Recenzja 8. sezonu "Doktora Who"

Najnowszy, 8. sezon Doktora Who przyniósł wielkie zmiany w serialu. Doktor się zregenerował a Matt Smith odszedł z serialu. Władca Czasu w nowej odsłonie w żadnym razie nie przypomina już baranka bez skazy. Można mieć wątpliwości co do kierunku prowadzenia fabuły, obranego przez scenarzystów, jednak dwie rzeczy są pewne. Serial od dawna nie był tak ciekawy i… mroczny.

W  najnowszym sezonie serialu o podróżniku w czasie, tytułowy bohater poznaje Robin Hooda, udaje się w podróż w sam środek Daleka, dokonuje napadu na bank i spotyka starego znajomego. To tylko kilka z najciekawszych epizodów tego sezonu, w którym każdy z odcinków pozostawił po sobie niezapomniane wrażenia.

Po odejściu Matta Smitha twórcy serialu stanęli przed nie lada wyzwaniem, jakim było nie tyle zastąpienie jednego z najpopularniejszych Doktorów, co nadanie serii powiewu świeżości i nowego tematu przewodniego.  Oba założenia zostały w pełni zrealizowane. Peter Capaldi, wcielający się w kolejną reinkarnację ostatniego Władcy Czasu, już w pierwszych odcinkach potwierdził, że producenci dokonali słusznego wyboru. Szkot doskonale sprawdził się w swojej roli, stając się jednym najbardziej charakterystycznych aktorów odtwarzających postać legendarnego Gallifreyczyka. Nowa gwiazda serialu doskonale radzi sobie zarówno w scenach dramatycznych, jak i komicznych. Jego plastyczna mimika oddaje wszystkie emocje bohatera, dzięki czemu na ekranie obserwujemy pełen przekrój uczuć kultowej postaci, począwszy od szczęścia, nadziei, aż po zażenowanie i wściekłość. Capaldi jest, jak go określają inne postaci, nieprzewidywalnym, "starym, szalonym Szkotem", który – podobnie jak 9. reinkarnacja bohatera (grał go Christopher Eccelston) – w jednej chwili wydaje się totalnie bezsilny, by w następnym ujęciu pokazać swój charakterystyczny szelmowski uśmiech.  To wszystko sprawia, że nie potrafimy od Capaldiego oderwać wzroku, dzięki czemu to jeden z najbardziej charyzmatycznych i magnetycznych Doktorów w historii.

Najnowszy sezon to również zmiana kursu w fabule serialu. Na ekranie obserwujemy mnóstwo śmierci i kłamstw bohaterów. To już nie ckliwe historie z Pondami w tle. Doktor po regeneracji nie potrafi odnaleźć się na świecie, nawet Clara nie potrafi powiedzieć, czy wciąż jest "tym dobrym" bohaterem. Kolejne epizody prowadzą do zaskakującego finału sezonu (co ciekawe o fabule zamkniętej i bardzo spójnej, w związku z czym widz nie może pominąć żadnego z odcinków). Najważniejsze jest jednak to, że serial zaskakuje niezwykłą świeżością oraz różnorodnością poszczególnych epizodów, zaskakującej i klimatycznej Mumii w Orient Express czy pomysłowym Robotom z Sherwood, dzięki czemu serial jest wyjątkowo ciekawy, nawet w porównaniu do poprzednich sezonów. Produkcji towarzyszą zapierające dech w piersiach napięcie i polot inscenizacyjny, dzięki czemu kolejne odcinki zachwycają zarówno wciągającą narracją, jak i wizualnymi fajerwerkami czy odniesieniami do współczesnej popkultury (szczególnie w scenie, gdy Władca Czasu jest Rączką z Rodzinny Addamsów). Twórcy już dawno nie byli tak kreatywni i pomysłowi, wykorzystując przy tym kanoniczne motywy oraz starych wrogów bohatera.

Nieoczekiwanie, w nowej serii na pierwszy plan wychodzą silne postacie kobiece. Clara przechodzi zupełną metamorfozę, wielokrotnie stając się bezwzględną, zakłamaną i twardą towarzyszką tytułowego bohatera. Nie przez przypadek sama o sobie z zadowoleniem mówi, że jest taka jak jej mentor. Jeszcze ciekawiej prezentuje się tajemnicza Missy, która kradnie dwuczęściowy finał serii, niemal z miejsca stając się jedną z najbardziej kontrowersyjnych i ulubionych przez widzów postaci w historii serialu. Najważniejsze jest jednak to, że Clara, Missy i Doktor doskonale uzupełniają się na ekranie, dzięki czemu niemal każdy widz marzy o ich kolejnym spotkaniu.

Jak zawsze w Doktorze Who na uwagę zasługuje świetne aktorstwo. Capaldi z powodzeniem zastępuje Smitha, dzięki czemu fani z pewności otarli już łzy po regeneracji, Coleman zachwyca urokiem i pewnością siebie, a Michelle Gomez tworzy jedną z najciekawszych kreacji w całym serialu.

Nowy sezon serialu oszałamia powiewem świeżości i innowacyjnością pomysłów fabularnych, dzięki czemu na ekranie obserwujemy genialnego Petera Capaldiego oraz jego zaskakujące i szalenie interesujące przygody, a sam bohater jeszcze nigdy nie był tak mroczny, zakręcony, tajemniczy i nieprzewidywalny. Jak widać, serial ma się bardzo dobrze pomimo 51 lat od daty premiery, dlatego warto gorąco polecić najnowszy sezon przygód Doktora Who - najlepiej obejrzeć go jak najszybciej, bo już w Boże Narodzenie bohater spotka… Świętego Mikołaja.


blog comments powered by Disqus