"Blair Witch" - recenzja filmu

Niektóre tajemnice powinny zostać nimi na wieki

Wiedźma z Blair powraca – niestety. Chyba nikt specjalnie się tego nie spodziewał ani nie oczekiwał, że ten wielki klasyk horroru doczeka się kontynuacji. Niemniej jednak trzydziestotrzyletni Adam Wingard znany z V/H/S (2012) czy też Następny jesteś Ty ( 2011) postanowił po siedemnastu latach wrócić do historii z Blair Witch Project (1999), którą wyreżyserowali Daniel Myrick i Eduardo Sanchez. Nakręcenie z ręki historii, która wygląda jak amatorski dokument oparty na faktycznych wydarzeniach stanowiło w latach 90 prawdziwy przełom w gatunku...

Gdy przyjrzymy się fabularnemu aspektowi wersji z 2016 roku jest to jednocześnie kontynuacja i remake oryginalnego Blair Witch Project. Tym razem głównym bohaterem jest James –brat Heather, zaginionej kilka lat temu młodej studentki, która wybrała się z dwójką przyjaciół do lasu w Burkittsville w stanie Maryland, by nakręcić dokument o wiedźmie z Blair. Ich ciał nigdy nie odnaleziono. W związku z pojawieniem się nowej poszlaki dotyczącej losów siostry, James zbiera ekipę przyjaciół i zaopatrzeni w najnowszej technologii sprzęt wybierają się razem do lasu na poszukiwanie odpowiedzi. Już w tym momencie dostrzegamy, że wersja Wingarda jest bardzo uwspółcześniona. 

Idąc dalej tropem naszych bohaterów, docieramy w końcu do owianego złą sławą lasu, w którym postanawiają oni rozbić obóz na noc. Cała wyprawa ma ich doprowadzić do tajemniczego domu, którego nigdy nie udało się odnaleźć, a w którym według Jamesa mogą być ślady Heather. Gdy tylko zapada zmrok, zaczyna się seria niewyjaśnionych zdarzeń i dźwięków – ukazana w aż zbyt oczywisty sposób. Akcja trwa dalej, a zwykłym jump scare’om nie ma końca. Cała magia, którą udało się uchwycić twórcom oryginału została zupełnie zapomniana i pominięta przez Wingarda

Największym sukcesem Blair Witch Project z 1999 było to, że postawiono tu na zwyczajność fabuły i prostą formę. Las był po prostu lasem a nie przestrzenią z horroru, zaś bohaterowie nie byli wykreowanymi postaciami, tylko zwyczajnymi dzieciakami. Miało się wrażenie, że obcujemy z realnymi wydarzeniami rozgrywającymi się tu i teraz na ekranie, prawdziwymi emocjami, a cała sytuacja miała bardziej wymiar psychiczny i paranoiczny. Tymczasem Wingard postanowił zapomnieć o tym wszystkim i jako mistrz pastiszu postawić na mnóstwo efekciarskich sztuczek, które prezentowane są w takim natężeniu, że nic nie wybrzmiewa. Owszem, film pod względem technicznym wygląda świetnie i spełnia wszystkie cechy dobrego remake’u, ale jednak czegoś tu brakuje. Niestety nawet gra aktorska jest po prostu odgrywaniem scen, a nie wczuwaniem się w postać. 

Z przykrością trzeba stwierdzić, że Adam Wingrad porwał się trochę z motyką na słońce, uważając, że jest w stanie zrobić film o wiedźmie z Blair lepiej. Technicznie może tak, ale klimatycznie, absolutnie nie. Prawdziwy sukces horroru jest wtedy, gdy bardziej boimy się tego, co może zrodzić się nam w głowie, w naszej psychice i podświadomości, niż tego, co realnie ukazuje się przed nami. Sukcesem oryginału było też to, że nic do końca nie zostało nam wyjaśnione. Natomiast w Blair Witch wiemy dosłownie wszystko, co ostatecznie zabija całą atmosferę tajemniczych paranormalnych wydarzeń, które ukazane wprost już tak bardzo nie przerażają.

Korekta: Damian Lesicki

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus