Recenzja filmu "Bogowie"

Jak się okazuje Polak nie tylko potrafi dokonać udanej transplantacji serca, ale także zrobić udany film (w co wielu już zaczęło wątpić). Sama dość sceptycznie podchodzę do wszelkich ,,achów’’ i ,,ochów’’ w stosunku do polskich produkcji, gdy takowe się pojawiają. Zapotrzebowanie na dobry film polski jest tak duże, że gdy pojawia się coś przyzwoitego wszyscy zaczynają się nad nim na wyrost rozpływać. Tym razem jest jednak inaczej. Jestem pozytywnie zaskoczona, polskim filmem i chwała za to Łukaszowi Palkowskiemu - reżyseria, Krzysztofowi Rakowi - scenarzyście, wspaniałemu Tomaszowi Kotowi, a przede wszystkim Zbigniewowi Relidze, że pojawił się, by rozświetlić naszą trochę zaciemnioną polską rzeczywistość. Bogowie to nie tylko opowieść o niezwykłym człowieku, który zburzył mury, aby osiągnąć dla wielu niemożliwe, ale także bardzo trafna charakterystyka polskiego społeczeństwa, które jak  określa  jeden z bohaterów: ,,nawet porażki zazdrości’’.

Bogowie to film o niezwykłej pasji, poświęceniu, niezłomnym dążeniu do celu i pokonywaniu przeciwności losu. Religa przedstawiony został w obrazie Palkowskiego jako guru, za którym podąża garstka oddanych lekarzy, a całe społeczeństwo podrzuca mu ciągle kłody pod nogi.  Do osiągnięcia sukcesu potrzebne są podobno trzy cechy: ekscentryczność, nieustępliwość, żywotność. Zbigniew Religa wszystkie z nich posiadał. Produkcja Palkowskiego to piękny, uniwersalny film opowiadający nam o bezwzględnym poświęceniu. To również obraz o tym jak człowiek poświęca wszystko: własne życie osobiste, własne potrzeby, ale także własną godność(wielokrotnie trzeba się upokorzyć), by zbliżyć się do celu. Ten człowiek chodzi od drzwi do drzwi, gdy mu je zatrzaskują – otwiera kolejne. To film o człowieku, który zasypia na połówce kanapy, wypala paczkę papierosów dziennie, jeździ jak szalony, klnie jak szewc, zwalnia ludzi z miejsca, by po pięciu minutach przyjąć ich  z powrotem,  wypija kawę z dwóch łyżeczek wody – zasypując je kawą. Piękna jest scena, w której w zbliżeniuobserwujemy jak Religa kroi skalpelem wątrobę, którą zamierza sobie następnie usmażyć i zjeść. Zabieg ten uświadamia widzom jak zlewa się jego własne życie, z tym co robi w życiu zawodowym. Ktoś powie: - po co to wszystko? Polacy lubią to pytanie. Wystarczy obejrzeć Bogów, żeby się o tym przekonać. Obraz Palkowskiego jest również wspaniałym hołdem dla pracy lekarzy, dla których także noc jest dniem pracy.

Przywykłam do tego, że po polskim filmie z kina wychodzę jeszcze bardziej sfrustrowana i przygnębiona. Nie tym razem! Po raz pierwszy wyszłam z polskiego filmu naładowana pozytywną energią i motywacją do życia. Aż trudno uwierzyć, że scenariusz Bogów powstał w Polsce. To także film obfitujący we wzruszenia. Czasem z trudem przyjdzie nam powstrzymanie łez, ale także i wybuchów śmiechu. Błyskotliwe dialogi oparte są na zasadzie paradoksów z życia codziennego. Twórcy produkcji nie ulegają pokusie upolitycznienia swojego filmu, a także w umiejętny sposób rozdzielają obiektywizm naukowy od nauki Kościoła. Bogowie są również ważnym głosem w dyskusji na temat transplantologii, który na pewno może przyczynić się do zmiany sposobu myślenia w tej ważnej kwestii.

Film posiada bardzo dynamiczny montaż, między innymi dzięki ujęciom w formie zbliżeń, także prowadzonym z ręki. Znakomity jest najazd kamery w pierwszej scenie, gdy widzimy niespokojnie tupiącego Religę, idącego przez długi korytarz szpitala. Kamera energicznie podąża za bohaterem – co powoduje, że zostajemy wprowadzeni w jego świat i przeżywamy z nim jego wzloty i upadki. Napięcie od pierwszych chwil stopniowo rośnie, nie tracąc swojego impetu, aż do końca seansu. W filmie zaskakuje również dobór muzyki, co do którego mam mieszane uczucia.

Bogowie Łukasza Palkowskiego to znakomity przykład kina środka, którego ciągle u nas brakuje, ambitnego, świetnie zagranego (szczególnie Tomasz Kot zachwyca swoją charyzmą i autentycznością) oraz  sprawnie zrealizowanego. Gorąco polecam. Naprawdę warto!


blog comments powered by Disqus