"Auta" ku pokrzepieniu serc

plakat filmu "Auta" ku pokrzepieniu serc

Do kin na całym świecie wchodzą właśnie Auta, kolejna animowana produkcja, która ma podbić serca dzieci i portfele rodziców. Zapewne cel się uda i tym razem, jednak jeśli jeszcze można, to należy przestrzec przed oglądaniem tej koszmarnej historyjki.

W Autach nie ma ludzi, każdy mieszkaniec Ziemi ma cztery lub więcej kółek, jest kolorowy i słodki. Taka charakterystyka bohaterów narzuca się po obejrzeniu chociażby zwiastuna. Zygzak McQueen to młody rajdowiec, którego marzeniem jest zdobycie, jako pierwszy debiutant, Złotego Tłoku – najbardziej prestiżowej nagrody w wyścigach samochodowych. W decydującym o mistrzostwie wyścigu niespodzianie trzy auta remisują, co sprawia, że decyzją organizatorów wyścig zostanie powtórzony w Kalifornii z udziałem zwycięzców. Zygzak staje się bohaterem, cały kraj ogląda jego dokonania, jednak gdy uwaga wszystkich zwrócona jest na kalifornijską arenę zdarza się nieprzewidziana sytuacja. Młody rajdowiec w środku nocy wypada z ciężarówki, która go przewozi. Trafia do zagubionej wioski Chłodnica, gdzie demoluje doszczętnie jedyną drogę przebiegającą przez osadę – legendarną trasę 66. Zostaje schwytany i skazany. Ma naprawić trasę. Gwiazdorstwem Zygzaka nikt się nie przejmuje – wioska jest odcięta od wielkiego świata, zapomnieli o niej turyści. Początkowo nasz bohater buntuje się przeciwko mieszkańcom, próbuje nawet ucieczki, ale zostaje w mieścinie. Za jego pomocą Chłodnica jeszcze odżyje…

Rewelacyjne w Autach są sceny wyścigów samochodów na początku i na końcu filmu, pozostałe klatki taśmy wypełnia nudnawa, przegadana historyjka o przemianie moralnej bohatera z wątkiem miłosnym w tle, dodatkoo okraszona wielką przyjaźnią i odkrytą tajemnicą. Film rozpoczyna się bardzo dynamicznie, nastawia na szybki odbiór, jednakże już po chwili zwalnia i tak do finałowej sceny. Każdy moment jest przewidywalny, film jest schematyczny i śmiertelnie nudny. Nie porywa nawet polski dubbing, a dialog w wielu momentach jest całkowicie nie zrozumiały dla młodych widzów. Również dla dorosłego problemem może być zrozumienie bohaterów, gdyż głosy podłożono zbyt cicho w stosunku do muzyki. Nużąca fabuła i „amerykańskość” filmu odstraszają.

Wśród plusów można wymienić chyba najlepiej zrealizowaną w historii filmów animowanych grafikę, która chwilami oszałamia – szczególnie we wspomnianych scenach wyścigów. Krople wody rozpryskującej się spod kół samochodu, czy udane ukazanie prędkości pędzącego po torze auta zasługują na najwyższe uznanie. Twórcy animacji stanęli na wysokości zadania – stworzyli nową jakość, która może być jeszcze bardziej realistyczna, i stawiają wysoka poprzeczkę kolejnym realizacjom.

Niestety jest to film nie dla widza europejskiego – Disney postanowił zaprezentować nam papkę amerykańskiej ideologii – najbardziej prymitywną, gdy w jednej ze scen, w odradzającej się Chłodnicy na maszt wciągana zostaje flaga USA – dumnie powiewa na wietrze przez wystarczająco długi czas, żeby każdy widz mógł dokładnie się jej przyjrzeć.

Jeśli wybierasz się ze swoją pociechą do kina, to lepiej poczekać na inny film, na tym ani Ty ani Twoja pociecha nie będziecie się dobrze bawić, bo jaki sens ma godzinne czekanie na jedną ciekawą scenę, jaki sens ma wysłuchiwanie kolejnych opowiadań każdego z mieszkańców Chłodnicy o jej przeszłości. A że mieszkańców jest kilku, to zajmuje im to sporo czasu. Bo Auta to w rzeczywistości film dydaktyczny, którego ukrytym programem jest przypomnienie widzom, że Stany Zjednoczone składają się nie tylko z wielkich miast, ale też zagubionych wiosek, dla których też państwo musi stworzyć możliwości bytowe. Jest to film o problemach społecznych, o tym, że wiara w „amerykański sen” nie powinna umrzeć, a postaci mediów, znane i podziwiane powinny przyjąć na siebie role krzewicieli tegoż jakże amerykańskiego ducha. Tylko co nas to obchodzi?


blog comments powered by Disqus