Język bólu

plakat filmu Język bólu

Po wyraźnie słabszym i niebezpiecznie dryfujacym w stronę Hollywood 21 gramów Alejandro Gonzales Inarritu powraca Babel do wielkiej formy, którą prezentował w swym debiutanckim Amores Perros. Ponownie też sięga po scenariusz Guillermo Arriagi, autora obu poprzednich fabuł.

Podobnie, jak w Amores Perros i 21 gramów, i tutaj znaczący wpływ na tok skomplikowanych ekranowych historii ma przypadek. Tym razem podniesiony do skali globalnej. Rytm całej opowieści nadaje międzykontynentalna wędrówka myśliwskiego sztucera i wystrzelona z niego przypadkowa kula, która zrani amerykańską turystkę. Takie zawiązanie akcji przywołuje na myśl Agnieszkę Holland z jej Gorączką. I, podobnie jak bomba z filmu u Holland, staje się pretekstem do szerszej refleksji nad człowiekiem i jego ideami.

Babel doskonale oddaje moment w jakim znalazła się współczesna cywilizacja. Procesy globalizacyjne wykluczyły w zasadzie wszelką intymność. Jesteśmy poddawani nieustannej obserwacji i kontroli. Pod lupą wielkiego brata pozostajemy jednak coraz bardziej samotni wobec oddalającej się rzeczywistości. Jednostka ludzka budzi zainteresowanie tylko i wyłącznie w przypadku gdy naruszy narzucony porządek rzeczy. Tak będzie zarówno z rodziną marokańskiego pasterza, która ściągnie na siebie podejrzenie o terroryzm, jak i z meksykańską nianią, która w ludzkim odruchu zachowa się "nieodpowiedzialnie". Tak też będzie z parą amerykańskich turystów, którzy staną się bohaterami wiadomości i przedmiotem zainteresowania polityków wyłącznie dlatego, że zaatakowano ich w egzotycznym afrykańskim państwie, a nie na ulicy Nowego Jorku.

Biblijne pomieszanie języków, które jednoznacznie sugeruje nam tytuł filmu, to signum tempori, gdzie w przestrzeń globalną wytransferowano wszystko poza współodczuwaniem i chęcią zrozumienia drugiego człowieka. Samotność swoich bohaterów Inarritu doskonale wydobywa nawet z niewielkich epizodycznych elementów. Meksykańskie kobiety, potrafiące w swojej społeczności funkcjonować na zasadzie wspólnoty, jako amerykańskie nianie stają się zastraszonymi współczesnymi niewolnicami, które nie pomogą, pragnącej mieć jeden dzień wolnego, rodaczce. Podobnie zachowują się wobec niej latynoscy urzędnicy na przejściu granicznym. Żyjąca w harmonii z przyrodą rodzina marokańskiego pasterza okazuje się być całkowicie pozbawiona praw w zetknięciu z aparatem państwowym ich rodzinnego kraju. Rozpaczliwie szukająca ciepła i akceptacji japońska nastolatka budzi jedynie instrumentalne fizyczne zainteresowanie, a jej egzystencja przypomina życie w wysokiej wieży, której nikt nie oblega. Zwiedzający Afrykę biali turyści są całkowicie obojętni na rozgrywający się na ich oczach dramat dwójki Amerykanów. Martwi ich bardziej niedziałająca klimatyzacja, a w przerażenie wprawiają przyjaźnie nastawieni mieszkańcy miasteczka - w takim samym przecież podobno wymordowano 30 osób.

Empatia jest cechą właściwą tylko ludziom, w rozumieniu współczesnej cywilizacji, pierwotnym - marokańskiemu przewodnikowi, jego matce podającej cierpiącej Amerykance fajkę z haszyszem - oraz dzieciom - dwójce małych Amerykanów, które pytają meksykańską nianię "Czy zrobiłaś coś złego?". Reszta dostępuje łaski współodczuwania wyłącznie poprzez naznaczenie bólem. Pod wpływem tragedii zmienia się podejście pana domu do niańki i męża do żony. Pytanie na ile takie doświadczenie będzie miało charakter trwały Inarritu pozostawia jednak bez odpowiedzi.

Wędrując z kamerą przez kontynenty i społeczności stworzył Inarritu przypowieść prawdziwie uniwersalną wymykającą się marketingowym mantrom o grupach docelowych i pozycjonowaniu. Babel to film pokazujący, iż meksykański reżyser potrafi nie tylko zręcznie opowiadać, ale, że pochyla się nad człowiekiem nie w sposób instrumentalny lecz z sercem.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus