Trudne początki - recenzja filmu "Batman: Rok pierwszy"

Było pewne, że przemysł filmowy w końcu upomni się o kultową powieść graficzną ze świata Batmana. Chodzi o Rok pierwszy autorstwa błyskotliwego scenarzysty Franka Millera oraz Davida Mazzucchelliego (odpowiedzialnego za stronę graficzną), bodaj najbardziej wiarygodną historię z Mrocznym Rycerzem. Choć wspomniana pozycja nie doczekała się ekranizacji filmowej (a trzeba zaznaczyć, iż przymiarki do tego miał Darren Aronofsky – reżyser głośnego Requiem dla snu) to na fali popularności trylogii Nolana, Warner Bros. postanowiło wydać animowaną wersję oryginalnej opowieści twórcy 300. Jak blisko tej bajce do komiksowego pierwowzoru?

Rok pierwszy, niczym pierwsza część trylogii Christophera Nolana opowiada o złożonym procesie powstawania Batmana i skomplikowanym życiu Wayne’a. W przeciwieństwie do Batmana – Początek, równie znaczącą (a może nawet główną) rolę w komiksie Franka Millera, odgrywa komisarz James "Jim" Gordon. Jim przy akompaniamencie upiornego alter ego Bruce’a Wayne’a będzie zmuszony stoczyć wycieńczający i śmiertelny bój z wrogiem, o wiele straszniejszym, niźli jakikolwiek z psychopatycznych szaleńców w cudacznym stroju, występujących na kartach komiksów ze sztandarowym herosem ze stajni DC. Niebezpieczeństwem tym okazują się, ci którzy w teorii powinni strzec prawa, porządku i ogólnego ładu. Policjanci zaprezentowani w powieści graficznej Millera to skorumpowane męty, ślepe na ludzkie krzywdy i niesprawiedliwość szuje, którymi przewodzi opasły komisarz Loeb. Prawy Gordon musi nie tylko poradzić sobie z wrogo nastawionymi współpracownikami, ale również z pożądaniem seksownej partnerki.

Równie pasjonująco wypada historia Bruce’a Wayne’a i jego powolne stawanie się Batmanem. Historia napisana przez twórcę Sin City, a co za tym idzie animacja, ukazują złożoną pracę multimiliardera nad zbudowaniem swego nocnego wizerunku oraz jego pierwsze niepowodzenia. Oba wątki toczą się równocześnie, w przeciągu tytułowego roku, dzięki czemu dostajemy dwóch równorzędnych bohaterów. Historia nie traci na wartości, z powodu uczynienia przeciwnikiem Batmana i Jima antybohatera zbiorowego (przekupnych gliniarzy), którym wtórują gangsterzy, a nie (jak to jest w zwyczaju) szalonego indywiduum uparcie dążącego do zniszczenia Człowieka Nietoperza. Bardzo dobrze zaprezentowano przemykającą na drugim planie Kobietę Kot, która także "naradza się" w tej opowieści.

Ilustracje pojawiające się w arcydziele Franka Millera są surowe, a postaci tegoż dramatu autentyczne; animacja natomiast jest nazbyt "wygłaskana". W przypadku tej wciągającej powieści graficznej, iście mangowa kreska jest zwyczajnym nieporozumieniem. Wystarczy tylko porównać niepokojący wizerunek nietoperzy stworzonych przez Davida Mazzucchelliego, z tymi, które pojawiają się w animacji. Tym drugim brak drapieżności, krwiożerczości oraz demonicznej natury, czyli cech jakże ważnych w budowaniu wizerunku klasycznego Batmana. Plusem są natomiast dopieszczone i bardzo plastyczne sceny walki, które doskonale współgrają z treścią historii. Osobiście wolałbym niepokojące grafiki znane z kultowego serialu animowanego z lat dziewięćdziesiątych poprzedniego stulecia. Rok pierwszy w takiej formie byłby o wiele atrakcyjniejszy.

Ciężko powiedzieć coś znaczącego o aktorze podkładającym głos Mrocznemu Rycerzowi. Jestem wielkim miłośnikiem kunsztu aktorskiego Kevina Conroya, który wcielił się w rolę Batmana, zarówno we wspomnianym serialu animowanym oraz najnowszych grach komputerowych. Z całą pewnością słowa uznania należą się Bryanowi Cranstonowi (fenomenalny Walter H. White z serialu dramatycznego Breaking Bad), który podkłada głos zmęczonemu Gordonowi. Pan Cranston w mistrzowski sposób operuje głosem, przez co przykładny policjant zyskuje dodatkowy pierwiastek przygnębienia, frustracji, a zarazem rezygnacji. Gorzej wypada muzyka pojawiająca się w animacji, która jest bezbarwna i zostaje zapomniana bardzo szybko.

Na osłodę dostajemy, krótkometrażową nowelę z seksowną jak nigdy Kobietą Kot. Ostateczną ocenę podnosi wierne trzymanie się oryginału – niektóre kadry, niczym w Sin City zostały przeniesione kalka w kalkę. Całość natomiast jest zdecydowanie za krótka, niektóre sceny można by było nieco rozłożyć w czasie.

Chwała firmie Galapagos za szybkie wydawanie kolejnych płyt DVD z coraz to nowszymi i ciekawszymi animacjami z Batmanem. Rok pierwszy to pozycja obowiązkowa dla wszystkich entuzjastów Mrocznego Rycerza, których z roku na rok lawinowo przybywa.

Animowana wersja jednego z najlepszych komiksów o Człowieku Nietoperzu, w sam raz dla widzów, którzy nie przepadają za czytaniem opowieści graficznych, a cenią sobie filmowe (zwłaszcza Nolanowe) wizje Batmana.

Ocena: 7/10


blog comments powered by Disqus