"Baby Driver" - recenzja wydania DVD

Autor: osti
Korekta: Damian "Nox" Lesicki
11 lutego 2018

Samochodowy musical

 

Gdybym miał określić Baby Driver jednym zdaniem, to pokusiłbym się o stwierdzenie, że stanowi on miks La La Landu z Szybkimi i wściekłymi. Byłoby to jednak porównanie nieco krzywdzące i wymagające wielostronicowego sprostowania...

 

Po zakończonym seansie trudno uwierzyć, że w jednym filmie udało się połączyć motyw rozśpiewanej i roztańczonej pary zakochanych, których marzeniem jest samochodowa podróż przez Amerykę, z brutalną rzeczywistością przestępczego światka. Całość podlano rewelacyjnymi pościgami i okraszono genialną ścieżką dźwiękową, która zostaje w głowie na bardzo długo (i szybko znajduje swoje miejsce w ulubionych na Spotify czy innym Tidalu). I choć przerażająca większość premier stara się nas zachęcić marketingowym bełkotem o „przekraczaniu ram gatunku“ czy byciu „innym niż wszystkie“, to Baby Driver faktycznie taki jest!

 

W tytułowego kierowcę wciela się dwudziestotrzyletni (ale wyglądający na znacznie młodszego!) Ansel Elgort. Baby Driver oprócz nieludzkich umiejętności za kółkiem ma też kompletnego świra na punkcie muzyki. Dlatego kiedy dookoła świszczą kule, a w lusterku widać światła zbliżającego się pościgu, on włącza ulubione kawałki na iPodzie, zamieniając wszystko w świetną zabawę (również dla widza).

 

Na ekranie towarzyszy mu mieszanka równie wybuchowa, co przygrywający w tle soundtrack. Ansel Elgort razem z Lily James tworzą uroczą rock'n'rollową parę, wyrwaną jakby z innych czasów. Ich nieco dziecinne podejście do życia i wygląd świetnie kontrastują z resztą obsady, która ma zadanie reprezentować bezwzględny przestępczy półświatek. Pierwsze skrzypce grają tutaj Kevin Spacey i Jamie Foxx, których „zakręcone“ postacie nie pozostawią żadnego widza obojęnym.

 

 

O tym, jaki jest ten film, najlepiej świadczy otwierająca go scena. Kilkuminutowa sekwencja ucieczki przed policją w czerwonym Subaru Impreza to audiowizualny majstersztyk, w którym ryk silnika i pisk opon walczą z utworem Bellbottoms zespołu Jon Spencer Blues Explosion. Pościg jest intensywny, błyskotliwy i momentami zabawny. Co ważniejsze, mimo lekkiego „odjechania“, sprawia dość realistyczne wrażenie, będąc zatem znacznie bliżej rajdowych popisów Kena Blocka niż absurdalnych skoków między budynkami oglądanych w Szybkich i wściekłych.

 

Imperial Cinepix zdecydował się na wydanie DVD w formie „książkowej“, do której coraz bardziej się przyzwyczajam. Tym bardziej, że na dwudziestu stronach znajduje się sporo naprawdę ciekawych informacji na temat historii i sposobu powstawania Baby Drivera. Produkcję Edgara Wrighta obejrzeć możemy z polskimi napisami lub lektorem. Płytkę wypchano po brzegi dodatkami – film komentują dla nas reżyser oraz gwiazdy, przygotowano także dla widzów całą masę minidokumentów przybliżających proces powstawania produkcji. Nie mogło zabraknąć także materiału poświęconego muzyce oraz specjalnego teledysku. Niestety świetne wrażenie psuje nieco fakt, że wszystkie dodatki dostepne są jedynie w wersji oryginalnej, bez tłumaczenia na język polski.

 

Baby Driver jest moim zdaniem jednym z najciekawszych filmów ubiegłego roku. To idealna propozycja dla każdego, kto kocha samochody, muzykę, sensację oraz szalone poczucie humoru. W tym jednym wypadku reklamy nie kłamią – ten obraz faktycznie jest „mieszanką zawrotnych prędkości i muzyki“.

 

 

 



blog comments powered by Disqus