Splat!FilmFest: "Blood Punch" - recenzja filmu

Krwawy (i nudny) Dzień Świstaka

Środowy wieczór w Centrum Kultury w Lublinie podsumował pokaz filmu Blood Punch. Był to zarazem jedyny spośród prezentowanych na tegorocznej edycji Splat!FilmFest Horror Festiwal film wyprodukowany w 2014 roku. Wyobraźcie sobie, że uciekacie z ośrodka odwykowego do domku myśliwskiego, by przygotować potrzebną ilość meta-amfetaminy na sprzedaż wraz ze wspólnikami, a potem… Budzicie się tego samego dnia i ciągle powtarza się to samo.

Milton (w tej roli Milo Cawthorne) był zdolnym studentem chemii na jednej z najlepszych uczelni. Jednak na ostatnim roku nauki zostaje nakryty na hodowli niewielkiej plantacji. Tuż po wydaleniu ze szkoły, trafia do ośrodka odwykowego dla narkomanów. Tam poznaje tajemniczą i atrakcyjną Skyler (Olivia Tennet). To ona staje się początkiem kłopotów bohatera, ale i zarazem jego wyzwolicielką. Dziewczyna proponuje mu układ, w którym udadzą się do pobliskiej chaty myśliwskiej, gdzie jej facet, Russell (Ari Boyland), czeka z gotowymi składnikami do produkcji narkotyków. Mają tylko jeden dzień, by wszystko przygotować i poinformować kupca. Wraz z nastaniem wtorku, dochodzi do incydentu - Milton przez przypadek zabija Russella, a jego zwłoki zakopuje niedaleko domku. To tylko początek kłopotów, jakie zauważa bohater. Gdy jednak budzi się kolejnego dnia, okazuje się, że wspólnikowi nic się nie stało, a dzień zaczyna się tak samo. Wciąż mamy wtorek… 

Przyznam, że oczekiwałem na świetną czarną komedię – jak napisali w katalogach organizatorzy Splat!FilmFest Horror Festiwal: Błyskotliwa, czarna komedia, która zabiera nas w sam środek piekła, chaosu, amfetaminy i przemocy.... Produkcja w reżyserii Madellaine Paxon można jednak uznać za zwykłą wydmuszkę. Ładnie skrojony obraz, z krótką historią, ale z dziurami fabularnymi i wieloma niedopowiedzeniami. Oczywiście, jest krwawo – tu należą się pochwały za pomysłowość w uśmiercaniu Russella (i zarazem chapeau bas dla Ariego Boylanda za diaboliczną kreację narwanego wspólnika). Jednak Blood Punch wydaje się być nudnym obrazem i nic nie jest w stanie tego zmienić. Tak, jakby twórcy mieli jakiś zarys, ale nie do końca go dopracowali. Podobnie, jak w przypadku bohaterów, z którymi nie potrafimy się utożsamić, a co dopiero kibicować im w wyjściu z tej przeklętej pułapki. Początkowo nas wciąga, ale z czasem zatracamy się w tym niepotrzebnym chaosie.

Miał być krwawy Dzień Świstaka. Wyszło tak, że po godzinie seansu spoglądając na zegarek, stwierdzacie: kiedy to się wreszcie skończy i nastanie środa.

Korekta: osti


blog comments powered by Disqus