"Dzień Bastylii" - recenzja filmu

Francuskie 48 godzin

Nieczęsto można spotkać mariaż francuskiego i amerykańskiego kina akcji – zwłaszcza połączonego całkiem zgrabnie i zapewniającego przyjemny seans. Dzień Bastylii skutecznie wcielił w życie założenia takiego dialogu i chociaż nie jest pozbawiony wad, to uważam, że powinniśmy poświęcić mu nieco więcej uwagi.

Fabularnie nie ma zaskoczenia: w przeddzień narodowego święta w Paryżu wybucha bomba. Podejrzanym jest Amerykanin, kieszonkowiec Mason (Richard Madden). Sprawą interesuje się CIA, wysyłając na miejsce mocno niesubordynowanego agenta Briara (Idris Elba). Wszystko się komplikuje, gdy okazuje się, że Mason bombę przypadkiem... ukradł i nieświadomie podrzucił w zatłoczone miejsce. Okradziona przez niego Zoe (Charlotte Le Bon) tak naprawdę nic nie wie, a we wszystko zamieszani są francuscy policjanci. Na rozwiązanie zagadki zamachu Briar ma 36 godzin.

To typowy film akcji: są wybuchy, strzelaniny, pościgi i mordobicie (głównie w wykonaniu Elby oczywiście). Trup ściele się gęsto. Scenarzyści najwyraźniej nie tracili też czasu na rozbudowane wątki poboczne – na ekranie nie zobaczymy niczego, co nie jest potrzebne fabule do rozpędzania się dalej. Pod tym względem naprawdę im się udało: nie ma ani minuty nudy, dostajemy samo mięso. Okraszone mniejszą niż zwyczajowo w amerykańskich produkcjach ilością efektów specjalnych, co daje – o dziwo – przyjemnie odświeżający wynik. Przykładowo widowiskowa scena pościgu po dachach Paryża nie pozwala oderwać wzroku, mimo że i kadry, i tło muzyczne, i montaż są mniej dynamiczne, niż chociażby te w serialach policyjnych pokroju CSI i NCIS.

Ciekawi tez sama tematyka. Film wszedł na ekrany w lutym 2016 (u nas w ostatni weekend), kilka miesięcy po zamachach w Paryżu. Jego produkcję zakończono znacznie wcześniej i zapewne ze względu na ciąg tragicznych wydarzeń (ataki w listopadzie, nieudany zamach w pociągu w sierpniu, Lyon w czerwcu, atak na „Charlie Hebdo” w lutym) przesuwano premierę. Bo nie tylko sama bomba w centrum Paryża w filmie występuje – są też motywy związane z imigrantami, protestami ludności, muzułmanami czy niekompetencją władz i niedofinansowaniem służb. To ciekawy, chociaż bardzo pobieżnie potraktowany aspekt Dnia Bastylii.

Jest tu jednak także trochę fabularnych skrótów i niedomówień, które drażnią – momentami całość wydaje się po prostu płaska i nielogiczna. Szczególnie dziwi moment, w którym Briar w pojedynkę jest w stanie wystrzelać lub unieszkodliwić cały oddział specjalny policji. Trochę niewiarygodne, prawda? Co jakiś czas wpadamy na podobną minę.

Na szczęście można to wybaczyć. Dzień Bastylii jest rozrywkowy, podszyty lekkim humorem, Elba i Madden spisują się bardzo dobrze w swoich rolach – ponurego osiłka i uroczego  złodziejaszka – a akcji jest w bród. Jeśli nie szukacie ambitnego filmu z drugim dnem, epickimi kreacjami aktorskimi czy oscarowymi efektami – tu traficie w dziesiątkę. 

Korekta: Joanna Biernacik



blog comments powered by Disqus