Recenzja filmu "Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz"

Autor: Hagath

Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz to środkowa część tzw. drugiej fazy Marvela, która ma doprowadzić widzów do Avengers 2. Po raz pierwszy w roli reżyserów studia znaleźli się bracia Russo, tworząc jeden z najlepszych filmów serii, w którym można znaleźć wszystko, co powinno zapewnić produkcji sukces – mieszankę akcji i humoru z dobrą fabułą oraz z niejednym nagłym zwrotem akcji. Czegoś takiego widz mógł się nie spodziewać po tak grzecznym chłopcu, jakim jest Kapitan Ameryka, ale fani na pewno będą mile zaskoczeni.

Cała fabuła kręci się wokół wewnętrznych spraw Tarczy. Pewne brudne sekrety wychodzą na jaw, a na dodatek ktoś chce pozbyć się najważniejszych osób w organizacji. Podczas gdy Tarczę ogarnia chaos, Steve Rogers, znany bardziej jako Kapitan Ameryka, z pomocą zabójczej Czarnej Wdowy oraz żołnierzem Samem Wilsonem próbują rozwiązać intrygę zagrażającą całemu światu.

Największą zaletą produkcji jest wartka akcja z interesującą fabułą – mimo że już od pierwszych minut będziemy podejrzewać, kto zdradził Tarczę, film w kilku miejscach może naprawdę zaskoczyć. Kiedy na jaw wychodzi wspomniana intryga, żadne jej rozwiązanie nie jest do końca pewne. I choć widz wie, że zapewne wszystko skończy się dobrze, to śledzi ukazane na ekranie wydarzenia z zapartym tchem. Co więcej, „trup ściele się gęsto”, gdyż główni bohaterowie mają do czynienia z naprawdę groźnym przeciwnikiem. Filmy Marvela chyba dawno nie widziały tyle śmierci – praktycznie co chwilę ktoś „dostaje kulkę” lub ginie w jakiś inny, nieprzyjemny sposób.

Kolejną mocną stroną sequela Kapitana Ameryki są świetnie rozpisane relacje między bohaterami. Między Stevem Rogersem (Chris Evans) oraz Czarną Wdową (Scarlett Johansson) czuć niezwykłą chemię. Okazuje się, że Natasha Romanoff świetnie sprawdza się w roli najlepszej przyjaciółki, a jednocześnie wciąż zachwyca swoją bezwzględnością i niewątpliwym talentem do zabijania. Świetnie też wypada Sam Wilson aka Falcon (w tej roli Anthony Mackie) – nie ginie wśród charyzmatycznych głównych bohaterów, a dobrze ich uzupełnia i staje się ważnym elementem historii. Trochę tylko brakuje większej roli Agentki 13, granej przez Emily VanCamp – jej wątek jednak zostanie pewnie rozwinięty w następnych filmach.

Po raz pierwszy od dawna Marvel doczekał się kolejnego wyrazistego wroga numer 1. Prawda jest bowiem taka, że fanom może się chwilami zdawać, że Marvel’s Cinematic Universe ma tylko Lokiego, a potem długo by szukać kogoś równie groźnego i przekonującego. Inaczej jest tym razem. Zimowy żołnierz wprowadza sporo zamieszania, ale nie brakuje przy tym dramatycznych, wzruszających chwil. Z jednej strony jest niezwykle groźnym przeciwnikiem, z którym ledwo radzi sobie sama Czarna Wdowa, a z drugiej człowiekiem, który wbrew swojej woli stał się jednym z najlepszych zabójców na świecie. Obok tej postaci nie da się przejść obojętnie.

Uwagę widza przyciągnąć mogą również muzyka i zdjęcia. Są bardzo dopracowane, dzięki czemu twórcy świetnie żonglują uczuciami widza - budują napięcie, podsycają akcję, wzruszają. Film jest tym samym bardzo wyważony. Z jednej strony widać ten luźny, komiksowy klimat, a z drugiej - dobry, polityczny thriller z pewną dozą dramatu. Żadne z tych elementów nie przeważa ponad miarę, dzięki czemu produkcja zapewnia udaną rozrywkę.

Od pewnego czasu widać też tendencję do tego, iż twórcy starają się podkreślać światowy zasięg Tarczy. Coraz częściej w filmach Marvela słyszymy obce języki, a akcja toczy się nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Niemniej wciąż nie wszystko jest dopracowane i np. język niemiecki to dla twórców chyba trudność nie do pokonania - widzowie szybko nie usłyszą poprawnie wypowiadanego „heil”. Jest to o tyle denerwujące, że to swoiste pozdrowienie jest bardzo znane, dzięki chociażby licznym filmom wojennym, a w produkcjach Mavela wciąż pozostaje „zangielszczane”. Może to takie czepianie się na siłę, ale niektórych może razić.

Na koniec warto wspomnieć o pewnych „smaczkach”, którymi produkcja jest wypełniona. Bohaterowie często rozmawiają o sprawach tylko pośrednio związanych z filmem, co sprawia, że kinowe uniwersum Marvela staje się jeszcze bardziej spójne. W Kapitanie Ameryce wspomina się chociażby Tony’ego Starka czy Bruce’a Bannera. Fanów komiksów na pewno zainteresuje fakt, że w filmie pada też nazwisko Stephena Strange’a, co w połączeniu z wypowiedziami producentówpozwala być praktycznie pewnym, że Dr Strange pojawi się w trzeciej fazie Marvela. Tradycyjnie warto też przeczekać całe napisy, by zobaczyć dwie, niezwykle interesujące dodatkowe sceny.

Bracia Russo, tworząc Zimowego żołnierza, stanęli na wysokości zadania, świetnie wyważając wartką akcję z poważnymi wątkami. Również scenariusz stworzony przez Christophera Markusa oraz Stephena McFeely’a jest bardzo solidny. Film prezentuje się zaskakująco dobrze, głównie dzięki wielu dobrze zagranym, wyrazistym bohaterom. Duet Disney/Marvel radzi sobie coraz lepiej, a ich konkurenci Warner Bros./DC Comics muszą zacząć się jeszcze mocniej starać, bo niedługo w kwestii ciekawego filmowego uniwersum mogą po prostu zostać bardzo w tyle.


blog comments powered by Disqus