Recenzja filmu "C.R.A.Z.Y."

plakat filmu Recenzja filmu "C.R.A.Z.Y."

Film Jeana-Marca Vallee reklamowano jako komedię obyczajową o pokoleniowych konfliktach lub też zwariowaną opowieść o dojrzewaniu w nietuzinkowej rodzinie. Widz powinien więc spodziewać się ciepłego humoru oraz trafnej obserwacji codziennych zmagań ludzi żyjących pod jednym dachem. Jednak każdy, kto liczy na łatwy film o młodzieńczym buncie, srodze się zawiedzie. Co prawda C.R.A.Z.Y. zawiera wiele schematów rodzinnej komedii, ale przygody głównego bohatera - Zaca Beaulieu - raczej nie są zabawne.

Z drugiej strony pierwsze minuty filmu zapewniają widza, że obejrzy starą, dobrą historię o apodyktycznym ojcu, uległej matce i ich dzieciach, z których każde - zgodnie ze schematyzmem kina gatunków - odgrywa odmienną rolę. Jeden syn jest sportowcem, drugi - rozrabiaką, trzeci - intelektualistą, czwarty, najmłodszy - śmiesznym grubaskiem, a piąty - czarną owcą, źródłem konfliktów, no i oczywiście głównym bohaterem. Problem w tym, że rodzinne kłótnie, wynikające z różnicy temperamentów i pokoleniowych doświadczeń, stanowią tak naprawdę tło dla całkiem innej i ciekawszej opowieści.

C.R.A.Z.Y. to prawdziwie freudowski film o trudnych relacjach z ojcem i poszukiwaniu własnej tożsamości, a zarazem obraz głęboko religijny, choć z drugiej strony ocierający się o bluźnierstwo. Zac urodził się tego samego dnia co Jezus, czyli 25 grudnia. Pobożna matka, utwierdzona przez samozwańczą znachorkę, wmówiła sobie (oraz wszystkim dokoła), że jej syn został obdarzony mocą uzdrawiania ludzi oraz powołany do wielkich czynów. Ta presja, połączona z emocjonalnymi kłopotami, stanowi prawdziwą mieszankę wybuchową, ale jednocześnie pozwala bohaterowi odnaleźć się w życiu. Trzeba przyznać, że połączenie wątków obyczajowych z metafizyką (biografia Zaca stanowi pewnego rodzaju wariację na temat biografii Jezusa) było pomysłem bardzo ryzykownym. Mógł z tego wyjść albo religijny kicz, albo niezrozumiała satyra na dewocję. Na szczęście Zac nie ma ambicji, by zbawić ludzkość. Twardo stąpa po ziemi. Nie wierzy w Boga ani swoją rzekomą moc. Ale dzięki jego cierpieniom, głównie duchowym, rodzina Beaulieu zyska drugie, lepsze życie.

Oglądając film, łatwo dojść do wniosku, że kilka seansów psychoanalizy rozwiązałoby wszystkie problemy Zaca. Mały Zac robi bowiem wszystko, by zadowolić swojego ojca, który mu imponuje i którego pragnie naśladować, ale na przeszkodzie stoją pewne - wydawałoby się - błahe wydarzenia, takie jak rozbity winyl z importu, kłamstwo, niepokojące upodobanie do wózków i damskich strojów, niespotykany wśród chłopców talent do opieki nad niemowlakami. Z biegiem lat nieporozumienia potęgują się. Rośnie też wzajemna nieufność. Ojciec podejrzewa syna o skłonności homoseksualne, syn zaś nie potrafi zrozumieć, kim jest i co zrobić, by nie zawieść swoich bliskich. Pod wpływem konfliktów rodzinie grozi katastrofa, czyli całkowity rozpad związków emocjonalnych.

Dzięki schematom kina gatunków i czytelnym wątkom psychoanalitycznym wyjaśnienie kłopotów Zaca wcale nie jest takie trudne, jak to się na pierwszy rzut oka wydaje. W jaki sposób dorastający chłopak ma wyznaczyć swoją życiową drogę, skoro jego bracia przywłaszczyli wszystkie role? No i jak ma stać się mężczyzną, skoro jest nim autorytarny i doskonały ojciec, typowy samiec nieznoszący sprzeciwu? Aby odnaleźć swoją tożsamość oraz określić seksualność, Zac będzie musiał cofnąć się do dzieciństwa i naprawić to, co onegdaj uległo zniszczeniu. Będzie musiał również uśmiercić ojca. Oczywiście, w sposób symboliczny, burząc jego niewzruszoną męską fasadę. Pojednanie nie obejdzie się jednak bez ofiar.

C.R.A.Z.Y. wbrew pozorom nie jest kolejnym filmem o walce z własną orientacją seksualną w trudnym okresie dojrzewania, o przełamywaniu strachu przed nieznanym i trudach samoakceptacji. Tak jak w wypadku wątków komediowych i obyczajowych zmaganie się Zaca z homoseksualnymi pokusami nie stanowi głównego tematu filmu, lecz tylko ciekawe urozmaicenie relacji z ojcem. Jean-Marc Vallee robi wszystko, by uciec od nudnego schematu "buntownika z wyboru", który po okresie burzy hormonalnej odnajduje upragniony spokój. Jednocześnie unika innej pułapki - iluzorycznego przekonania, że liczy się tylko szczęście, a bycie gejem nie stanowi przeszkody w realizowaniu życiowych marzeń. Tak naprawdę niewiele wiemy o orientacji Zaca, gdyż on sam długo nie potrafi stwierdzić, kto go bardziej pociąga - kobiety czy mężczyźni. Ale nie to jest najważniejsze. Przede wszystkim liczą się jego relacje z ludźmi oraz wewnętrzny konflikt z samym sobą, a nie to z kim się całuje lub idzie do łóżka. Nawet samopoznanie, które przychodzi wraz z wiekiem, nie daje łatwego szczęścia i gotowej recepty na życie. Melancholijnej natury człowieka nie da się wyleczyć.


blog comments powered by Disqus