"Nie oddychaj" - recenzja filmu

Przerażająco prosta historia

Kino grozy ma się w ostatnich latach średnio. Niewiele pojawia się oryginalnych i ciekawych horrorów – w gatunku przeważają kolejne banalne kalki historii o opętaniach. Na szczęście wśród thrillerów sprawa ma się nieco inaczej i od czasu do czasu można trafić na prawdziwe perełki – Nie oddychaj jest jedną z nich.

Nie można zbyt wiele powiedzieć o fabule filmu Fede Alvareza, nie psując przy tym potencjalnemu widzowi przyjemności oglądania. Nawiasem mówiąc, nie warto też przed seansem oglądać zwiastuna obrazu, ponieważ zdradza on stanowczo zbyt wiele szczegółów. Reżyser (i zarazem współscenarzysta) zadbał, by historia przez cały czas trzymała widownię w napięciu i zaskakiwała kolejnymi zwrotami akcji, szkoda więc rujnować te starania niepotrzebnymi spoilerami.

Fabuła toczy się w Detroit – ostatnimi czasy sztandarowej lokalizacji dla przygnębiających i/lub budzących niepokój amerykańskich filmów. Trójka nastolatków próbuje przetrwać w ponurej rzeczywistości miasta-widma. Ich sposobem na radzenie sobie z szarą, dołującą codziennością są włamania do domów bogatych ludzi. Pewnego dnia otrzymują informację o mieszkającym na odludziu niewidomym emerycie, w którego domu ma znajdować się znacząca ilość gotówki. Młodociani włamywacze zdają sobie sprawę, że taki łup może być ich szansą na wyrwanie się z depresyjnego Detroit i rozpoczęcie nowego życia. Mimo początkowych rozterek, decydują się na skok, który wydaje się banalny. Szybko okazuje się jednak, że w starciu trojga młodych ludzi ze starszym, niewidzącym mężczyzną szanse rozkładają się zupełnie inaczej, niż można by z początku przypuszczać. Nastolatkowie niespodziewanie zostają złapani w pułapkę i rozpoczynają desperacką walkę o przeżycie ze śmiertelnie groźnym przeciwnikiem.

Chociaż w Nie oddychaj brak elementów nadprzyrodzonych, reżyser garściami czerpie z poetyki horroru, w szczególności slashera, twórczo wykorzystując rozwiązania fabularne charakterystyczne dla tej odmiany obrazów grozy. Rozdzielający się bohaterowie, próba ucieczki ciasnymi przejściami, piwnica skrywająca mroczny sekret – chociaż miłośnicy filmów o psychopatycznych mordercach znajdą te znajome elementy w produkcji Alvareza, jednocześnie mogą być mocno zaskoczeni sposobem, w jaki reżyser stosuje je w opowiadanej historii. Mimo, że Nie oddychaj jest de facto thrillerem, to pod względem mroku i ciężaru nie ustępuje najlepszym horrorom ostatnich lat. Można też śmiało stwierdzić, że niektórymi pomysłami przebija momentami nawet produkcje gore, chociaż daleko mu do wizualnej dosłowności tego typu obrazów. W sumie nic dziwnego, skoro produkcją zajął się legendarny Sam Raimi.

Założenia fabularne są niesztampowe, a tempo akcji idealnie wyważone, choć konstrukcja filmu pozostała raczej klasyczna, a bohaterom daleko do oryginalności. Jednak Fede Alvarez niczym prawdziwy mistrz rzemiosła przekuł te elementy w wyśmienite widowisko. Reżyser remake’u Martwego zła dowiódł tym samym, że czasem nie trzeba szalenie skomplikowanych zabiegów i wymyślnych idei, by zrealizować dobry, intensywny film grozy – wystarczy z uwagą i starannością zrealizować prosty, ale ciekawy pomysł.

Największą zaletą tego obrazu są bez wątpienia zdjęcia, za które odpowiadał Pedro Luque. Praca kamery fantastycznie buduje nastrój i wyznacza prędkość scen. Gdy panuje względny spokój, ujęcia są długie, a kadry statyczne, zaś w chwilach zagrożenia montaż staje się bardziej dynamiczny. Prawdziwe mistrzostwo stanowią jednak master shoty ukazujące eskplorację i przeszukiwanie domu, w których kamera – najprawdopodobniej dzięki użyciu steadicamu – zdaje się płynąć w powietrzu, zaglądając w rozmaite zakamarki kolejnych pomieszczeń. Kapitalnie przedstawiona została również sekwencja rozgrywająca się w całkowitych ciemnościach – zamiast zwyczajowego zabarwienia kadrów na niebiesko, reżyser zdecydował się na pozbawiony barw obraz kojarzący się z noktowizją.

Nie oddychaj nie tylko wyróżnia się na tle współczesnych thrillerów, ale też jest filmem bardziej przerażającym niż większość horrorów ostatnich lat. Tytuł mówi sam za siebie – podczas seansu będziecie wstrzymywać oddech ze strachu.

Korekta: Aleksandra Wierzbińska


blog comments powered by Disqus