Recenzja filmu "Dzień dobry, kocham cię!"

Polska komedia romantyczna – niektórym już sam „rzut oka” na plakat wystarczy, by ominąć taką produkcję szerokim łukiem. Dlaczego? Niestety ostatnimi czasy filmy o miłości, które powstają w naszym kraju, pozostawiają wiele do życzenia. Dosyć wspomnieć takie tytuły, jak Tylko mnie kochaj czy Facet (nie)potrzebny od zaraz. Obie produkcje można określić mianem filmowych potworków. Czy najnowsze dzieło Ryszarda Zatorskiego, reżysera wspomnianego Tylko mnie kochaj, również jest dziełem wątpliwej jakości?

On, ona, przypadkowe spotkanie, miłość od pierwszego wejrzenia, komplikacje. Schemat znany ze sporej ilości komedii romantycznych pojawia się także w Dzień dobry, kocham cię!. Szymon i Basia zakochują się w sobie, kiedy tylko ich drogi się krzyżują. Spędzają ze sobą miło czas, jednak pech chce, że protagonista gubi, a dokładniej ściera z dłoni, numer telefonu dziewczyny swoich marzeń. Nie zamierza się jednak poddać, pragnie odszukać Basię i żyć z nią długo i szczęśliwie. Piękny plan okazuje się jednym wielkim niewypałem. Dodatkowo, na drodze bohaterki pojawia się tajemniczy mężczyzna z przeszłości.

Brzmi znajomo, prawda? Nowatorstwem produkcja nie grzeszy. Jeżeli chodzi o prawdopodobieństwo, również fabuła nie spełnia oczekiwań. Większość wydarzeń okazuje się wklejonych do filmu na siłę, w końcu show must go on. Bolączka, jaka dotyka większość polskich komedii romantycznych nie ominęła i tej produkcji. Scenariusz to jedno wielkie fantasy, osadzone w naszych rodzimych klimatach. Jeżeli chodzi o historię, brak jej potencjału, jakiejś rysy realizmu. Wszystko dzieje się za szybko i jest za mało prawdopodobne. I nie chodzi tutaj o miłość od pierwszego wejrzenia.

Fabularnie film się nie broni, jednak miłym zaskoczeniem okazała się obsada produkcji. Znakomita Olga Bołądź i przezabawny Paweł Domagała. To właśnie ta dwójka kradnie serca widzów. Natomiast główni bohaterowie… Barbara Kurdej-Szatan i Aleksy Komorowski nie są może tak dobrzy, jak wspomniany wcześniej duet, jednak nie można im zarzucić braku aktorskiej smykałki. Wprawdzie filmowy Szymon wypadł mdło i blado, ale za to Basia grała naturalnie i przekonywująco.

Największy atut Dzień dobry, kocham cię!? Ścieżka dźwiękowa. Pomijając przeróbkę piosenki o tym samym tytule, reszta kawałków to rytmiczne, wpadające w ucho i świetnie dobrane do fabuły utwory. Nic tylko zamknąć oczy i wsłuchiwać się w muzykę.

Film Dzień dobry, kocham cię! nie okazał się najgorszą produkcją, spośród polskich komedii romantycznych. Niestety nie jest to dzieło, które zmieni spojrzenie widzów na ten gatunek. Było zabawnie, romantyzm okazał się jednak grubymi nićmi szyty. Ścieżka dźwiękowa dodała całości smaczku, aktorzy również nie zawiedli, jednak sama historia nie wypadła przekonująco. Fabuła za bardzo przypomina bajkę, co, niestety, wpływa na całościowy odbiór produkcji.


blog comments powered by Disqus