"Ukryte piękno" – recenzja filmu

Autor: Korni

Filmowa wydmuszka 

Ukryte piękno recenzja Will SmithW okresie świątecznym przyzwyczailiśmy się do moralizatorskich i wzruszających hollywoodzkich produkcji. Lubimy oglądać Central Park zimą i wielkie amerykańskie lodowiska. Ukrytemu pięknu nowojorskiego świątecznego nastroju nie brakuje, ale – niestety! – daleko mu do mądrej, ciepłej historii, do której moglibyśmy wracać w każde święta.

Howard (Will Smith) cierpi po stracie ukochanej córki. Nie jest w stanie normalnie funkcjonować, przez co nie tylko rozpada mu się małżeństwo, ale i traci firmę, którą sam zbudował. Jego wspólnicy – kierujący się głównie pobudkami finansowymi – wymyślają plan, który ma pomóc odzyskać im kontrolę nad lukratywnym biznesem. Wynajmując aktorów teatralnych, aranżują spotkania Howarda z trzema bytami: miłością, śmiercią i czasem.

Trailery zapowiadały niezwykle oryginalną opowieść, która mogłaby konkurować o miano świątecznego hitu z takimi tytułami, jak chociażby Family Man. Niestety, fabuła jest do bólu przewidywalna. Widz bez wysiłku potrafi rozszyfrować wszystkie zagadki, czym psuje sobie rozrywkę, a zakończenie nasuwa się samo, zanim jeszcze dotrzemy do połowy filmu. Brak wiary w spostrzegawczość adresata zepsuł efekt. Nie ma tu zaskoczenia, wielkiego „wow!”. A dodatkowo – obsada również nie zachwyca.

Will Smith Ukryte piękno

Will Smith wybiera tematy ambitne (Wstrząs czy Siedem dusz), ale wciąż grane na tę samą melodię. Mamy więc dramat, próbę mierzenia się z rzeczywistością i przewijający się wielokrotnie zbolały wyraz twarzy aktora. Nie można odmówić mu umiejętności wcielania się w role tego typu (jego cierpiący Howard jest wiarygodny), ale przesyt zdruzgotanych postaci w jego filmografii prowadzi do naturalnego zmęczenia takim materiałem. Kolejne gwiazdy obsady: Kate Winslet i Edward Norton – wcielający się we wspólników Howarda – nie spełniają postawionych im oczekiwań. Mimo że ich bohaterowie są na życiowych zakrętach, to brak werwy powoduje, że mające potencjał wątki są nudne i bezbarwne. Warstwę aktorską produkcji ratują – grający abstrakcyjne byty – Keira Knightley (jako Amy, udająca miłość), Helen Mirren (w roli Brigitte, czyli śmierci) oraz Jacob Latimore (Raffi w personifikacji czasu).

Idea przestawienia rozmów z duchowymi pojęciami jako formy terapii po wielkiej tragedii jest może i szlachetna, ale przeplatanie stadiów bezradności Howarda z pseudofilozoficznymi rozmowami podczas zakupów w supermarkecie nasuwa pytanie: czym właściwie ma być Ukryte piękno? Gdyby jednoznacznie postawiono na śledzenie traumy głównego bohatera, otrzymalibyśmy wspaniały dramat i Willowi Smithowi nie można byłoby niczego zarzucić. Zaś połączenie głębokiego bólu z jednoczesną próbą przemycenia wigilijnej i fantastycznej zarazem opowiastki serwuje twór, który – jeśli już mamy oglądać – to jedynie na ekranie telewizora…

Korekta: Anna Krystyna Misztal

Gildia Filmu recenzja


blog comments powered by Disqus