią raczej tło dla efekciarskiej reszty.

 

Należy bowiem mieć świadomość, że Atomic Blonde wyreżyserował David Leitch, czyli połowa duetu odpowiedzialna za spektakularny sukces Johna Wicka. Sceny akcji stanowią tutaj danie główne i bardzo przypominają przygody "emerytowanego" cyngla mafii. Charlize Theron podobnie jak Keanu Reeves bije, strzela i brawurowo prowadzi stare auta.

 

 

I choć Charlize Theron jest zabójczo piękna, to jako agentka Lorraine Broughton nie ma w sobie tyle gracji co James Bond. Każda kolejna potyczka kosztuje ją mnóstwo sił a z czasem jej ciało "zdobi" coraz większa ilość ran i siniaków. Bójki i strzelaniny nie są tu efektowne i pełne spowolnień jak w jakimś Matrixie – wszystko jest bardzo realistyczne i "fizyczne". Nic dziwnego – zdjęcia wiele razy trzeba było przerywać, gdyż aktorzy (łącznie z główną bohaterką) często odnosili groźne kontuzje podczas kręcenia.

 

Charlize Theron podobnie jak Keanu Reeves w skórze Johna Wicka niemalże wszystkie sekwencje kaskaderskie wykonywała sama. Aktorka przygotowywała się do roli przez trzy miesiące, trenując po pięć godzin dziennie! To poświęcenie widać na ekranie.

 

Przeciwwagą dla brutalnej rzeczywistości chylącego się ku upadkowi komunizmu twórcy uczynili żywiołowy soundtrack. W tle przygrywa absolutnie genialna ścieżka dźwiękowa, przywodząca na myśl "tamte czasy". Rock'n'rollowa i buntownicza muzyka jeszcze bardziej podkręca szybkie tempo Atomic Blonde.

 

 

Monolith Films wydał film na DVD w edycji "książkowej", z której dowiemy się wielu interesujących informacji na temat powstania filmu. Przyznaje bez bicia – kilkoma z nich podzieliłem się także w niniejszej recenzji. Oprócz prawie dwugodzinnej dawki doskonałej akcji (dostepnej z polskim lektorem lub napisami), na płycie znajdziemy kilka zgrabnie zmontowanych materiałów dodatkowych. Twórcy opowiadają o kręceniu rewelacyjnej (ponad siedmiominutowej) sekwencji walki czy o realiach zimnowojennego Berlina.

 

W osobnym filmiku dowiadujemy się też nieco więcej na temat samej Atomic Blonde oraz szpiegowskiej intrygi, która – jak już wspominałem – jest raczej najsłabszym elementem tego tytułu. Twórcy dorzucili na płytkę także garść scen niewykorzystanych – warto poświęcić te kilka minut, aby się z nimi zapoznać.

 

W ogólnym rozrachunku Atomic Blonde jest filmem równie dobrym co John Wick – pod pewnymi względami nawet lepszym. Nie ma chyba lepszej rekomendacji – nic tylko brać!

 



blog comments powered by Disqus