"Człowiek z magicznym pudełkiem" - recenzja filmu

Autor: Korni

Polak potrafi!

Czy polska kinematografia potrafi wyprodukować film science fiction? Potrafi, choć nadal jest nam bliżej do kultowej Seksmisji niż jakiegokolwiek hollywoodzkiego obrazu. Mimo to futurystyczna wizja naszego kraju pozytywnie zaskakuje, tak bardzo, że na najnowszy film Bodo Koxa można pójść do kina raz jeszcze.

Bodo Kox, zarówno reżyser, jak i scenarzysta filmu, zabiera nas w nie tak znowu odległą przyszłość, jaką jest rok 2030. Polska w ruinie, śmieci na ulicach, wszechobecna technokracja i postaci w plastikowych strojach – w takiej przestrzeni próbuje odnaleźć się Adam (Piotr Polak). Główny bohater historii jest jednostką jedną z wielu, na co chociażby wskazuje jego typowe nazwisko – Nowak. Nie daje się podporządkować regułom współczesnej mu rzeczywistości. Czuje się zagubiony i zdziwiony tym, co go otacza. Dostaje pracę w korporacji, zaprzyjaźniając się tam z Bernardem (Sebastian Stankiewicz) i romansując z sukowatą Gorią (Olga Bołądź). Jego nudna egzystencja zmienia się, kiedy Adam znajduje w swoim starym mieszkaniu w warszawskiej kamienicy zwykłe radio.

Nie pomylicie się, jeśli uznacie, że Człowiek z magicznym pudełkiem to love story osadzone w trudnych czasach. Chociaż całe „love” wydaje się być dość naciągane, to samo „story” zostało poprowadzone ciekawie i wciągająco. Widz do końca nie wie, jak potoczy się sama rozgrywka – nie tylko ta miłosna, ale również polityczna. W obrazie Bodo Koxa dostajemy smutną wizję naszej przyszłości – obróconej w piach planety, gdzie wszystko pokryte jest smogiem, a ciszę przerywa tylko ryk jeżdżących śmieciarek lub wybuchy wbijających się w wieżowce samolotów. Dostajemy więc obraz niekonwencjonalny, odwagę w sądach o przyszłości naszej ojczyzny (nawiązania do obecnej sytuacji są bardzo klarowne) oraz grę aktorską na wysokim poziomie.

Warto zatrzymać się na chwilę przy tym ostatnim aspekcie. Piotr Polak to jeden z najbardziej utalentowanych aktorów młodego pokolenia (o ile 36-latek może się do niego zaliczać). Mimo że Olga Bołądź w roli nietuzinkowej i niejednoznacznej postaci, jaką jest Goria, dwoi się i troi, aby zabłysnąć, całą uwagę przykuwa główny bohater. Bardzo obiecująco wypada również Sebastian Stankiewicz, dla którego udział w tym przedsięwzięciu może być trampoliną z grywania serialowych postaci do stałego goszczenia na wielkim ekranie. Obsadę wspaniale dopełnia Helena Norowicz w roli Urszuli, czyli sąsiadki Adama, a także Arkadiusz Jakubik jako profesor Emfazy. 

Historia, mimo burzliwych realiów, jakie ją otaczają, poprowadzona jest z zadziwiającym spokojem. Czujemy melancholię i tęsknotę, potęgowaną przez smutne, sterylne pomieszczenia i milczących ludzi wlepiających wzrok we wszędobylskie monitory. Tylko niepewny ruch kamery czy czasem zbyt spowolnione ujęcia męczą widza. Jest też pewien chaos w tej futurystycznej opowieści – mamy wątki urwane, niedokończone, a główna, mistyczna zagadka filmu jest zbyt tajemnicza, aby mogła zostać uznana za możliwą.

Wielbiciele gatunku science fiction mogą odnaleźć momenty zaczerpnięte z innych produkcji, ale trudno jest wymyślić coś zupełnie nowego w temacie zrujnowanej przyszłości, który podejmują prawie wszyscy. Mimo że sztuka nowatorstwa twórcom się nie udała, Człowiek z magicznym pudełkiem to film, który warto zobaczyć, nie tylko aby wspierać rodzime kino, ale także ku przestrodze i zastanowieniu nad naszą przyszłością.

Korekta: Marta Kononienko


blog comments powered by Disqus