"Batman v Superman: Świt sprawiedliwości" - recenzja wydania DVD filmu

Autor: Adrian Warwas
Korekta: Aleksandra Wierzbińska
7 listopada 2016

Fałszywy Bóg? Pełne nadzieje

Rok 2016 upłynął pod znakiem pojedynków filmowych w kinematografii. I nie tylko za sprawą Iron Mana i Kapitana Ameryki (w motywie Civil War, który ostatecznie pojawił się w Polsce z podtytułem Wojna bohaterów) czy spotkania kultowych postaci japońskiej grozy (Sadako vs. Kayako). Jednak bez wątpienia to ekranowa rywalizacja między Człowiekiem z Kryptonu a Ziemianinem w stroju Człowieka-Nietoperza elektryzowała niejednego geeka czy laika

Kiedy na zeszłorocznym Comic-Conie oficjalnie poinformowano, że zostaną zaprezentowane wstępne wyniki prac nad kontynuacją Człowieka ze stali, cieszyłem się jak małe dziecko. Przyznam, że film z 2013 roku przypadł mi do gustu, chociaż historia niekoniecznie mogła porwać speców od genezy Supermana. Tak jak zapewne wielu z was, czekałem na zwiastun filmu Man of Steel 2 i otrzymałem… Batman v Superman (pierwotny tytuł). Oczekiwania tym bardziej wzrosły, a serce zabiło mocniej – w końcu dwóch legendarnych superbohaterów spotka się naprzeciw siebie w jednym filmie! To musiało się w końcu stać. Czy Zackowi Snyderowi udało się ożywić legendarnych herosów na ekranie?

Z jednej strony mamy patetyczny blockbuster z niby świeżą historią, naszpikowaną dużą ilością CGI. Z drugiej zaś – zupełne odcięcie się od trylogii Christophera Nolana i zaserwowanie widzom czegoś innego, mrocznego, ale przecież nie aż tak nowego, jak w poprzednich filmach o Batmanie. Twórcy mieli nie lada wyzwanie – skraść serca fanów oraz – w pewnym sensie – stać się konkurencją dla dotychczasowych filmów „superbohaterskich” z kuźni Marvela.

Udało się na pewno dzięki angażowi Bena Afflecka do roli Bruce'a Wayne'a – zmęczonego, chociaż wciąż stojącego na straży sprawiedliwości w Gotham. Jest świadomy, że nie zatrzyma czasu i nie ma tyle sił, co kiedyś. Mimo wszystko jest tym mrocznym obrońcą, który walczy z przestępczością w każdy możliwy sposób. Pojawienie się aktorki pod postacią Wonder Woman jest chyba najwyraźniejszym oczkiem, puszczonym w stronę fanów. Przypomnę, że angaż Gadot do roli Diane Prince nie spotkał się z pozytywnym odbiorem na portalach społecznościowych. Zapewne po premierze każdy odszczekiwał wcześniejsze słowa. W pewnym sensie cierpi za to postać Supermana. Wygląda to tak, jakby Henry Cavill otrzymał bardzo ograniczony materiał na rolę, bądź jego sceny stały się ofiarami montażowych cięć. Jest nijaki i momentami można odnieść wrażenie, że aktor pomylił plany zdjęciowe.

Wydanie DVD bez wątpienia zachwyci minimalistów. Na dzień dobry wita nas okładka, prezentująca znany plakat z bohaterami stojącymi naprzeciw siebie, a tło prezentuje stopione ze sobą loga Supermana i Batmana (świetnie potem sparodiowane przez jednego z fanów w ramach promocji horroru Sadako vs. Kayako). Tuż po otwarciu pudełka i włożeniu płyty do czytnika DVD, otrzymujemy całkiem pokaźne i ładnie skrojone menu główne. Co prawda nie jestem zwolennikiem oglądania filmów czy seriali z polskim lektorem, ale brak takowej opcji uszczupla nieco wydaniu. Jest za to pełny dubbing, chociaż przyznam się bez bicia – nie sprawdziłem, jak brzmi Jacek Rozenek w roli Bruce'a Wayne'a. Zdecydowałem się na obejrzenie filmu z polskimi napisami.

Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości na pewno pozostanie w mojej kolekcji DVD, chociaż półki uginają się już pod ciężarem wszystkich pudełek i płyt. Liczyłem na ten film i raczej się nie zawiodłem. Miejmy nadzieję, że Warner Bros przemyśli jeszcze strategię. A tym, którzy wciąż nie widzieli filmu bądź mają duży niedosyt po kwietniowym seansie, radzę zaopatrzyć się w wydanie DVD. Ewentualnie w wydanie Blu-ray z dodatkowym, trzydziestominutowym materiałem, niewykorzystanym w kinowej wersji. 



blog comments powered by Disqus