Horror po bożemu – recenzja filmu "Zbaw nas ode złego"

Zbaw nas ode złego to w założeniu rodzaj miksu Egzorcysty z Siedem. Niestety, chociaż reżyser obiecuje nam wiele, efekt końcowy nie jest w najmniejszym stopniu porównywalny do tych świetnych tytułów. Obraz Scotta Derricksona jest niezłym połączeniem detektywistycznego thrillera z horrorem o egzorcyzmach, jednak nie oferuje nic, co pozwoliłoby ten film zapamiętać na dłuższy czas.

Na początku reżyser zabiera nas do Iraku, gdzie podczas wymiany ognia grupa żołnierzy trafia do tajemniczej groty usłanej ludzkimi czaszkami i przyozdobionej mistycznymi symbolami. Nagle obraz znika i słychać jedynie przerażone krzyki mężczyzn, których spotkało coś strasznego… Po tym prologu akcja przenosi się do Nowego Jorku, gdzie poznajemy głównego bohatera filmu – policjanta Sarchiego (Eric Bana). Podczas nocnych patroli staje w obliczu przestępstw, które wymykają się racjonalnym metodom śledczym. W zrozumieniu natury niewytłumaczalnych zbrodni pomaga mu ksiądz Mendoza (Édgar Ramírez). Jak się okazuje, z pozoru niepowiązane ze sobą sprawy łączy dziwna jaskinia w Iraku.

Historia przedstawiona w Zbaw nas ode złego rzekomo została zainspirowana autentycznymi wydarzeniami, choć zdrowy rozsądek każe raczej przyjąć, że liczba faktów w scenariuszu plasuje się na poziomie pomiędzy procentem owoców w gazowanym napoju a zawartością mięsa w chipsach bekonowych. Scenariusz – napisany przez Paula Harrisa Boardmana oraz Scotta Derricskona – sprawia wrażenie inspirowanego raczej sztampowymi rozwiązaniami znanymi z innych filmów śledczych i obrazów grozy, niż historią, która rzeczywiście miała miejsce. Powoływanie się na realne zdarzenia jest w tym przypadku banalnym i mało skutecznym zabiegiem marketingowym, który trudno traktować poważnie. Można przypuszczać, że twórcy chcą, żeby widz od samego początku mocniej reagował na wydarzenia przedstawione na ekranie, ponieważ zdają sobie sprawę, że ich dzieło samo w sobie nie jest specjalnie straszne ani oryginalne dla kogoś, kto lubi horrory i już ich trochę w życiu widział.

Oglądanie filmu psuje również fakt, że widz chociaż trochę opatrzony z kinem grozy jest w stanie niemal co do sekundy przewidzieć, kiedy pojawi się ″niespodziewane″ straszne ujęcie z obowiązkowo towarzyszącym mu głośnym i nieprzyjemnym dźwiękiem. Niestety, w obrazie Derricksona jest co najmniej kilka takich zupełnie niezaskakujących jump scares, które rzadko kiedy sprawią, że podskoczymy w fotelu, częściej zaś sprowokują westchnienie. W najlepszym razie zrobimy to z satysfakcją, że przechytrzyliśmy twórców i nie daliśmy się złapać na oklepany środek filmowy. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że będzie to westchnięcie irytacji, wywołane powtarzanym w kółko tanim straszakiem.

Plusem obrazu jest z pewnością atmosfera wykreowana przez reżysera. Scott Derrickson ma na swoim koncie głównie pozycje z gatunku horroru, co przekłada się na spore doświadczenie w budowaniu nastroju tajemnicy i strachu. Sprawnie operuje światłem i wykorzystuje elementy otoczenia oraz charakteryzację, podkreślając wrażenie ciągle czyhającego zagrożenia i obecności sił nadprzyrodzonych. Chociaż nie używa żadnych odkrywczych środków, te typowe stosuje z kunsztem niezwykle sprawnego rzemieślnika. Wilgotne, niedoświetlone piwnice i obskurne korytarze o odrapanych ścianach podobnie jak brudne, poranione ciała i wykrzywione w nienaturalnym grymasie twarze ofiar opętania nie zaskakują oryginalnością, ale przedstawione zostały na tyle malowniczo, by podkreślać ponury, demoniczny nastrój filmu.

Mimo klisz fabularnych i przewidywalnej fabuły, Zbaw nas ode złego ogląda się całkiem nieźle. Wymienione wyżej wady nie dyskredytują filmu Derricksona, o ile nie oczekujemy od niego rewolucyjności, a bardziej stawiamy na popcornową produkcję wykonaną według prawideł gatunku. Nie jest to z pewnością pozycja obowiązkowa. Zapewne nie jest to nawet obraz, o którym za rok ktokolwiek będzie pamiętał. Jednak trzeba przyznać, że Zbaw nas ode złego to sprawnie zrealizowane, klimatyczne połączenie horroru i thrillera. Jeśli lubicie kino grozy i akurat za oknem pogorszy się pogoda, to ten film może zapewnić wam dwie godziny niezłej rozrywki.


blog comments powered by Disqus