"Drzewo i ja" - recenzja filmu

Zasadzić drzewo, spłodzić syna…

Polski krótki metraż to nie ten rodzaj filmów, który standardowo wybieram. Tym większym zaskoczeniem okazało się dla mnie Drzewo i ja Łukasza Nowaka – pięknie nakręcone kilkadziesiąt minut, zapadające w pamięć pod wieloma względami.

Drzewo i ja Łukasz Musiał recenzja

Historia, którą opowiada Drzewo i ja, jest prosta: Adaś mieszka z rodzicami na bliżej nieokreślonej wsi, gdzieś w bliżej nieokreślonej przeszłości (ale niedalekiej). Jego ojciec, Henryk, to typowy chłop ze wsi – lubi wypić, wódkę bierze na zeszyt, ma motor, z którego jest bardzo dumny, a syna kocha na zabój. Matka jest zapracowana w gospodarstwie (takim jeszcze bez prądu czy gazu) i stąpa twardo po ziemi. No i jest jeszcze drzewo – rosnące obok domu, z gałęziami w oknie Adasia, wielkie, rozłożyste i mogące spełniać życzenia (a przynajmniej w to wierzy chłopiec).

Narracja prowadzona jest z punktu widzenia małego Adasia, przeplatana z krótkimi chwilami, w których widzimy Adama już dorosłego, właśnie tańczącego (i nie tylko) na swoim weselu. Nadaje to całości prawdziwie magicznego wymiaru: mały chłopiec idealizuje życie swojej rodziny, a jego ukochane drzewo i jego niezwykłe właściwości nadają całości rysu realizmu magicznego. To historia sielskiego dzieciństwa, które – nawet gwałtownie przerwane – wyznaczyło tor życia Adama i postawiło przed nim cel. A nawet trzy – zgodne ze słowami ojca: wybudować dom, spłodzić syna i posadzić drzewo. Henryk przekazywał synowi zasady, którymi kierował się, by osiągnąć szczęście; i Adam w słowa ojca wierzy bezgranicznie, jak sami zobaczymy.

Drzewo i ja recenzja Konrad Musioł

Sama historia to nie wszystko. W każdej klatce Drzewa i mnie widać dbałość o szczegóły i ogrom pracy włożonej w ten film. Jak przyznał reżyser, Łukasz Nowak, powstało aż szesnaście wersji montażowych, a prace trwały dwa lata – mimo że same zdjęcia ukończono w 17 dni. O pracy kamery też można wiele powiedzieć. Michał Rytel-Przełomiec, operator, wykonał kawal niesamowitej roboty; dzięki niemu Drzewo i mnie ogląda się jak bajkę. Obecny na warszawskiej premierze producent półgębkiem wspomniał, że to zapewne najdroższy krótkometrażowy film niezależny w Polsce. Jeśli już sama jakość zdjęć, efektów, montażu tego nie potwierdza, to wystarczy uświadomić sobie, że tytułowe drzewo zbudowano specjalnie na potrzeby produkcji. A dom Adasia – piękna, drewniana chałupa z poddaszem – liczy sobie ponad 100 lat i został kupiony w Żywcu… a potem rozebrany i przeniesiony do Wisły, gdzie kręcono film. Takie „drobiazgi” naprawdę robią wrażenie – także na ekranie.

Nie można nie wspomnieć o Jacku Braciaku, grającym tu Henryka, i Konradzie Musiole, czyli filmowym Adasiu. Obu aktorów ogląda się świetnie. Widać, że przepracowali swoje role i stworzyli na ekranie naprawdę zgrany duet, idealnie wpasowując się w poetykę tej historii. Pozostali członkowie obsady – a zbyt wielu ich nie było! – także stanęli na wysokości zadania.

Drzewo i ja Jacek Braciak recenzja

Drzewo i ja to magiczny, ciepły, podszyty humorem, chociaż poważny film, który robi naprawdę ogromne wrażenie. Twórcy zapowiadają jego obecność na polskich (a może nie tylko?) festiwalach. To dobrze – wróżę mu sporo sukcesów, przynajmniej wśród publiczności. Polecam gorąco – jeśli będziecie mieli okazję obejrzeć tę produkcję, nie przegapcie jej. Byłoby naprawdę szkoda!

Korekta: Damian "Nox" Lesicki



blog comments powered by Disqus