Recenzja wydania DVD 5 sezonu "Teorii Wielkiego Podrywu"

Autor: Hagath
Korekta: Magdalena "Tattwa" Stępień
14 czerwca 2013

Teoria Wielkiego Podrywu to serial komediowy, który wciąż się rozwija i gromadzi przed telewizorami coraz większą ilość widzów. Piąty sezon serii należy uznać za jeden z lepszych - w życiu bohaterów dzieje się naprawdę sporo, a grupa najzabawniejszych kujonów Ameryki już na stałe powiększyła się o ciekawe i równie zabawne postacie kobiece. Czy polskie wydanie DVD prezentuje się równie dobrze jak sam serial?

Piąta odsłona serii rozpoczyna się w ciekawym dla jej bohaterów punkcie. Przed każdym z czwórki fizyków stają nowe, miłosne wyzwania. Leonard usilnie stara się utrzymać związek na odległość z siostrą Raja. Pozornie pozbawiony uczuć Sheldon powoli dostrzega, że Amy staje się dla nieco coraz ważniejsza i może czas przestać nazywać ją „przyjaciółką, która nie jest jego dziewczyną”. Na dodatek, podczas gdy Howard szykuje się do ślubu ze swoją ukochaną Bernadette, Raj stwierdza, że może trzeba dać szansę tradycyjnemu, aranżowanemu, indyjskiemu małżeństwu. Przed bohaterami wiele interesujących przeżyć, a przed widzami - naprawdę ogromna dawka humoru na trzech płytach DVD.

Ogólnie polskie wydanie DVD prezentuje całkiem niezły poziom, ale posiada kilka wad, które od razu rzucają się w oczy. Pierwsza kwestia to napisy. Otóż, jak fani serialu zapewne dobrze wiedzą, nazwiska aktorów i twórców serialu nie pojawiają się w muzycznej czołówce, ale są wyświetlane już w trakcie odcinka. Okazuje się, że nazwiska te są tak ważne, że nie mogą się na nich znaleźć żadne napisy. Niestety, nikt nie wpadł na to, że tłumaczenie kwestii poszczególnych bohaterów można po prostu przesunąć odrobinę w bok, by widzowi wygodnie się je czytało, a jednocześnie, żeby obsada nie zniknęła pod kolejnymi dialogami. Stąd też należy się przygotować na to, że na początku każdego odcinka napisy dosłownie skaczą po całym ekranie, raz będąc wyświetlane na dole, a innym razem na górze, zasłaniając przy tym twarze bohaterów. Wydawałoby się, że twarze aktorów są ważniejsze od nazwisk, ale widać można się w tej sprawie mylić… Warto przy tym dodać, że napisy to jedyna polska wersja językowa, brak tu lektora, co może zawieść pewną grupę odbiorców.

Kolejnym minusem jest samo tłumaczenie - szczególnie w początkowych odcinkach bywa ono chwilami strasznie niefortunne. Można mieć wrażenie, że tłumacz tak bardzo skupił się na dokładnym przełożeniu zagadnień naukowych, iż zapomniał o języku potocznym – te wypowiedzi są czasami dramatycznie skrócone, na czym bardzo tracą niektóre żarty (po prostu nie da się ich wychwycić nie znając angielskiego i nie słuchając uważnie rozmów bohaterów). I tak, podczas gdy będzie wiadomo, że Sheldon boi się konkretnie modrosójki błękitnej, nie dostaniemy informacji, że w laboratorium Amy małpa poślizgnęła się na bananie i złamała kark – tłumacz poinformuje nas tylko, że małpa się poślizgnęła, przez co widz nie znający dobrze angielskiego nie zrozumie, czemu to było „zarówno tragiczne, jak i przezabawne”, co potem mówi bohaterka. Przykładów drastycznego skracania wypowiedzi można odnaleźć więcej: „I wish I could tell 13 year old me: it does get better!” zostało przetłumaczone na „Szkoda, że tak późno”. Czasem nawet poszczególne słowa są źle przełożone (np. z „druhny” zrobiono „oblubienicę”). Ponadto u tłumacza można zauważyć nieznajomość filmów, z których motywy są wykorzystywane w serialu. I nie chodzi tu o jakieś pojedyncze żarty, tylko o serię Star Trek – tak ważną dla głównych bohaterów oraz zapewne dla wielu osób, które kochają Teorię Wielkiego Podrywu. Naprawdę wystarczyłoby parę minut na Wikipedii, żeby bez oglądania filmów o Kirku i Spocku wiedzieć, co jest ważne oraz nie psuć poszczególnych nawiązań. Najlepszym przykładem jest odcinek, w którym Sheldonowi śni się, że rozmawia ze swoją figurką Spocka. Takie słowa jak „logika” czy „logiczny” są niezwykle ważne dla startrekowej postaci (w sumie dla samego, ekscentrycznego Sheldona również), więc nie należy ich pomijać w tłumaczeniu danej wypowiedzi, ponieważ to psuje cały humor sytuacyjny. Tego typu „kwiatków” można niestety wyliczać dużo więcej.

Kupując piąty sezon serialu na DVD, trzeba być gotowym na to, że dodatki są w oryginalnej, angielskiej wersji językowej (może to i lepiej, patrząc na średnią jakość tłumaczenia…). Jest to jednak dosyć powszechne w polskich wydaniach seriali. Na szczęście bunusowe materiały nie zawierają zbyt skomplikowanych wypowiedzi, więc już osoba ze średnią znajomością języka angielskiego powinna zrozumieć zdecydowaną większość.

Same dodatki prezentują się niezwykle dobrze. Są przemyślane, ciekawie zmontowane oraz często równie zabawne jak sam serial. Można je znaleźć na drugiej oraz trzeciej płycie, po dwa na każdej. Pierwszy z nich pokazuje, jak obsada i producenci świętują setny odcinek serialu. Drugi ukazuje wspomnienia aktorów z kręcenia piątego sezonu. Można tu wysłuchać wielu wnikliwych uwag i przemyśleń odtwórców poszczególnych ról. Bardzo ciekawym dodatkiem jest ten noszący tytuł Profesorowie Produkcji - dzięki krótkiemu materiałowi filmowemu widz może dokładnie zapoznać się z pracą za kulisami serialu. Fanów na pewno zainteresuje, skąd zaczerpnięto poszczególne elementy wystroju mieszkań głównych bohaterów lub jak powstawały niektóre dekoracje czy całe plany. Ostatnim, ale przy tym chyba najlepszym dodatkiem, są Gagi z planu. Niektóre wpadki aktorów są naprawdę przezabawne, więc całość bardzo dobrze się ogląda.

Pomijając problemy z tłumaczeniem, polskie wydanie DVD Teorii Wielkiego Podrywu zapewni każdemu widzowi osiem godzin bardzo dobrej zabawy i dużo śmiechu. Grupa przyjaciół z Pasadeny poprawi humor każdemu, a w szczególności tym, którzy na co dzień mają podobne do bohaterów zainteresowania czy hobby, ponieważ serial doskonale parodiuje zachowania fanów komiksów, s.f. i fantasy, a przy tym w dowcipny sposób pokazuje, że każdy może znaleźć swoją drugą połówkę, niezależnie od tego, jak bardzo będzie zakręcony.



blog comments powered by Disqus