Bunt w kurniku.

plakat filmu Bunt w kurniku.

Z czym kojarzą się wam druty kolczaste, wieżyczki strażnicze, psy, apele? Jakie to proste, oczywiście, że z kurnikiem. Miejscem, w którym na małej przestrzeni gromadzi się ogromne ilości drobiu, mającego tylko jedno zadanie: znoszenie jajek.

Nie wszystkim kurom odpowiada taki stan, tym bardziej, że brak jaj w tym interesie może doprowadzić do utraty głowy. Ginger to kura z jajami, nie chce spędzić całego życia przesiadując na grzędzie, marzy jej się wolność i mimo wielu nieudanych prób ucieczki z kurnika nie składa broni, starając się przy tym zarazić wizją wolności swe kokoleżanki. A czasu na ucieczkę zaczyna brakować...

Właścicielka kurnika, zirytowana małymi zyskami, postanawia zmienić profil produkcji, wychodząc przy tym z prostego założenia, że skoro jaja nie przynoszą zysku, czas zacząć produkować... placki drobiowe. Jak widać, kury mają nóż na gardle, a ich jedyną nadzieją jest młody kogut, który dosłownie spadł im z nieba.

Uciekające Kurczaki to film niespotykanej urody, zabawny i wzruszający. Znaleźć w nim można cytaty z takich filmów jak Wielka ucieczka (uwięziona w karcerze Ginger odbija o ścianę piłeczkę baseballową) czy serii z Indianą Jonesem (klasyczna scena ucieczki przed toczącą się kulą).

Mimo bajkowej konwencji, trudno dopatrzyć się w nim naiwności, jaką epatują produkcje dla dzieci. Uciekającym kurczakom bliżej jest do Andersena czy braci Grimm niż przesłodzonego Disneya. Śmierć jest tu oczywista i realna, nikt nie puszcza oka do widza, który widząc, że to nie przelewki, solidaryzuje się z banalnymi zdawać by się mogło kurami. Całości dopełniają żywe, dowcipne dialogi i tu należy się pokłon twórcom ich polskiej wersji. Na ogół nie przepadam za rodzimymi dubbingami, ale w przypadku Uciekających kurczaków tworzą one jakość samą w sobie.

Na koniec mała refleksja. Czy ktoś pamięta jeszcze grę Neverhood - wyprodukowaną zresztą przez tę samą firmę, czyli Dreamworks - która zaskakiwała parę lat temu świeżością, specyficznym humorem i inteligentnymi skojarzeniami? To przecież ta sama konwencja, plastyczna i artystyczna, która jak widać nie starzeje się, a wręcz zyskuje na czasie jak dobre wino.


blog comments powered by Disqus