„Dunkierka” - recenzja wydania Blu-ray filmu

Autor: osti
Korekta: Marta Kononienko
21 maja 2018

Realizm ponad wszystko

Christopher Nolan, znany wszystkim z epickich widowisk przekraczających ramy wyobraźni, tym razem cofa się w czasie i przybliża nam jeden z najbardziej dramatycznych epizodów drugiej wojny światowej. I robi to w typowym dla siebie, bardzo efektownym stylu.

Ewakuacja żołnierzy brytyjskich i francuskich spod Dunkierki jest wydarzeniem, o którym w polskich szkołach nie mówi się prawie wcale. Podręcznik wykorzystywany przeze mnie w liceum poświęcił tej kwestii może dwa zdania. A przecież gdyby nie użycie setek prywatnych jednostek pływających do przetransportowania aliantów przez kanał La Manche, bardzo możliwe, że pisałbym teraz w języku niemieckim recenzje filmu opowiadającego o bohaterskim eksterminowaniu brytyjskiego ścierwa, okupującego kontynent słusznie należący się aryjskim panom.

Chyba dobrze się zatem stało, że to właśnie historia Dunkierki stała się tematem nowego filmu Nolana. Co więcej, reżyser za punkt honoru postawił sobie maksymalnie wierne odtworzenie tamtych wydarzeń. Dlatego też obraz kręcono dokładnie w miejscu, z którego uciekali żołnierze, używając przy tym prawdziwego sprzętu z epoki (twórcom udało się wypożyczyć na potrzeby produkcji m. in. 3 samoloty typu Spitfire). W proces powstawania filmu zaangażowano tysiące statystów, a Nolan osobiście dbał o takie detale jak chociażby sposób wiązania sznurowadeł przez żołnierzy tamtego okresu (!).

Ta maniakalna dbałość o realizm nie popsuła w żaden sposób charakterystycznego dla twórcy Incepcji efekciarstwa. Praktycznie cały obraz nakręcony został przy użyciu najnowszych kamer IMAX, które montowano na pokładach samolotów czy łodzi (jedną zresztą przypadkowo utopiono, jednak uratowano zgromadzony na niej materiał filmowy). Do absolutnego minimum ograniczono efekty komputerowe, dlatego wiadomo, że przerażenie malujące się na twarzach wielu żołnierzy podczas przelatujących kilka metrów nad ziemią samolotów nie jest udawane.

Dunkierka nie tylko w warstwie wizualnej stanowi bardzo nietypowy przykład filmu drugowojennego. W tle przygrywa ciągle „nastawiony” przez Hansa Zimmera zegar, który przypomina, że każda upływająca minuta to pętla made in Deutschland zaciskająca się na szyi całej brytyjskiej armii. Nolan razem z najbardziej rozchwytywanym kompozytorem w Hollywood sprawili, że Dunkierka bardzo przypomina thriller, z iście hitchcockowskim, ciągle potęgowanym napięciem, które trzyma dosłownie do ostatnich sekund. Kiedy w końcu pył uniesiony przez bomby Luftwaffe opada, widz pozostaje z uczuciem ulgi, prawdziwego catharsis.

Po kinowej premierze filmu słyszałem całkiem sporo utyskiwań, że fabuła jest najsłabszą stroną nowego obrazu Nolana. Nie do końca zgadzam się z tym twierdzeniem, gdyż już same autentyczne wydarzenia spod Dunkierki same w sobie stanowią niesamowitą historię. Twórcy postanowili też przedstawić je w dość nietypowy sposób – po pierwsze nie ma tu żadnego głównego bohatera, a po drugie kompletnie odwrócono rolę żołnierzy i cywili.

Fabuła ukazana jest z 3 perspektyw. Na samym początku poznajemy młodych chłopaków czekających na ewakuację z dunkierskiej plaży. Zwykle mają po 17 albo 18 lat i świadomość nadchodzącej zguby działa na nich skrajnie demoralizująco. Żołnierze momentami przypominają przerażone zwierzątka, które za wszelką cenę starają się po prostu przetrwać. Po drugiej stronie barykady znajdują się cywile, którzy bohatersko rzucają swoje zajęcia i na własnych łódkach turystycznych czy rybackich rzucają się na ratunek czekającemu na ewakuację z płonącego kontynentu wojsku. Ten motyw deheroizacji żołnierzy przewija się przez cały film i nie dotyczy jedynie pilotów, którzy ukazani zostali jako trzecia „strona” wydarzeń.

Oglądając Toma Hardy'ego w roli jednego z żołnierzy RAF-u, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Nolanowi bardzo zależało na przedstawieniu pilotów trochę jak robotów, które z matematyczną precyzją egzekwują procedury i wykonują swoje zadania, ostatecznie jednak wychodząc na bohaterów, dzielnie przeganiających Luftwaffe znad Kanału. Wychodzi zatem na to, że wielkich czynów może dokonywać niemalże każdy.

Dunkierka jest wspaniałym audiowizualnym widowiskiem, które najlepiej jest odkrywać w spełniającej standardy IMAX sali kinowej. Jeśli chcemy zaznać trochę tej magii w domowym zaciszu, edycja Blu-ray stanowi jedyne sensowne rozwiązanie. Jakość obrazu i dźwięku oczywiście robi należyte wrażenie, a do niebieskiego pudełka wydawca dorzucił drugi dysk, na którym zamieszczono ponad dwie godziny materiałów ukazujących kulisy powstawania produkcji. Mamy tutaj oczywiście przede wszystkim liczne wywiady z twórcami i aktorami. Film Nolana obejrzeć można z polskim lektorem lub napisami, dodatki jedynie z listą dialogową.

Przeżycie drugowojennego piekła razem z Nolanem było dla mnie czymś niezapomnianym – nawet za drugim razem – dlatego jego nowe dzieło zasługuje na naprawdę wysoką notę. Doskonały montaż, wierne odwzorowanie faktów, zapierające dech w piersiach tempo i efekty nie mogą pozostawić nikogo obojętnym. Zapada w pamięć również nietypowe odwrócenie roli żołnierz – cywil. Szkoda tylko, że poszczególni bohaterowie otrzymali niewiele okazji, aby faktycznie błysnąć i zaistnieć w naszej świadomości – to w zasadzie jedyna słabsza strona widowiska.



blog comments powered by Disqus