Paragrafy Wielkiego Brata

plakat filmu Paragrafy Wielkiego Brata

Czy w świecie przyszłości poruszać się będziemy między miastami tylko po uzyskaniu odpowiedniej przepustki, a państwo w dyskretny, acz stanowczy, sposób będzie kontrolować wszystkie, nawet najbardziej intymne sfery naszego życia? Zaś za złamanie reguł grozić nam będzie w najlepszym razie wymazanie pamięci, a w najgorszym skazanie na banicję? Taką wizję kreuje przed widzami Michael Winterbottom, autor obrazu Kodeks 46. Patrząc na dziejące się wokół wydarzenia, może być, niestety, blisko prawdy. W Europie w imię poprawy bezpieczeństwa po zamachach w Madrycie i Londynie coraz głośniej mówi się o ograniczaniu swobód obywatelskich. Za podobnymi rozwiązaniami optują Amerykanie, cały czas mający w pamięci 11 września.
Ofiarami systemu u Winterbottoma padają jednak nie, niebezpieczni dla świata, terroryści, lecz zwykli ludzie kierujący się w swym postępowaniu miłością do drugiego człowieka. Zarówno tą dosłowną, splatającą ścieżki kobiety i mężczyzny, jak i tą wewnątrzgatunkową, objawiającą się uczuciem solidarności i pomocy w realizacji pragnień. Bohaterami Kodeksu 46 czyni Winterbottom detektywa i poznaną przez niego pracownicę fabryki, podejrzaną o handel przepustkami na czarnym rynku. „Uzbrojony” w wirus empatii śledczy ulega fascynacji niepozorną dziewczyną. Mimo hipnotyzującej atmosfery obrazu, po seansie pozostaje uczucie niedosytu, wynikające być może z tego, iż autor zaledwie dotknął problemów etycznych, skupiając się na historii głównych bohaterów, której momentami brakuje niestety konsekwencji i realizmu. Szukającym w kinie subtelnych form wyrazu Kodeks 46 powinien przypaść do gustu, do kanonu filmów o totalitaryzmie trafić jednak nie ma szans.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus