Wszystkie wymiary cielesności - recenzja filmu "Body/Ciało"

Albert Camus pisał, że gdy serce jest smutne, ciało powoli umiera. Historia, na której osnuta została fabuła Body/Ciała Małgorzaty Szumowskiej, nie tyle dotyczy śmierci w wymiarze jednostkowym, ile raczej metafizycznym. Szumowska pyta, czy jest coś więcej i czy jesteśmy na to otwarci; jak my, uwięzieni w swoich ciałach, radzimy sobie ze śmiercią najbliższych.

Terapeutka i spirytystka Anna (wspaniała kreacja ledwie rozpoznawalnej Mai Ostaszewskiej) straciła syna, ale nadal utrzymuje z nim kontakt, czerpiąc z tego energię i chęć do życia. Czy faktycznie jest medium, czy może ból po stracie dziecka pomieszał jej zmysły? Może kobieta najzwyczajniej w świecie wyparła tragedię ze świadomości i wymyśliła sobie zastępczą historię o relacji z duchami, aby móc dalej żyć? Oto ciało odrzucone na rzecz tego, co niematerialne.

Starzejący się, cyniczny prokurator Janusz (fenomenalny Janusz Gajos) nigdy nie przepracował żałoby po śmierci żony. Lata wódki pitej „do lustra” znieczuliły go tak skutecznie, że najgorsze tragedie przyjmuje z kompletną obojętnością. Nie dba o siebie, je byle co, ubiera się byle jak, bo i nie ma dla kogo się starać. Zamknięty w sobie, wyobcowany, ucieka w pracę i nałóg. Nie stać go na ciepłe słowo ani wobec córki, wyraźnie zmagającej się z wewnętrznymi demonami, ani wobec młodszego kolegi, który nie potrafi zrozumieć potworności zbrodni, będącej nieodłączną częścią ich zawodu. Oto ciało zapomniane.

Trójkąt uzupełnia Olga – córka Janusza (świetna Justyna Suwała, amatorka znaleziona na Facebooku). Nastolatka jest weganką, boleje nad cierpieniem zwierząt trzymanych w tragicznych warunkach, ale własne ciało krzywdzi. Choruje na zaburzenia odżywiania, przepracowując żałobę po matce obsesją kontroli nad swoją fizycznością. Oto ciało wyniszczone.

Szerokie kadry operatora Michała Englerta pozwalają widzowi obserwować bohaterów podczas codziennych sytuacji, często skupiając się na drobnych gestach, mimice twarzy, ruchach ciała. Prokurator myje nogi, Olga rozbiera się do ważenia w szpitalu, Anna mechanicznie je kolację przy kuchennym stole. Wszechobecne ciało, które trzeba karmić, pielęgnować, zachować w dobrej formie – lub które można zaniedbać, zniszczyć, „zapuścić”.

To jednak nie koniec. Body/Ciało nie posiada wyraźnej opozycji między światem materialnym i niematerialnym – i to widać już w otwierającej film scenie z wisielcem. Wymiar cielesny i duchowy nieustannie się na siebie nakładają. Podobnie jak różne porządki: „zmartwychwstanie” pijaka ma miejsce u progu Wielkiego Tygodnia, awaria kanalizacji na cmentarzu i „trumna, co w wodzie stoi” w zestawieniu ze Śmigusem-Dyngusem, terapeutyczny taniec w szpitalu i frywolne podrygi niemal nagiej, prawie 70-letniej Ewy Dałkowskiej do Śmierci w bikini Republiki.

Szumowska stwierdziła, że Body/Ciało chciała nakręcić trochę w stylu Dekalogu, ale bez typowego dla kieślowszczyzny patosu, z dystansem, ironią i humorem. Udało jej się to, a widz otrzymuje świetne kino podlane solidną porcją sosu a’la „Polska w pigułce”. Wymowna jest scena, w której Olga i Janusz w milczeniu oglądają telewizyjną ankietę na temat antysemityzmu Polaków. Uliczne obyczaje dyngusowe to dwóch wyrostków bezlitośnie oblewających wodą staruszkę. Z pozoru sympatyczny ordynator państwowej kliniki cynicznie wykorzystuje stanowisko do robienia interesów w prywatnej klinice, a aborcja jest tematem trudnym i drażliwym. Co ciekawe, dwie historie wykorzystane w filmie pochodzą z prawdziwych akt prokuratorskich. To historia pijaczka-samobójcy, który wrócił z zaświatów i noworodka w toalecie na dworcu - obie zrelacjonowane reżyserce przez prokurator Monikę Całkiewicz. Wbrew opiniom, druga z historii nie była więc inspirowana sprawą Madzi z Sosnowca, choć bez wątpienia wśród widzów pojawią się takie skojarzenia.

W jednym z wywiadów Szumowska powiedziała, że czuje przy sobie zmarłych rodziców, że doświadcza tego poprzez swoją pasję filmową i obraną drogę zawodową. Body/Ciało jest ważnym etapem na tej drodze. Film otrzymał Srebrnego Niedźwiedzia na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie – Berlinale w kategorii „Najlepsza reżyseria”, a podczas wręczania nagrody reżyserka usłyszała, że jej film zawiera „głęboką psychologiczną prawdę” i jest próbą zmierzenia się z ludźmi i światem. Jakakolwiek by ta prawda nie była, jest to kino, nad którym warto się chwilę zatrzymać. 


blog comments powered by Disqus