"Zderzenie" - recenzja wydania DVD filmu

Autor: Marta Jakubek
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
11 listopada 2017

Zderzenie...z rzeczywistością

Czasem pierwsze pięć minut filmu potrafi być zapowiedzią świetnej zabawy. W wydanym niedawno na DVD filmie Zderzenie tak się właśnie dzieje. Pełen adrenaliny pościg, dynamiczne ujęcia i narrator opowiadający, że miłość to jedyna rzecz, która motywuje go do działania. Niestety na wstępie się kończy, a miłością nie da się nazwać tego, co można czuć po skończonym seansie... Ale warto przekonać się samemu.

Casey jest dilerem narkotykowym w Niemczech i pracuje dla ekscentrycznego handlarza, ale gdy poznaje Juliette, zrywa z dawnym życiem. Oboje są dla siebie stworzeni i teraz prowadzą wspólne, uczciwe życie. Sielankę kończy wiadomość o ciężkiej chorobie Juliette. Casey postanawia zdobyć pieniądze i zaryzykować niebezpieczny napad na znanego milionera Kahla. Jednak nic nie idzie po jego myśli: musi uciekać i uratować ukochaną, gdy z jego winy dziewczyna znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie...

Rys fabularny znany aż za dobrze, a jednak wciąż sprawdza się w wielu filmach, zazwyczaj ze względu na nieodparty urok głównej pary bohaterów. Nawet w kiczowatej (ale klasycznej) Cobrze Sylvester Stallone i Brigitte Nielsen całkiem do siebie pasowali. W Zderzeniu problem zaczyna się już na tym poziomie. Nicholas Hoult i Felicity Jones, choć oboje potwierdzili swój talent w niejednym filmie, po prostu do siebie nie pasują i widzom trudno przeżywać ich dramaty. Winę za to ponosi głównie scenarzysta, który na zapoznanie bohaterów i próbę przekonania widza o ich miłości od pierwszego wejrzenia poświęca około dziesięć minut, a potem mamy tylko szybko przewijające się sceny sielanki – wszystko to pospieszne i mało wiarygodne. Jeśli brakuje wiary w bohaterów, trudno utrzymać uwagę widza przez cały film – i tak właśnie się dzieje.

Jedyne, co mogłoby ostatecznie uratować Zdarzenie, czyli sceny pościgów i ucieczek, wydają się przepompowane adrenaliną, a w rezultacie nudne. Kolejne kolizje samochodów, strzelaniny i niekończący się pościg za Casey'iem szybko zaczynają nużyć. Do tego dochodzą gigantyczne dziury logiczne w scenariuszu i dialogi, które trącają pretensjonalnością i sztucznością. Przykładowo, jakim cudem główny bohater jest w stanie fizycznie wytrzymać niekończące się pościgi? Albo dlaczego wszystkie kule w tak niezwykły sposób się go imają? Prawie jak superbohater - prawie…

95 minut filmu wydaje się przez to maratonem kakofonii wybuchów i pościgów, które wcale nie wciągają; przeciwnie, niektórych mogą wręcz zirytować. Reżyser Eran Creevy ma już za sobą solidny, mroczny thriller Czas zapłaty z Jamesem McAvoyem i Markiem Strongiem i także napisał jego scenariusz. Podobnie stało się w przypadku Zdarzenia, tym razem jednak postanowił zrealizować pompatyczną historię miłosną połączoną ze spektakularnym kinem akcji, która ostatecznie stała się nadmuchanym tworem bez życia. Szkoda, bo film mógł zostać oryginalną pozycją z gatunku sensacji, ale okazał się fiaskiem – głównie za sprawą płytkiej fabuły i nieumiejętnej reżyserii.

Królami filmu, dla widzów będącymi jedynym źródłem przyjemności z seansu, są Ben Kingsley i Anthony Hopkins w rolach gangsterów. Kingsley wyraźnie ma ogromną frajdę z grania tureckiego szefa narkotykowego, który otacza się przepychem, jest ciągle pod silnym wpływem narkotyków, lubi piękne kobiety, a poza tym, że jest mordercą i nielegalnym handlarzem, wydaje się całkiem do rany przyłóż. Z kolei Anthony Hopkins wciela się w rolę psychopatycznego miliardera Kahla, który ma wyraźny problem ze swoim nieżyjącym ojcem i nie pozwoli się bezkarnie okradać. Obaj panowie wczuwają się w postaci z teatralną wręcz przesadą, ale ta groteska wydaje się jedynym wartym zobaczenia efektem w filmie. Są pewni aktorzy, którzy w każdej produkcji potrafią triumfować, a Kingsley i Hopkins na szczęście należą do tego grona.

Produkcja daje zupełnie inne doświadczenie w wersji DVD. Jako pozycja kinowa jest na pewno niewart uwagi, ale mając standardowe wydanie DVD z opcjami językowymi (wersja z lektorem polskim lub polskimi napisami) i dodatkowymi materiałami w postaci filmowych zwiastunów można pokusić się o niezobowiązujący seans, szczególnie jesienną porą. Nie będzie to arcydzieło, to można zagwarantować, ale na pewno można się spodziewać wybornych czarnych charakterów ze złotymi spluwami i diabolicznym chichotem...

Zderzenie to w zasadzie film zupełnie niewinny i to jego największa wada. Nie potrafi wywołać w nas zaangażowania emocjonalnego, pościgi są równie ekscytujące, jak dialogi marne, do tego kuleje od drewnianego scenariusza, przez co cierpi też samo aktorstwo. A jednak można go obejrzeć jako wybitnie mało wymagający seans na DVD w domowym zaciszu lub ze znajomymi. 



blog comments powered by Disqus