Prasa o "C.R.A.Z.Y."

plakat filmu Prasa o "C.R.A.Z.Y."

C.R.A.Z.Y. Jean-Marca Vallée jest szalenie rozrywkowym, ambitnym i magicznym filmowym hołdem dla przesiąkniętej popkulturą klasy średniej Montrealu lat 70. To niecodzienna mieszanka intymnego, psychologicznego kina autorskiego i uniwersalnego widowiska dla widza masowego.

Zachary Beaulieu (Marc-André Grondin) przyszedł na świat w Boże Narodzenie 1960 roku - to odpowiednia data narodzin dla kogoś, komu przeznaczone było nietypowe życie. Jego mama, Laurianne (Danielle Prouix) nie ma najmniejszych wątpliwości, że jej syn jest wyjątkowy. Jednak czy zagubionemu nastolatkowi ze słabością do Bruce'a Lee, Johna Lennona i, przede wszystkim, Davida Bowie, uda się przetrwać w towarzystwie czterech twardych braci i zdobyć uczucie kochającego, lecz staromodnego ojca (Michel Côté w swej najbardziej przejmującej roli)?

Główną siłą sprawczą fabuły jest pulsująca ścieżka dźwiękowa. Ojciec jest zauroczony Patsy Cline, ponadto przy wszystkich uroczystościach rodzinnych wykonuje z playbacku piosenki Charlesa Aznavoura. Zac także wyraża się przez muzykę: szaleje za Pink Floyd i Robertem Charleboisem, a za sprawą The Rolling Stones zaczyna wręcz lewitować podczas mszy. Jednak to Bowie i jego "Space Oddity" ostatecznie wyzwala Zaca, towarzysząc jego buntowi i zabierając go w świat marzeń. To właśnie słowa tej piosenki - "Pora opuścić kapsułę, ale czy się odważysz?" - stają się katalizatorem przemiany chłopaka.

Uderzająco piękny wizualnie film Vallée jest pełen ciepła i emocji. Scenografia świetnie oddaje ducha epoki, nie wpadając w pułapkę kiczu. Cała obsada jest znakomita: czarujący, enigmatyczny Grondin zbudował przełomową, gwiazdorską rolę, podobnie jak porywczy, uwodzicielski Pierre-Luc Brillant w roli Roya, motocyklisty-kobieciarza, będącego zarazem najgorszym wrogiem i starszym bratem Zaca. Pełne humoru, słodko-gorzkie C.R.A.Z.Y. jest opowieścią o cudownie zwyczajnej rodzinie, miłości, outsiderach próbujących odnaleźć swoje miejsce w świecie i wyzwaniach, na które napotykają dorastający indywidualiści.

Stacey Donen, Toronto Film Festival

 

Niepokoje, seksualna rewolucja i społeczno-polityczny zamęt lat 70., widziane oczami czwartego syna robotniczej rodziny z Montrealu. Barwna i upajająca odyseja, zarazem zabawna i wzruszająca. (...). Treść filmu sprawia, że nieustannie balansuje on na krawędzi stoczenia się w świat wyświechtanych schematów. Nie dzieje się tak dzięki bezgranicznemu perfekcjonizmowi reżysera - pełna niuansów konstrukcja każdej, choćby najmniejszej roli czy bardzo precyzyjne odwzorowanie przedstawionych epok ratuje C.R.A.Z.Y. od stereotypów i przekształca ten film w barwną, pełną sprzeczności opowieść o życiu, z łatwością czerpiącą z pełnego spektrum ludzkich emocji.

"Screen Daily"

 

C.R.A.Z.Y. to powiew świeżego powietrza na quebeckiej scenie filmowej, która ostatnimi czasy stała się nieznośnie przewidywalna. Pod wieloma względami jest to historia niesamowicie prosta, lecz jednocześnie wzruszająca, ciekawa i całkowicie uniwersalna. To opowieść o chłopcu dorastającym na przedmieściach Montrealu w rodzinie z niższej klasy średniej na przełomie lat 60. i 70. O rodzinnych waśniach, miłości, pożądaniu i kryzysie tożsamości. Innymi słowy - praktycznie o tym wszystkim, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami przedmieść na całym świecie.

Brendan Kelly, "Montreal Gazette"

 

C.R.A.Z.Y. jest zabawne i bardzo twórcze, nie tylko z punktu widzenia fabuły, lecz także biorąc pod uwagę polot i rozmach języka wizualnego. Reżyser wspaniale posługuje się krótkimi sekwencjami sennymi, przepięknie kontrastującymi z naturalistycznym odwzorowaniem codziennego życia rodzinnego i nastoletniej seksualności. C.R.A.Z.Y. to film dobrze zrealizowany i bardzo zabawny, co jest w dużej mierze zasługą świetnie skonstruowanych scen komicznych. Niesamowicie ważną rolę odgrywa w nim także muzyka i jej ikony, a reżyser posługuje się muzyką glam i rockiem progresywnym wczesnych lat 70. z idealnym wyczuciem.

Adrian Wootton, MFF Wenecja 2005


blog comments powered by Disqus