Recenzja filmu "Drugie oblicze"

Autor: Pityez

Derek Cianfrance, twórca Blue Valentine, do swojego najnowszego dzieła podszedł bardzo ambitnie. Napisał obiecującą historię, zaangażował rewelacyjnych aktorów i… nie wywołał pożądanego wrażenia. Drugie oblicze to film nierówny, przekombinowany, a ostatecznie wywołujący tylko obojętne wzruszenie ramionami.

Ale od początku. W pierwszej (do tego dosyć brawurowej) scenie poznajemy Luke’a (Ryan Gosling), kaskadera motocyklowego, który żyje z dnia na dzień, niczym się nie przejmuje i do niczego nie przywiązuje. Wszystko się zmienia, gdy mężczyzna dowiaduje się, że jest ojcem rocznego chłopca. Postanawia utrzymać rodzinę, a pieniądze chce zdobyć napadając na banki. To pierwsza część. Cały film składa się jednak z trzech dosyć luźno powiązanych ze sobą historii. Druga z nich jest o Avery’m (Bradley Cooper), policjancie stającym przed wyborem między lojalnością a zasadami moralnymi. Trzecia z kolei, podsumowująca całość, opowiada o tym, jak czyny ojców wpływają na życie synów.

Ostatecznie Drugie Oblicze ma pokazywać, że nic nie jest czarno-białe, czasami nie da się odróżnić dobra od zła. Temat jest już na tyle przegadany, że nawet bardzo ludzkie podejście Cianfrance’a nie wnosi nic nowego. Dzieci odpowiadające za grzechy ojców – było, trudne wybory moralne – było, rozpadające się rodziny – też było. Historia Luke’a, Avery’ego oraz ich potomków wydaje się nawet nie tyle nudna, co banalna.

Oczywiście, jak to zwykle w przypadku kilkuczęściowych  filmów, twórcom trudno było zachować równowagę. Początek jest bardzo dobry, da się wciągnąć w historię niedojrzałego ojca walczącego o bliskich, przeżycia Luke’a wydają się autentyczne. Druga część już nie porywa, a nawet nuży, jest nijaka, choć dla zrozumienia całości potrzebna. W trzeciej historii, mimo że bardzo emocjonalnej, decyzje bohaterów wydają się  na tyle nielogiczne, że ogląda się ją z delikatnym przymrużeniem oka. Zakończenie też niespecjalnie się twórcom udało. Nie dosyć, że jest pozbawione wyrazu, niezapadające w pamięć, to i jego realizm pozostawia wiele do życzenia. Swoista sielankowość zdaje się zupełnie nie przystawać do całego filmu. Być może reżyserowi wydawało się, że wyobraźnia widza dopowie resztę. Jeśli tak – musiał się mylić, bo wychodzący z kina nie będą się raczej zbyt długo zastanawiali nad obejrzaną historią.

Nie chodzi tu nawet o pewnego rodzaju patetyzm tego filmu. Ta opowieść po prostu nie trzyma się kupy, nie przechodzi do sedna sprawy. Obiecujący początek zostaje urwany w najciekawszym momencie, chronologiczne przeskoki, chociaż akceptowalne, nie pozwalają przywiązać się do bohaterów. Ogólny przekaz jest niby czytelny, ale nie wywiera większego wrażenia.

Obsada ratuje sytuację. Bradley Cooper, choć w dosyć nietypowej dla siebie roli, udowadnia, że jest aktorem na najwyższym poziomie. Eva Mendes, jako dawna kochanka Luke’a, choć raz ma do pokazania więcej niż tylko ładną buzię. Oboje jednak wypadają blado przy rewelacyjnym Ryanie Goslingu. Sposób w jaki Luke patrzy na swojego syna, histeria w głosie, gdy napad nie idzie po jego myśli, błaganie ukochanej o odrobinę uczucia – to wszystko jest prawdziwe i przeszywające do szpiku kości. Energia, magnetyzm głównego bohatera po części wynikają z jego temperamentu, po części z osobowości Goslinga, ale po części może też z charakteryzacji, której został poddany aktor. Luke jest wytatuowanym blondynem z niebieskimi oczami oraz podartym ubraniem. Taki wygląd nie wróży jego wrogom nic dobrego, a widza intryguje - bo co doprowadziło młodego człowieka do takiego stanu?

Dodatkowym atutem Drugiego Oblicza jest podejście reżysera do postaci. Cianfrance traktuje swoich bohaterów jak ludzi, a nie jak jakieś archetypiczne figury. Luke wymiotuje ze stresu po pierwszym napadzie. Dzieci nie są najważniejszym punktem życia rodziców, szlachetność wygrywa z wygodnictwem, a pieniądze z moralnością. Emocje są emocjami, wpływają na postanowienia postaci, czyniąc je czasami całkiem nieracjonalnymi. Jest tak, jak w prawdziwym życiu. O wielu czynach decyduje miłość, nienawiść, strach, rozpacz, tęsknota czy szczęście, a w nadmiarze wątków/problemów czasami trudno się odnaleźć.

Drugie Oblicze arcydziełem nie jest. Porusza poważne tematy, nie dotykając ich sedna. Tworzy filozoficzną otoczkę, przekombinowując prostą w gruncie rzeczy historię. Dzięki niesamowitej obsadzie oraz pięknym zdjęciom czas poświęcony tej produkcji nie będzie zmarnowany, ale nie należy oczekiwać rozrywki na najwyższym poziomie. W Blue Valentine  Derek Cianfrance uchwycił najsubtelniejsze emocje, z codziennego dramatu czyniąc obraz niezwykły i poruszający. Tym razem chciał przekazać zbyt wiele uczuć zbyt wielu postaci, a w ten sposób nie przekazał jednak niemal żadnej.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus