"Cicha noc" - recenzja filmu

Autor: Korni

Polska niczyja

 

Debiutujący w roli reżysera pełnometrażowego obrazu Piotr Domalewski został doceniony przez krytyków, otrzymując łączenie siedem Złotych Lwów na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Serwując w okresie przedświątecznym produkcję ukazującą nasze społeczeństwo i kraj jako towar gorszego sortu, twórca świetnie wpisuje się w dramatyczny ton, jaki w ostatnich latach przyjęło i wydaje się propagować polskie kino.

 

Cicha noc to ani komedia, ani dramat. Trudno tak naprawdę wyczuć, w jakim kierunku ostatecznie powinniśmy się skłonić. Przez półtorej godziny oglądamy „Polaków portret własny”, osadzony na prowincjonalnej, brudnej i szarej wsi. Na łono takiej ojczyzny, z emigracji powraca Adam (Dawid Ogrodnik). Cała familia przyjmuje go z otwartymi ramionami – jedynie matka (Agnieszka Suchora) podejrzliwie patrzy na niespodziewany przyjazd syna. W ciągu jednej, wigilijnej doby oglądamy jak w soczewce skupienie polskich wad: alkoholizm, przemoc domową i cwaniactwo. Kadry wypełnione tymi przywarami przeplatają się ze scenkami typowymi dla bożonarodzeniowej tradycji, jak chociażby oglądanie filmu Kevin sam w domu. Postaci też są nam z grubsza znane: rubaszny wujek, pijący dziadek, przylepiona do ekranu telefonu dziewczyna i lamentująca na to wszystko matka…

 

Ale czy naprawdę właśnie tak wyglądają święta w polskim domu? Przeładowanie produkcji takimi elementami, powoduje, że Cicha noc balansuje na granicy absurdu. Film jest pełen niespójności: z jednej strony mamy robiącego karierę potomka, z drugiej musi on wypożyczać samochód, aby się odpowiednio pokazać. Dostajemy wypełnione biedą wnętrze drewnianej chaty, gdzie choinkę trzeba ukraść sąsiadowi, a zaraz wnuczęta korzystają z Internetu na swoich smartfonach. Bohaterowie są potraktowani stereotypowo, a polska wieś, mimo rodziny, która przecież dorobiła się na pracy poza granicami naszego kraju, stoi ruiną. Nazwanie tego filmu komedią byłoby dramatem, bo mimo śmiechu, który mogą wywołać pijackie bełkoty nad wigilijnym stołem, prawdziwa historia dzieje się gdzieś obok całego zamieszania.

 

 

Niestety, główna postać będąca w centrum tych wydarzeń, czyli wspomniany już Adam, nie jest wiarygodny. Dawid Ogrodnik, który przyzwyczaił publiczność do brawurowych kreacji w takich filmach, jak Chce się żyć czy Ostatnia rodzina, zdaje się ogrywać całą postać dwoma wyuczonymi minami. Jego bohater jest wycofany, bez wyrazu, i nawet w kulminacyjnej fabularnie scenie nie przekonuje. Deską ratunku w obsadzie okazuje się Arkadiusz Jakubik – w ostatnich latach gwarancja jakości w polskiej kinematografii. Jego monolog o bolesnej emigracji wzrusza i stawia w innym świetle ojców, którzy zostawiali swoje rodziny i szukali szczęścia za granicą. Choć nie udało się uniknąć patetyczności, to jest to jedyny moment filmu, który zostaje z widzem na dłużej.

 

Cicha noc przypomina film studyjny i gdyby pójść tym tropem, i do końca osadzić go w niekomercyjnym wydaniu miałby szansę na wybicie się ponad inne dramatyczne historie, którymi pompowane jest ostatnio polskie kino. Naturalne znudzenie, jakie może odczuwać widz powtarzającą się w kółko materią, musi w końcu zaprowadzić rodzimą kinematografię na inne tory. Na razie pozostaje nam docenić jej ciągłą próbę w stworzeniu portretu prawdziwego Polaka, a że nie musimy się wcale z nim zgodzić – to już nasza indywidualna sprawa.

 

 

Korekta: Joanna Biernacik

 

 


blog comments powered by Disqus